Polska musi mówić własnym głosem i stać mocno na własnych nogach

O bezpieczeństwie jako fundamencie państwa, przyszłości PSL, relacjach z Ukrainą, pozycji Władysława Kosiniaka-Kamysza i potrzebie polityki opartej na odpowiedzialności rozmawiamy z Piotrem Zgorzelskim, wicemarszałkiem Sejmu RP i przewodniczącym Rady Naczelnej PSL.

Gdyby miał Pan w jednym zdaniu odpowiedzieć na pytanie, jaka ma być Polska według PSL?

Bezpieczna. To słowo jest dziś kluczem do wszystkiego. Bezpieczna militarnie, gospodarczo, energetycznie, żywnościowo i społecznie. Chcemy Polski, która nie tylko goni świat, ale potrafi wskazywać kierunek. Polski silnej własną pracą, własnym potencjałem i wspólnotą obywateli.

Bezpieczeństwo stało się politycznym słowem-kluczem. Nie ma Pan wrażenia, że wszyscy dziś mówią dokładnie to samo?

Różnica polega na tym, kto za słowami stawia konkretne działania. Dla PSL bezpieczeństwo nie zaczyna się na granicy państwa. Ono zaczyna się przy kuchennym stole. Ludzie chcą wiedzieć, czy będą mieli pracę, czy rachunki nie zrujnują domowego budżetu, czy ich dzieci będą żyły w spokojnym kraju. Czy choćby przedsiębiorca będzie miał warunki do funkcjonowania, aby płacić podatki i tworzyć nowe miejsca pracy. Państwo ma obowiązek dawać obywatelom poczucie, że jutro będzie lepsze od wczoraj.

PSL przechodzi dziś transformację?

Tak, ale nie rewolucję. Jesteśmy partią zakorzenioną w tradycji, która chce być jednocześnie ugrupowaniem XXI wieku. Bliskość z ludźmi i nowoczesność nie wykluczają się. Przeciwnie, dopiero razem tworzą siłę. Dlatego jako przewodniczący Rady Naczelnej zawsze podkreślam: Rada musi być obecna w terenie, w mediach i wśród ludzi. Nie może być klubem dyskusyjnym. Ma być miejscem, gdzie doświadczenie przekuwa się w konkretne projekty ustaw.

I rzeczywiście tak się dzieje?

Tak. Powołaliśmy komisje problemowo-branżowe przygotowujące projekty legislacyjne. Trwa wielki cykl spotkań w całym kraju. Ministrowie, parlamentarzyści, samorządowcy PSL rozmawiają z mieszkańcami setek miejscowości. Polityka nie może być uprawiana zza biurka w Warszawie Nie zamierzamy ograniczać się do bieżącego reagowania na wydarzenia. Pod koniec roku podczas konferencji programowej przedstawimy wizję Polski na kolejne lata. Polski bezpiecznej, nowoczesnej i wspólnotowej. Pokażemy konkretne projekty i rozwiązania wypracowane wspólnie z naszymi ekspertami, samorządowcami oraz mieszkańcami spotykanymi podczas rozmów w całym kraju.

Jesteśmy daleko za półmetkiem kadencji. Jaką ocenę wystawiłby Pan ministrom PSL?

Bardzo wysoką. I mówię to z pełnym przekonaniem. Miłosz Motyka odpowiada za obszar energii i skutecznie realizuje działania osłonowe dla odbiorców. Dariusz Klimczak prowadzi największe projekty infrastrukturalne – od kolei po drogi i porty. Stefan Krajewski konsekwentnie walczy o interesy polskiego rolnictwa i szuka nowych rynków zbytu dla polskiej żywności.

A Władysław Kosiniak-Kamysz?

To polityk, który dziś nie musi niczego udowadniać. Władysław Kosiniak-Kamysz jest nie tylko liderem PSL, ale przede wszystkim jednym z najbardziej wiarygodnych i najlepiej ocenianych polityków w Polsce. Potwierdzają to kolejne badania opinii publicznej, w których od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce rankingów zaufania społecznego, osiągając wyniki porównywalne z najwyżej ocenianymi osobami w państwie.

Jako wicepremier i minister obrony narodowej odpowiada za obszar, który dla Polaków stał się dziś absolutnie kluczowy – bezpieczeństwo. I robi to skutecznie. Polska przeznacza na obronność rekordowe 4,7 proc. PKB, konsekwentnie modernizuje armię, wzmacnia potencjał odstraszania i rozwija współpracę z najważniejszymi sojusznikami w NATO.

