Zamach majowy – klęska polskiej demokracji

Zamach 12 maja 1926 r. był wielkim wstrząsem politycznym, moralnym i psychologicznym dla społeczeństwa polskiego. Ciosem zadanym młodej polskiej demokracji i parlamentaryzmowi. Premier-chłop obalony został siłą przez marszałka-szlachcica, przy akompaniamencie strzałów i wyzwisk. Ruch chłopski, dotknięty represjami ze strony obozu Józefa Piłsudskiego, na długo zachował pamięć o krzywdzie wyrządzonej przez przewrót majowy. Początkowa niechęć stopniowo przerodziła się w zdecydowaną wrogość wobec Piłsudskiego i całego systemu sanacyjnego, słusznie postrzeganego, jako zagrożenia dla państwa polskiego, narodu i demokracji, co dobitnie pokazała klęska Polski w czasie II wojny światowej.

Powszechną tajemnicą było, że odsuwając się od udziału w życiu politycznym – po utworzeniu w 1923 roku rządu Chjeno-Piasta – Józef Piłsudski czynił przygotowania do przejęcia władzy w państwie. Wyraźna aktywizacja obozu piłsudczykowskiego nastąpiła jesienią 1925 roku. Nie było to już tylko pobrzękiwanie szabelkami na zjeździe legionistów w Sulejówku 11 listopada czy obraźliwe, opatrzone niewybrednymi epitetami ataki na rząd ze strony marszałka Piłsudskiego, ale rzeczywiste przygotowania do przejęcia władzy siłą.

Kryzys rządowy i powrót Witosa

Maj 1926 roku rozpoczął się kolejnymi kryzysami rządowymi. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, choć kolejne nieudane próby tworzenia rządu kompromitowały parlament i prezydenta. 10 maja kryzys zakończył się niespodziewanie powierzeniem misji tworzenia rządu Witosowi. Rządu, który miał wystąpić z całym pakietem reform idących w kierunku umocnienia władzy ustawodawczej. Myśli Witosa o naprawie stosunków w państwie były zawarte w opublikowanej przez niego broszurze Czasy i ludzie w marcu 1926 roku. Tendencje Witosa pokrywały się z zamierzeniami endecji. Podobnie jak PSL „Piast”, również i Związek Ludowo-Narodowy postulował konieczność szybkiej zmiany konstytucji i ordynacji wyborczej

Oba stronnictwa widziały potrzebę natychmiastowego rozwiązania parlamentu i przeprowadzenia wyborów w oparciu o nową ordynację wyborczą. Co sprawiło, że gabinet Wincentego Witosa utworzony 10 maja w oparciu o Związek Ludowo-Narodowy, PSL „Piast”, Chrześcijańską Demokrację i Narodową Partię Robotniczą został przyjęty przez stronnictwa lewicy parlamentarnej jako próba zamachu na swobody demokratyczne i prawa obywatelskie. Dlaczego Piłsudski zareagował natychmiast w udzielonym prasie wywiadzie, atakując ostro cały gabinet, a Wincentego Witosa w szczególności?

Droga do zamachu

Dla Józefa Piłsudskiego i jego obozu utworzenie silnej władzy wykonawczej wspieranej przez większość parlamentarną oraz zapowiadane reformy państwa wytrącały mu z ręki atuty walki i atakowania rządu. W demokracji więdła i malała legenda marszałka Piłsudskiego, jego legioniści schodzili ze sceny politycznej, a tego bardzo nie chcieli. Należało więc zrobić to, do czego od dawna się przygotowywano – zdusić młodą demokrację siłą.

Najpierw przeciwko Witosowi podburzono ulicę. Prowokowano zamieszki i starcia demonstrantów z policją. Robotników straszono, że rząd pozbawi ich uprawnień socjalnych i praw demokratycznych. Zapomniano, że właśnie poprzedni gabinet Witosa opracował i wprowadził w życie najdalej idące w Europie ustawodawstwo w sprawach pracowniczych. Dokonywano pospiesznie mobilizacji milicji Polskiej Partii Socjalistycznej.

Tymczasem w Rembertowie dokonywano koncentracji oddziałów wojskowych dowodzonych przez bezwzględnie oddanych Piłsudskiemu dowódców. Nie posłuchały one rozkazu ministra Malczewskiego o odwołaniu manewrów, którymi miał dowodzić Piłsudski. Ośrodkiem dyspozycyjnym był Sulejówek, gdzie wcześniej odbywały się narady wojskowych i polityków posłusznych marszałkowi…

Jak przywrócić powagę wyborom. Trzy miesiące bez słupków.

Trzy miesiące bez słupków. Trzy miesiące bez politycznej giełdy. Trzy miesiące, w których o wyniku wyborów nie decyduje wykres, lecz argument. Propozycja wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego to próba przywrócenia wyborom powagi, której od dawna im brakuje.

Współczesna polityka coraz częściej przypomina rynek finansowy. Wahania notowań, komentarze do trendów, emocje wywołane jednym punktem procentowym w górę lub w dół. Tyle że stawką nie są akcje spółek, lecz przyszłość państwa. Dzisiejsza kampania wyborcza przypomina transmisję sportową: prowadzenie zmienia się co tydzień, komentatorzy analizują tabelę, a wyborca ma tylko kibicować.

Polska polityka od lat funkcjonuje w rytmie badań opinii publicznej. Sondaże pojawiają się z regularnością prognoz pogody, a ich interpretacja bywa ważniejsza niż same propozycje ustawowe. Partie reagują na trendy szybciej niż na realne problemy społeczne. Komentatorzy ogłaszają przełomy po jednoprocentowych zmianach. Wyborca dostaje subtelny komunikat: nie pytaj kto ma rację, pytaj kto prowadzi. – Czas ucywilizować kampanie wyborcze. Będę namawiał mój klub do złożenia projektu ustawy wprowadzającej zakaz publikacji sondaży na trzy miesiące przed wyborami – zapowiedział wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski.

Sondaże same w sobie nie są problemem. Sondaże przestają być lustrem opinii, a zaczynają ją kształtować. W nauce o polityce znany jest efekt bandwagon, czyli skłonność części wyborców do popierania lidera wyścigu. W warunkach intensywnej sondażyzacji kampanii rośnie znaczenie kalkulacji strategicznej. Głosuję na tych, którzy mają szansę, niekoniecznie na tych, których program uważam za najlepszy.

– Skupmy się na merytorycznej debacie o przyszłości Polski, a nie na liczeniu szabel w mediach – podkreślił Piotr Zgorzelski. Kampania wyborcza powinna być momentem rozstrzygania sporów o model rozwoju, zakres odpowiedzialności władzy i kierunki reform. Tymczasem zbyt często staje się analizą tabeli wyników, która zmienia się z tygodnia na tydzień. Trzymiesięczna cisza sondażowa przesunęłaby kampanię z wykresów na programy, z rankingów na argumenty. Partie musiałyby budować przekaz w oparciu o wiarygodność zamiast rosnących słupków poparcia.

– Demokracja zyska na jakości, gdy wyborcy będą kierować się programami, a nie słupkami popularności – wskazał przewodniczący Rady Naczelnej PSL. To propozycja uporządkowania relacji między informacją a decyzją. Państwo potrzebuje obywateli, którzy wybierają w oparciu o przekonania, a nie o atmosferę chwili.

Ostatecznie pytanie nie brzmi, czy sondaże są potrzebne. Pytanie brzmi, czy ich dominacja w ostatniej fazie kampanii sprzyja dojrzałości demokracji. Jeśli wybory mają być momentem odpowiedzialnego wyboru kierunku dla państwa, warto zastanowić się, czy nie wymagają większej przestrzeni ciszy i większej powagi. Ponieważ państwo nie jest notowaniem. A demokracja nie powinna być wykresem.

Dojrzała demokracja to taka, w której obywatel wychodzi z lokalu wyborczego z poczuciem odpowiedzialnej decyzji, a nie z emocją kibica śledzącego tabelę wyników. Satysfakcja z wyboru nie polega na tym, że wygrał „nasz” kandydat. Polega na przekonaniu, że decyzja została podjęta świadomie, w warunkach sprzyjających namysłowi. Jeżeli kampania przestanie być wyścigiem wykresów, a stanie się rozmową o państwie, zyskają wszyscy. Partie, które będą musiały mówić o programach. Media, które wrócą do analizy zamiast komentowania trendów. I wyborcy, którzy odzyskają poczucie sprawczości.

 

Jest projekt ustawy o niskooprocentowanych kredytach dla rolnictwa i przetwórstwa

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o niskooprocentowanych kredytach preferencyjnych. Proponowane rozwiązania mają poprawić płynność finansową gospodarstw rolnych i przedsiębiorstw sektora przetwórstwa rolno-spożywczego, przez co pozytywnie wpłyną na ich modernizację i rozwój.

17 marca 2026 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o wspieraniu rozwoju obszarów wiejskich z udziałem środków Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014–2020 oraz niektórych innych ustaw.

Celem projektu jest poprawa płynności finansowej gospodarstw rolnych i przedsiębiorstw sektora przetwórstwa rolno-spożywczego poprzez oferowanie niskooprocentowanych kredytów preferencyjnych. W dalszej perspektywie takie kredyty pozytywnie wpłyną na modernizację i rozwój sektora.

Każda złotówka z programów unijnych musi pracować dla polskiego rolnika! Rząd przyjął dziś ważną ustawę, dzięki której uwolnione środki z PROW nie będą leżeć na kontach, ale wrócą na wieś w formie tańszych i łatwiej dostępnych kredytów. Zamiast ograniczać się tylko do gwarancji, dorzucamy do tego dopłaty do odsetek. To oznacza realnie niższe raty dla rolników i natychmiastową poprawę ich płynności finansowej. Słuchamy potrzeb sektora rolnego i wdrażamy rozwiązania, które działają tu i teraz – podkreślił minister Stefan Krajewski.

Dobre zmiany

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie będzie przekazywał do Krajowego Funduszu Gwarancyjnego środków zwróconych z gwarancji udzielonych w ramach instrumentów finansowych PROW 2014–2020 po zakończeniu wdrażania Programu, lecz pozostanie ich dysponentem. Środki te będą ponownie wykorzystane na wsparcie gospodarstw rolnych i przedsiębiorstw sektora przetwórstwa rolno-spożywczego. Pomoc będzie udzielana w formie gwarancji spłaty kredytów i dopłat do ich oprocentowania, co obniży koszty spłaty. Wsparcie będzie dostępne przez co najmniej 8 lat.

Nowy instrument zostanie uruchomiony w II połowie 2026 r. Będzie to zależało przede wszystkim od tempa zwalnianych środków z gwarancji udzielonych w ramach instrumentów finansowych PROW 2014-2020 w wyniku spłacanych kredytów, które będą finansować ten instrument.

Wzmocnienie SAFE. Oto projekt PSL.