Symbolem tej strategii jest program SAFE – ponad 200 miliardów złotych na bezpieczeństwo i rozwój zdolności obronnych państwa. To nie tylko inwestycje w nowoczesny sprzęt, ale także impuls rozwojowy dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Co szczególnie ważne, zdecydowana większość tych środków ma trafić do krajowych przedsiębiorstw, zarówno państwowych, jak i prywatnych. Bezpieczeństwo staje się więc jednocześnie kołem zamachowym polskiej gospodarki. A w roku 2030 Polska będzie miała najsilniejszą i największą armię w Europie.

Brzmi jak polityczna laurka. Jakie są konkrety?

Konkret jest taki, że Polacy właśnie obronność wskazują jako obszar, w którym rząd najlepiej realizuje swoje zobowiązania. Zatrzymaliśmy inflację, wzmacniamy bezpieczeństwo, inwestujemy w energetykę i infrastrukturę. Polska jest dziś 21. gospodarką świata. To nie są slogany, tylko fakty.

PSL od dekad kojarzy się przede wszystkim z rolnictwem. Co udało się zrobić w tej dziedzinie?

Przede wszystkim uporządkować sytuację po chaosie, który odziedziczyliśmy. Zatrzymaliśmy niekontrolowany napływ zboża z Ukrainy. Skutecznie bronimy polskiej ziemi przed wyprzedażą. Mamy historyczny sukces w walce z ASF, po raz pierwszy od dekady Polska jest wolna od czerwonej strefy. Eksport żywności osiąga rekordowe poziomy – blisko 250 mld zł! A dzięki odblokowaniu środków z KPO miliardy złotych trafiają do rolników na modernizację gospodarstw. Wydaliśmy również walkę umowie Mercosur. Nie możemy zgadzać się na rozwiązania, które stawiają polskich rolników w nierównej konkurencji. Rolnictwo to nie tylko biznes. To bezpieczeństwo żywnościowe państwa. A ono jest równie ważne jak bezpieczeństwo militarne.

Skoro o bezpieczeństwie mowa: do Polski może trafić kolejnych pięć tysięcy amerykańskich żołnierzy.

To bardzo dobra wiadomość. Sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest fundamentem naszego bezpieczeństwa. Nie ma NATO bez USA. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że nikt nie będzie bronił słabego państwa. Musimy mieć własną silną armię i mocną pozycję w Unii Europejskiej. Polska jest dziś jednym z najważniejszych partnerów Stanów Zjednoczonych w Europie i powinniśmy tę wyjątkową relację pielęgnować.

A relacje z Ukrainą? Tu coraz częściej słychać zgrzyty, a nawet wrogość.

Pomoc udzielona Ukrainie po rosyjskiej agresji była czymś niezwykłym. Polacy pokazali wielkie serce i wielką solidarność. Ale polityki państwowej nie buduje się wyłącznie na emocjach. Państwo musi kierować się własnym interesem narodowym.

Dlatego tak ostro ocenił Pan decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”?

Bo to decyzja, która musiała zaboleć Polaków. Prezydent Ukrainy doskonale wiedział, jakie wywoła reakcje. Ukraina prowadzi własną strategię i coraz częściej patrzy na siebie jako na przyszłego lidera regionu. My również musimy mieć własną strategię wobec Ukrainy. Opartą na interesie państwa polskiego, prawdzie historycznej i wzajemnym szacunku.

Czy zatem byliśmy wobec Ukrainy zbyt naiwni?

Nie. Byliśmy solidarni. I możemy być z tego dumni. Natomiast serdeczność obywateli nie może zastępować chłodnej kalkulacji państwa. Jeśli Ukraina chce być częścią europejskiej wspólnoty, musi uporządkować kwestie historyczne, walczyć z korupcją i znaleźć rozwiązania dotyczące rolnictwa.

Wróćmy na krajowe podwórko. Jakim koalicjantem jest PSL?

Rzetelnym. Mamy własne poglądy, czasami własne zastrzeżenia, ale rozumiemy odpowiedzialność za państwo. Koalicja nie oznacza rezygnacji z własnej tożsamości. Oznacza umiejętność współpracy.

Ta współpraca bywa jednak burzliwa.

Polityka nie jest konkursem zgodności charakterów. Ważne jest to, czy potrafimy osiągać cele. A osiągamy. Natomiast zawsze powtarzam, że sukces ma wielu autorów. Każdy partner koalicyjny powinien być zauważany i doceniany.

Sondaże PSL nie rozpieszczają.

Sondaże to fotografia chwili, a nie wynik wyborów, czy wyrocznia. Historia PSL pokazuje, że wielokrotnie byliśmy już skreślani przez ekspertów i komentatorów. Tymczasem o wyniku wyborów decydują ludzie w terenie, a nie zwodnicze słupki publikowane przed głosowaniem.