PSL proponuje rozwiązanie, które nie zastępuje europejskiego mechanizmu SAFE, lecz go wzmacnia. Projekt zakłada stworzenie drugiego, krajowego filaru finansowania bezpieczeństwa – tak, aby Polska mogła korzystać ze wszystkich dostępnych źródeł wsparcia jednocześnie.– To nie jest wybór, tylko uzupełnienie. Nie może być alternatywy dla bezpieczeństwa – podkreśla prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Więcej pieniędzy na bezpieczeństwo – dwa filary finansowania

Projekt Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych opiera się na prostej zasadzie: łączeniu, a nie zastępowaniu. Z jednej strony – środki europejskie w ramach SAFE. Z drugiej – krajowy potencjał finansowy, w tym środki, które – jak wskazuje debata publiczna – mogą znajdować się w Narodowym Banku Polskim.

To podejście pozwala zwiększyć tempo inwestycji i realnie wzmocnić zdolności obronne państwa.

Konkret: sprzęt, infrastruktura, cyberbezpieczeństwo

Nowy mechanizm finansowania ma przełożyć się na konkretne działania:

  • zakupy i modernizację sprzętu wojskowego,
  • rozwój infrastruktury strategicznej, w tym dróg i logistyki dla wojska,
  • wzmocnienie cyberbezpieczeństwa państwa i ochrony systemów krytycznych.

Dzięki temu środki nie będą jedynie deklaracją, lecz realnym wsparciem dla bezpieczeństwa Polski.

Bezpieczeństwo to system, nie tylko armia

Projekt PSL rozszerza rozumienie bezpieczeństwa. To nie tylko wojsko, ale cały system państwa. – Bardzo wiele uwagi poświęcamy służbom, takim jak policja czy straż graniczna. Mówimy o cyberbezpieczeństwie, służbach specjalnych, a także o wojskowej i resortowej służbie zdrowia. Kluczowa jest też mobilność militarna – mówi wicepremier i minister obrony narodowej.

Zgodność z Konstytucją i realna kontrola

Projekt uwzględnia również kwestie zgodności z Konstytucją i przejrzystości decyzji. – Zmieniamy skład komitetu sterującego funduszem. Pojawia się przedstawiciel Premiera, dzięki czemu rząd ma realne władztwo nad środkami, zgodnie z Konstytucją – wskazuje Władysław Kosiniak-Kamysz.

Sprawdzam wobec NBP – przejrzystość finansów

Jednym z kluczowych elementów projektu jest weryfikacja dostępnych środków finansowych. – Jeżeli tych pieniędzy tam nie ma, to to wyjdzie – i będzie to kompromitacja prezesa NBP oraz Pałacu Prezydenckiego – podkreśla lider PSL.

Od sporu do realnych działań

Projekt PSL porządkuje dotychczasowe propozycje i tworzy jeden spójny mechanizm działania. – Nasz projekt jest zgodny z Konstytucją, usuwa bariery i stawia na współpracę – mówi wicepremier. To propozycja, która łączy różne źródła finansowania, wzmacnia państwo i pozwala szybciej reagować na wyzwania bezpieczeństwa. – Liczymy, że Prezydent nie zawetuje własnej ustawy, a przyszłość i bezpieczeństwo Polski wygrają z polityką – podkreśla prezes PSL.

Nowe ułatwienia w eksporcie produktów roślinnych – wprowadziliśmy instytucję „zaufanego eksportera”

Wprowadzenie instytucji „zaufanego eksportera” przyspieszy i uprości procedury eksportowe, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa fitosanitarnego. Znowelizowana ustawa o ochronie roślin przed agrofagami, która wprowadza instytucję „zaufanego eksportera”, weszła w życie 6 marca 2026 r.

Najistotniejsze zmiany

Wprowadzone zmiany umożliwiają ograniczenie częstotliwości kontroli przesyłek przez wojewódzkiego inspektora ochrony roślin i nasiennictwa w przypadku towarów, przy których eksporcie do danego państwa członkowskiego wymagane jest jedynie przeprowadzenie oceny wizualnej. Ocenę taką może samodzielnie wykonać „zaufany eksporter”. Na tej podstawie wojewódzki inspektor będzie wydawał świadectwo fitosanitarne.

Oznacza to:

  • krótszy czas obsługi eksportu;
  • większą elastyczność organizacji eksportu;
  • uniezależnienie od godzin pracy wojewódzkich inspektoratów;
  • mniej formalności przy wysyłce towarów;
  • niższe koszty po stronie eksportera.

Kontrola wizualna przesyłek przez wojewódzkiego inspektora będzie obejmowała nie mniej niż:

  • co 10. przesyłkę – w pierwszym roku po uzyskaniu przez eksportera statusu zaufanego eksportera;
  • co 20. przesyłkę – po dłuższym czasie prawidłowej współpracy.

Jak zostać „zaufanym eksporterem”?

O status „zaufanego eksportera” mogą wnioskować eksporterzy, którzy:

  • co najmniej od 2 lat są wpisani do urzędowego rejestru podmiotów profesjonalnych, prowadzonego przez wojewódzkiego inspektora;
  • regularnie eksportują towary i składają wnioski o świadectwa fitosanitarne (dla co najmniej 10 przesyłek rocznie w okresie ostatnich 2 lat);
  • przestrzegają przepisów fitosanitarnych i nie byli karani za ich naruszenie;
  • wdrożyli procedurę samodzielnej kontroli zatwierdzoną przez wojewódzkiego inspektora;
  • zapewniają, że oceny wizualne eksportowanych towarów będą wykonywały osoby z odpowiednim wykształceniem, lub które zdały przed wojewódzkim inspektorem egzamin potwierdzający wiedzę w zakresie niezbędnym do samodzielnego wykonywania tych ocen.

Zachęcamy eksporterów do wnioskowania o status „zaufanego eksportera”.

Szczegółowe informacje w tym zakresie można uzyskać kontaktując się z właściwym wojewódzkim inspektorem ochrony roślin i nasiennictwa.

Polityka PSL blisko ludzi: dobre działania w rządzie i dialog ze społeczeństwem

Ruszył ogólnopolski cykl spotkań, w ramach którego ministrowie, wiceministrowie i parlamentarzyści związani z PSL oraz Klubem Parlamentarnym PSL – Trzecia Droga odwiedzą setki miejscowości w całym kraju. Nie chodzi jednak o objazdowe wystąpienia ani polityczne tournée. Stawką jest coś bardziej podstawowego: próba odbudowy bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego wybierają bardziej wymagającą drogę. Zamiast mówić – chcą słuchać. Zamiast przekonywać – rozmawiać, ale też wskazać jakie działania udało się pozytywnie zrealizować.

Łatwo wprawdzie powtarzać, że „polityka jest dla ludzi”, znacznie trudniej rzeczywiście wyjść poza gabinety i sprawdzić, czym żyją mieszkańcy mniejszych i większych miejscowości. A to właśnie tam – nie w Warszawie – widać wyraźniej napięcia związane z kosztami życia, niepewnością gospodarczą czy przyszłością młodych.

Tematy, które mają wybrzmieć podczas spotkań, nie zaskakują. Bezpieczeństwo, rozwój gospodarczy, rolnictwo, dostęp do usług publicznych czy perspektywy dla kolejnych pokoleń – to lista problemów dobrze znana. Różnica polega na tym, gdzie mają być omawiane. Nie w studiach telewizyjnych, lecz w terenie. Poprzez bezpośrednie spotkania, rozmowy, dialog.

Politycy PSL podkreślają, że odpowiedzi na najważniejsze pytania nie powstają wyłącznie na poziomie centralnym. To raczej efekt zbierania doświadczeń i opinii z wielu miejsc – tych, gdzie decyzje państwa mają najbardziej odczuwalne skutki. Taka perspektywa wymaga pokory, ale też gotowości na rozmowy, które nie zawsze są wygodne.

Ten cykl spotkań można więc czytać jako próbę powrotu do bardziej klasycznego rozumienia polityki – jako procesu, który zaczyna się od dialogu. Nie zawsze spektakularnego, rzadko efektownego, ale potrzebnego, jeśli decyzje mają mieć realne oparcie w doświadczeniach obywateli.

Bezpieczeństwo państwa, bezpieczeństwo polskiego społeczeństwa

Historia uczy, że niepodległość nie jest dana raz na zawsze. Wymaga siły – siły państwa, siły społeczeństwa i siły armii. Silna armia to nie tylko gwarancja obrony granic, ale także jednoznaczny sygnał dla potencjalnych agresorów, że Polska potrafi skutecznie chronić swoją wolność. Równie ważna jest jedność społeczeństwa i szacunek dla tych, którzy noszą mundur. Żołnierze Wojska Polskiego, funkcjonariusze służb mundurowych, strażacy, ratownicy czy lekarze – wszyscy oni stoją dziś na straży bezpieczeństwa naszego kraju i życia obywateli. Szacunek dla ich służby jest wyrazem naszej wspólnej odpowiedzialności za państwo. Nie możemy też zapominać o znaczeniu silnych sojuszy międzynarodowych. W świecie pełnym napięć i zagrożeń współpraca z partnerami oraz budowanie wspólnego systemu bezpieczeństwa pozostają jednym z filarów polskiej racji stanu. Historia uczy, że samotność w obliczu agresji bywa tragiczna w skutkach. Doskonale te uwarunkowania rozumie i dba o bezpieczną Polskę prezes PSL, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Czas na realizację SAFE

W Polskim Stronnictwie Ludowym od lat słychać, że silna armia musi iść w parze ze stabilnymi finansami. To nie jest efektowny przekaz, ale trudno o bardziej aktualny. W warunkach rosnącego zagrożenia ze strony Rosji i napiętej sytuacji międzynarodowej problemem nie jest już samo zbrojenie, tylko jego tempo, struktura i sposób finansowania.

SAFE wpisuje się w tę logikę. Daje dostęp do dużych środków – mowa o 44 miliardach euro – ale ważniejsze jest to, na jakich zasadach. Preferencyjne finansowanie pozwala uniknąć scenariusza, w którym modernizacja armii zaczyna konkurować z innymi wydatkami państwa. A to w Polsce przerabialiśmy już nie raz. Istotny jest też drugi element: pieniądze mają w dużej mierze zostać w kraju. Jeśli założenia się sprawdzą, skorzystają nie tylko zakłady zbrojeniowe, ale też cały łańcuch firm – od technologii po logistykę. To podejście, które dobrze wpisuje się w myślenie PSL: bezpieczeństwo nie kończy się na granicy jednostki wojskowej, tylko zaczyna się w gospodarce i regionach.

Wyraźnie akcentuje to Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego deklaracje o tym, że finansowanie z SAFE nie obciąży bieżącego budżetu MON, to sygnał, że resort chce uniknąć klasycznej pułapki: kupujemy sprzęt, ale potem brakuje na szkolenie, utrzymanie i ludzi.

SAFE daje szansę, by wydatki na obronność stały się jednocześnie impulsem rozwojowym, źródłem nowych technologii, miejsc pracy i wzrostu eksportu…

Życie zapisane czynem i piórem – wspomnienie o Eugeniuszu Jabłońskim

W wieku 91 lat odszedł człowiek którego drogę tworzyły praca i wartości. Eugeniusz Franciszek Jabłoński – syn chłopskiej ziemi z Nosali w powiecie poddębieckim – należał do pokolenia, które dojrzewało wraz z odradzającą się Polską i które całe swoje życie podporządkowało służbie publicznej. Był dyplomatą, dziennikarzem, politykiem i działaczem społecznym. Urodzony 22 stycznia 1934 roku w II Rzeczypospolitej, niósł w sobie etos pracy, odpowiedzialności i wierności wartościom wyniesionym z rodzinnej wsi. Te wartości pozostały z nim do końca – niezależnie od pełnionych funkcji, miejsc i czasów.

Po ukończeniu studiów na Wydziale Dziennikarskim w Warszawie w 1957 roku wybrał drogę niełatwą – wyjazd do Koszalina, na Ziemie Zachodnie i Północne, które dla tysięcy młodych ludzi ze wsi miały stać się nowym domem. Tam przez trzynaście lat pracy i działalności publicznej umacniał w młodym pokoleniu przekonanie, że są prawowitymi gospodarzami tej ziemi, że przyszłość zależy od ich wiedzy, pracy i zaangażowania. Jako działacz Związku Młodzieży Wiejskiej, jego przewodniczący i wychowawca, potrafił łączyć ideę z praktyką, słowo z czynem, program z realnym efektem społecznym. Był jednym z wielu działaczy ludowych, który pozostawił trwały ślad w pamięci jej mieszkańców i działaczy młodzieżowych.

Ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej związany był najpierw jako członek organizacji po 1957 r., a w latach 1960-1967 jako wiceprzewodniczący, a następnie przewodniczący Zarządu Wojewódzkiego ZMW w Koszalinie (1966-1970) iczłonek Prezydium Zarządu Głównego ZMW. Eugeniusz Jabłoński wspierał  Związek  Młodzieży Wiejskiej – organizację jego młodości do końca swoich dni.

Pozostał wierny ruchowi ludowemu – nie deklaratywnie, lecz konsekwentnie i przez całe życie. W latach 1967-1970 piastował stanowisko wiceprezesa Wojewódzkiego Komitetu Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Był również członkiem Głównego Sądu Partyjnego ZSL. Działał też społecznie w Towarzystwie Rozwoju Ziem Zachodnich i Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich.  Był radnym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Koszalinie (1962 – 1969).

Studia podyplomowe w Instytucie Dziennikarstwa na UW były niezwykle przydatne w pracy zawodowej. Rozwijał się jako dziennikarz – rzetelny, uważny, zanurzony w sprawach wsi, rolnictwa i życia społecznego. „Zielony Sztandar” i „Dziennik Ludowy” były dla niego nie tylko miejscem pracy, lecz przestrzenią służby słowu prawdziwemu i potrzebnemu. Był zastępcą red. nacz. „Dziennika Ludowego” (1978-1986), w tym jako korespondent „Dziennika Ludowego” i prasy ludowej w ZSRR (1980-1986). Od 1 marca 1970 r. rozpoczął pracę w „Zielonym Sztandarze” – jako kierownik działu ekonomiczno-rolnego, potem zastępca redaktora naczelnego, a w latach 1986-1989 redaktor naczelny, później zaś komentator i stały współpracownik.

Szczególnym rozdziałem jego biografii była praca na Wschodzie. W latach 1996-1999 pełnił funkcję konsula w Moskwie i Kijowie. Jako konsul w Moskwie i Kijowie oraz znawca spraw wschodnich stał się rzecznikiem tych, którzy przez dekady byli pozbawieni głosu – Polaków zesłanych na Syberię i do Kazachstanu, więźniów łagrów i prac przymusowych. Dwadzieścia tysięcy spraw ludzkich, dramatów i nadziei – to miara jego eksperckiej, wytrwałej pracy. Sprzyjał odrodzeniu polskości na Ukrainie, niosąc pamięć, wsparcie i realną pomoc tam, gdzie były one najbardziej potrzebne.

Pozostawił po sobie bogaty dorobek publicystyczny i książkowy: od refleksji nad losem Polaków na Wschodzie, po głębokie analizy kondycji i przyszłości ruchu ludowego. W swoich tekstach – wydawanych m.in. przez LSW i Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego – nie unikał trudnych pytań, apelował o odwagę myślenia i odpowiedzialność formacyjną. Do końca pozostawał aktywnym uczestnikiem debaty publicznej, częstym gościem w Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, człowiekiem dialogu i pamięci. Autor wielu publikacji w tym: „Po upadku gwiazdy czyli konsul w akcji” (1996) i „Wzlot. Dokąd zmierzają Polacy na Ukrainie” (1979),  „Dylematy ludowców”, „Z piórem, słowem i czynem przez życie”, „Stać nas na więcej. O co walczy PSL”.

Zmarł 25 grudnia 2025 roku w Warszawie. Jego ostatnia droga zakończyła się 5 stycznia 2026 roku na Cmentarzu Prawosławnym na Woli. Pozostała jednak pamięć – wdzięczna i zobowiązująca.

W naszej pamięci Eugeniusz Jabłoński pozostanie jako człowiek mądry, życzliwy i niezwykle pracowity, dziennikarz o wysokich standardach moralnych, wrażliwy na los zwykłych ludzi. Z pasją i odpowiedzialnością traktował słowo, wierząc, że może ono budować, porządkować i służyć dobru wspólnemu. Z piórem, słowem i czynem przeszedł przez życie – pozostawiając po sobie trwały ślad. Jego dorobek publicystyczny świadczy o głębokiej trosce o Polskę i jej przyszłość oraz dobro polskiego ruchu ludowego.

Cześć Jego Pamięci

Dr Janusz Gmitruk i redaktor Robert Matejuk

wraz z przyjaciółmi z Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego i „Zielonego Sztandaru”

 

20 lat Mazowieckiego Samorządowego Centrum Doskonalenia Nauczycieli

Kluczową rolę nauczycieli w kształtowaniu przyszłych pokoleń oraz charakterów młodych ludzi podkreślił marszałek Adam Struzik podczas jubileuszu w MSCDN, który połączono z obchodzonym niedawno Dniem Edukacji Narodowej.

W spotkaniu wzięli udział także: Mirosław Krusiewicz – dyrektor Departamentu Edukacji Publicznej i Sportu, Elżbieta Milewska – Mazowiecka Wicekurator Oświaty, Sylwia Lacek – radna Sejmiku Województwa Mazowieckiego, Stanisław Nisztor – prezes Oddziału ZNP w Płocku, Jerzy Smoliński – przewodniczący Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność Region Mazowsze.

Marszałek Adam Struzik omówił też działania Samorządu Województwa Mazowieckiego, które wspierają edukację w województwie mazowieckim. Należą do nich m.in. dofinansowania w rozwój infrastruktury oraz programy stypendialne dla uczniów szczególnie uzdolnionych.

Podczas uroczystości nie zapomniano o szczególnie zasłużonych dla rozwoju edukacji na Mazowszu. Marszałek Adam Struzik wręczył Medal Pamiątkowy „Pro Masovia” dla MSCDN oraz Jarosława Zaronia dyrektora MSCDN. Z okazji 20-lecia działalności Centrum kierownicy wydziałów MSCDN dostali listy gratulacyjne, a wyróżnieni dyrektorzy (6) i nauczyciele (10) szkół i placówek prowadzonych przez samorząd Mazowsza nagrody marszałka. Dyrektor MSCDN Jarosław Zaroń podsumował 20 lat działalności Centrum. Zaprezentował najważniejsze projekty edukacyjne realizowane na rzecz jakości edukacji na Mazowszu. Uczestnicy mieli też okazję obejrzeć krótki film o dorobku instytucji.

Uroczystość uświetnił koncert Anny Sroki-Hryń pt. „Najpiękniejsza” z utworami Agnieszki Osieckiej.

PSL jest siłą napędową rządu

PSL podsumowało swój wkład w prace powołanego prawie dwa lata temu rządu. – To dzięki PSL, które jest siłą napędową rządu, udało się m.in. zwiększyć wydatki na obronność i wprowadzić wakacje od ZUS dla przedsiębiorców – argumentował wicepremier, prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

W konferencji prasowej udział wzięli ministrowie obecnego rządu z ramienia PSL: wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, minister infrastruktury Dariusz Klimczak, minister energii Miłosz Motyka oraz minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski.

Jesteśmy filarem tej koalicji i rządu

Lider Stronnictwa Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywał, że jego ugrupowanie jest nastawione na współpracę, zarówno w ramach rządu, jak i w relacjach na linii rząd-prezydent. Wskazywał, że jako szefowi MON – udało się wyjąć kwestie bezpieczeństwa poza spór polityczny. W jego ocenie konflikt między rządem a prezydentem nie służy Polsce i ogranicza możliwości rozwojowe kraju. – Jesteśmy filarem tej koalicji, jesteśmy filarem rządu, siłą napędową, która daje energię, daje bezpieczeństwo, daje możliwość rozwoju – ocenił. Zauważył, że PSL odpowiada w rządzie nie tylko za bezpieczeństwo narodowe, ale też bezpieczeństwo żywnościowe, energetyczne i rozwój infrastruktury.

Minister obrony zwrócił uwagę, że w przyszłym roku budżet na obronność będzie wynosił ponad 200 mld zł – trzy razy więcej niż w 2022 r. Wśród osiągnięć PSL w rządzie wymienił, oprócz zakupów uzbrojenia i modernizacji wojska, zablokowanie niekontrolowanego napływu zboża z Ukrainy, zgodę Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla elektrowni jądrowej w Polsce oraz wsparcie przedsiębiorców, m.in. poprzez wprowadzenie wakacji składkowych i przywrócenie połączeń kolejowych. – Z jednej strony – wielka aktywność, dowożenie spraw, załatwianie tematów ważnych i potrzebnych, odpowiedzialność za najważniejsze sektory życia publicznego. Z drugiej strony to stabilizacja, szukanie porozumienia – podsumował działania PSL. – Albo głosujemy na normalsów z PSL-u, albo oszołomów od Brauna. To będzie taki wybór w 2027 roku – zaznaczył prezes Stronnictwa.

W 2024 r. wartość eksportu produktów rolnych wyniosła 232 miliardy złotych

Według ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego, kiedy PSL obejmowało resort, panował chaos w polskim przetwórstwie. – W 2022 roku z Ukrainy wjechało do Polski w niekontrolowany sposób 2,5 mln ton zboża. W 2023 r. – 1 mln 20 tys. ton. W roku 2024, kiedy wzięliśmy się za działanie, to było 65 tys. ton – wróciliśmy do stanu sprzed wojny. Udało się nam sprzedać nadwyżki – wskazał Krajewski. Minister zaznaczył, że obecny rząd zagwarantował „rekordowy budżet na rolnictwo – ponad 85 miliardów złotych na rok 2024”, odblokowane zostały też unijne fundusze, które nie były dostępne z „powodów politycznych”. – To 10 miliardów, które już dzisiaj pracuje na rzecz polskiego rolnictwa, polskiego przetwórstwa – zaznaczył Krajewski. Szef MRiRW przekazał, że od czasu objęcia w tej kadencji odpowiedzialności za resort rolnictwa na wsparcie polskich rolników, tylko z krajowego budżetu przeznaczono 120 miliardów. – Dzisiaj pieniądze trafiają najszybciej w historii. Ponad 11 miliardów złotych już przekazane na konta polskich rolników w ramach płatności za rok 2025. Przygotowujemy kolejne działania, ale nie byłoby tego, gdyby nie zwiększenie nacisku i siły na eksport – wskazał. Minister poinformował, że w 2024 r. wartość eksportu produktów rolnych wyniosła 232 miliardy złotych, tj. 15 proc. całego eksportu Polski. Stefan Krajewski odniósł się również do oczekującego na ratyfikację porozumienia handlowego UE z Mercosurem – organizacją gospodarczą krajów Ameryki Południowej. – Ciągle słyszeliśmy, jak to mało zrobiliśmy względem umowy z krajami Mercosur. Poprzednicy nic nie zrobili. Budowaliśmy mniejszość blokującą, kiedy widać było, że jest z tym ogromny problem. (…) Zrobiliśmy wszystko, by wspólnie z Francją wprowadzić jak najwięcej klauzul ochronnych, przygotować środki na wsparcie europejskich rolników, ale też wskazywać kolejne poprawki i zmiany, które będą zabezpieczać interes rolników i przetwórców w całej Europie – stwierdził. Wśród sukcesów minister wymienił również „naprawienie” Europejskiego Zielonego Ładu w rolnictwie. – Dzisiaj nie ma obowiązkowego ugorowania. Został skrócony maksymalnie czas pod okrywę zieloną na polach. Została wprowadzona możliwość dywersyfikacji upraw bądź zmianowania. Oto wnioskowali nasi rolnicy i my te zmiany szybko przeprowadziliśmy – podkreślił.

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zaznaczył z kolei, że jeszcze w tym roku zostanie otwartych 200 km nowych dróg – zwrócił uwagę, że w budowie są m.in odcinek autostrady A2 między Siedlcami a Białą Podlaską czy odcinek S7 Płońsk-Modlin i „wiele, wiele innych dróg”. Przypomniał też, że za sprawą podpisanych w tym roku umów do PLL LOT wkrótce trafią nowe samoloty, a do PKP Intercity – nowe pociągi.

Polska będzie hubem gazowym gwarantującym bezpieczeństwo całego regionu

Minister energii Miłosz Motyka ocenił, że ceny energii to „największe wyzwanie, przed jakim stoi nasza gospodarka”, że trzeba zagwarantować niskie ceny za prąd „u źródła”, m.in. inwestując w sieci przesyłowe, rozproszoną energetykę, odnawialne źródła energii i magazyny energii. Zaznaczył, że do 2030 r. na inwestycje w sieci przesyłowe zostanie wydane 100 mld zł. Zwrócił też uwagę, że rząd dofinansował sektor ciepłowniczy „przez wielu zapomniany przez lata” oraz zapewnił finansowanie dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Dodał, że w tym roku na budowę elektrowni będzie blisko 5 mld zł, a w kolejnych latach 60 mld zł.

Miłosz Motyka zaznaczył, że rząd przygotował ustawę o odnawialnych źródłach energii, którą poparł parlament, ale zawetował prezydent. – Dzisiaj widzimy, że była to decyzja uderzająca w bezpieczeństwo państwa, uderzająca w bezpieczeństwo energetyczne, uderzająca w bezpieczeństwo gospodarcze, uderzająca w bezpieczeństwo, które jest zbudowane i będzie zbudowane na rozproszonych źródłach energii – ocenił minister. Wskazał też, że w przyszłości Polska będzie hubem gazowym, który „będzie gwarantował bezpieczeństwo całego regionu” i Europy.

 

 

60-lecie Muzeum Więzienia Pawiak. Historia powstania więzienia

Pawiak, osławione więzienie warszawskie powstałe w pierwszej połowie XIX wieku, w czasach zaborów, swoją złowieszczą historię przeżywało w okresie okupacji niemieckiej. Potoczna nazwa ukuta została od ulicy Pawiej, na której mieścił się wjazd główny i biura. Projektantem budynków był Henryk Marconi, znany i ceniony ówczesny architekt. Budowa trwała, pod nadzorem moskiewskiego zaborcy, w latach 1830–1836. Prostokątny plac pod więzienie zajmował obszar o powierzchni 1,5 ha. Otoczony był murem z dwiema zwyżkami strażniczymi od strony ulicy Dzielnej i jedną od ulicy Pawiej. Gmach główny mieszczący więzienie męskie, o długości 150 m i szerokości 12 m, składał się z czterech kondygnacji (suterena, parter, pierwsze i drugie piętro). Budynek więzienia kobiecego, oddział zwany Serbią mieścił się w dwupiętrowym budynku dawnego szpitala wojskowego. W kompleksie znajdowały się też powstałe w różnym czasie zabudowania towarzyszące, m.in. magazyny, warsztaty więzienne, kuchnia, depozyty, łaźnia, pralnia, kotłownia, kartoflarnia.

Zlokalizowano tu śledcze więzienie kryminalne, w odosobnieniu przetrzymywano też więźniów politycznych. Taki charakter miało to miejsce nie tylko w czasach zaboru rosyjskiego, również w porozbiorowej Polsce. Po Powstaniu Styczniowym w odosobnieniu przetrzymywano tu również kobiety. W celach znaleźli się członkowie Rządu Narodowego, zamordowani 5 sierpnia 1864 roku na stokach Cytadeli. W śledztwie przetrzymywano również członków organizacji patriotycznych: ludowych, robotniczych, socjalistycznych, narodowych. Po strajkach i demonstracjach rewolucji 1905–1907 cele zapełniono konspiratorami i bojowcami. W tym okresie powstawał ścisły związek z więzieniem na Cytadeli Warszawskiej, wcześniej trwający sporadycznie.

Głośnym echem odbiło się brawurowe uwolnienie więźniów przewożonych z Pawiaka na Cytadelę, 24 kwietnia 1906 roku. Organizacja Bojowa PPS pod dowództwem Jana Gorzechowskiego „Jura” uwolniła 10 więźniów Pawiaka zagrożonych karą śmierci. Ryszard Ordyński nakręcił o tym wydarzeniu słynny film, w 1931 roku, według scenariusza Ferdynanda Goetla.

II wojna światowa

W czasie okupacji niemieckiej Pawiak stał się więzieniem śledczym. Więźniowie reprezentowali wszystkie warstwy społeczne, zawody i różne wyznania. Duży procent stanowiła inteligencja: lekarze, nauczyciele, naukowcy, inżynierowie, księża, dziennikarze. Oblicza się, że na około 100 tys. więźniów, którzy przeszli przez to miejsce w latach 1939–1944, blisko 40 tys. zginęło w egzekucjach, zostało zamordowanych w czasie przesłuchań w siedzibie gestapo na Szucha lub w celach, albo zmarło w szpitalu więziennym. Egzekucje na więźniach odbywały się początkowo w ogrodach sejmowym i uniwersyteckim, od grudnia 1939 do lipca 1941 r. na skraju Puszczy Kampinoskiej, w pobliżu wsi Palmiry. Od jesieni 1941 r., m.in. w Szwedzkich Górach, Wólce Węglowej, Laskach, na wydmach Łuże, w Lasach Kabackich, w Lasach Chojnowskich koło Stefanowa, w Magdalence, w Bukowcu koło Jabłonny. Po stłumieniu powstania w getcie, więźniów rozstrzeliwano na sąsiadujących z Pawiakiem ulicach – Dzielnej, Gęsiej, Zamenhoffa, Nowolipkach. Od października 1942 r., w Warszawie odbywały się egzekucje publiczne na ulicach miasta. Nazwiska rozstrzelanych umieszczano na obwieszczeniach lub ogłaszano przez uliczne megafony. Masowe zbrodnie na więźniach, w maju 1943, wstrząsnęły Warszawą. Na murach domów, tablicach ogłoszeniowych, nawet na chodnikach pojawiły się napisy „Pawiak pomścimy”. Do niemieckiego więzienia przywożono masę ludzi schwytanych w łapankach i obławach. Na ulicach odbywały się publiczne egzekucje, mające na celu zastraszenie mieszkańców stolicy. Od 16 października 1943 do 12 lutego 1944 egzekucje więźniów odbywały się codziennie, a nawet kilka razy w ciągu dnia.

Ponad 60 tys. więźniów Pawiaka wywieziono do obozów koncentracyjnych, najwięcej do Auschwitz-Birkenau, a także do Bergen-Belsen, Buchenwaldu, Dachau, Flossenburgu, Gross-Rosen, Majdanka, Ravensbrück, Mauthausen-Gusen, Sachsenhausen, Stutthofu, Treblinki.

Na Pawiaku szczególną i niespotykaną na tę skalę w innych więzieniach rolę odgrywała konspiracja. Łączność działała w oparciu o dwie siatki – zewnętrzną i wewnętrzną. Już w 1939 r. rozpoczęła działalność komórka więzienna SZP (Służba Zwycięstwu Polski), a następnie ZWZ-AK (Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa). Pod koniec 1942 r. powstała komórka więzienna Delegatury Rządu. Kontakty zewnętrzne utrzymywane były przez polskich funkcjonariuszy więziennych, lekarzy z miasta oraz delegatkę i pracownice Patronatu. Z siatką wewnętrzną współpracowali więźniowie funkcyjni – lekarze, pracownicy administracji więziennej i kolumny sanitarnej oraz więźniowie, którzy pracowali w warsztatach.

Wynikiem współdziałania komórki więziennej na Pawiaku z wolnością były słynne akcje, zapoczątkowane odbiciem Jana Bytnara „Rudego” przez specjalny Oddział Grup Szturmowych Szarych Szeregów. Akcja pod Arsenałem 26 marca 1943, kiedy uwolniono komendanta Hufca Południe oraz innych więźniów przewożonych z siedziby gestapo w al. Szucha na Pawiak, stała się głośna na cały kraj. W następstwie współpracy komórki więziennej z Armią Krajową, Kierownictwo Walki Podziemnej wydawało wyroki śmierci na gestapowców i katów z Pawiaka i Szucha. Ukoronowaniem tych akcji był udany zamach na gen. Franza Kutscherę, odpowiedzialnego za masowe egzekucje publiczne w Warszawie. Akcja dokonana przez oddział dywersyjny KG AK „Pegaz”, 1 lutego 1944, na osławionego dowódcę SS i Policji Dystryktu Warszawskiego stała się równie głośną, przynoszącą nowe nadzieje, jakie z wielką siłą pojawiły się latem tego roku. Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944, Pawiak był już w tym czasie w fazie likwidacji. 30 lipca 1944 wysłano ostatni transport ewakuacyjny 1 400 więźniów mężczyzn do KL Gross-Rosen i 400 kobiet do KL Ravensbrück. Tylko niewielu więźniom z tych  transportów udało się ujść z życiem.

Zbiorowych egzekucji pozostałych więźniów Niemcy dokonywali jeszcze 13 i 18 sierpnia 1944, w czasie Powstania Warszawskiego. 21 sierpnia 1944 opustoszałe zabudowania Pawiaka i Serbii wraz z przyległymi budynkami zostały przez oddział niemieckich minerów wysadzone w powietrze.