Tym bardziej cieszy wynik Piotra Osucha z PSL w Koźminie Wielkopolskim? Ponad 94 procent głosów robi wrażenie.

To pokazuje, gdzie tkwi siła PSL. W ludziach. W samorządowcach, którzy są blisko mieszkańców i rozwiązują konkretne problemy. Takie wyniki nie biorą się z kampanii marketingowych. One są efektem wieloletniej pracy, kompetencji i zaufania społecznego.

Za rok wybory parlamentarne. Z kim PSL pójdzie do wyborów?

Pod własnym sztandarem. To decyzja jednoznaczna. Nie będzie wspólnej listy z Koalicją Obywatelską. Polska potrzebuje samodzielnego, centrowego głosu. Tam, gdzie dwóch się bije, ktoś musi pilnować polskich spraw. PSL buduje swój program i poparcie społeczno-polityczne rozmawiając z różnymi środowiskami – samorządowcami, rzemieślnikami, przedsiębiorcami – i wraz z przyjaciółmi będziemy tworzyć komitet wyborczy

Nie obawia się Pan, że wyborcy znów usłyszą zarzut: „PSL chce być wiecznie języczkiem u wagi”?

Nie. Bo niezależność nie jest wadą, tylko wartością. Gdyby PSL nie zachowało swojej podmiotowości, wiele ważnych spraw nigdy nie znalazłoby finału lub zaistnienia w centrum debaty publicznej. Budujemy własny program, własne środowisko i własne zaplecze społeczne.

Dużo emocji budzi też kwestia zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Dlaczego PSL tak mocno o to walczy?

Bo to zły przepis. Wprowadzono go z powodów politycznych, a nie ustrojowych. Samorząd jest jedną z największych polskich reform i nie ma powodu, by ustawowo eliminować doświadczonych gospodarzy gmin czy miast. To mieszkańcy powinni decydować, kto zasługuje na kolejną kadencję.

Krytycy odpowiedzą: wtedy lokalne układy będą trwały wiecznie.

Jeśli ktoś źle rządzi, wyborcy mogą go odwołać przy urnie. Demokracja polega na wyborze obywateli, a nie na administracyjnym zakazie kandydowania. Zresztą jeśli ktoś chce konsekwencji, to może zacząć od wprowadzenia dwukadencyjności dla posłów i senatorów.

Jak powinna wyglądać współpraca rządu z prezydentem?

W sprawach państwowych potrzebujemy przede wszystkim współpracy, wzajemnego szacunku i odpowiedzialności za Polskę. Demokracja nie polega na tym, że wszyscy mają takie samo zdanie. Spór polityczny jest czymś naturalnym, a nawet potrzebnym. Sejm jest miejscem ścierania się poglądów, programów i wizji rozwoju kraju. Jednak są obszary, które powinny pozostawać ponad bieżącą polityką. Mam na myśli przede wszystkim bezpieczeństwo państwa, politykę zagraniczną oraz relacje międzynarodowe. W tych kwestiach Polska musi mówić jednym głosem. Nasi partnerzy i sojusznicy powinni widzieć państwo przewidywalne, stabilne i odpowiedzialne, a nie kraj, który swoje wewnętrzne spory eksportuje na arenę międzynarodową.

To możliwe przy tak dużych politycznych podziałach?

Współpraca między rządem a prezydentem nie oznacza rezygnacji z własnych kompetencji czy poglądów. Oznacza umiejętność szukania porozumienia tam, gdzie stawką jest bezpieczeństwo i pozycja Polski. Dobra kohabitacja jest możliwa. W czasach tak wielu zagrożeń geopolitycznych, gospodarczych i społecznych potrzebujemy mniej politycznych okopów, a więcej państwowego myślenia.

Wyimek

Maciej Rataj to postać szczególnie ważna dla ruchu ludowego. Był Pan inicjatorem uhonorowania tego męża stanu i uczestnikiem odsłonięcia jego popiersia w Sejmie. Dlaczego jego dziedzictwo jest dziś aktualne?

Maciej Rataj jest symbolem polityki, której dziś bardzo potrzeba – odpowiedzialnej, mądrej i nastawionej na dobro wspólne. Był synem chłopa, ale potrafił myśleć kategoriami całego państwa. Rozumiał, że siła Polski nie rodzi się z nieustannego konfliktu, lecz ze zdolności budowania wspólnoty ponad podziałami.

To właśnie dlatego pozostaje jednym z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego parlamentaryzmu i symbolem tego, co najlepsze w ruchu ludowym: patriotyzmu, umiaru, szacunku dla demokracji i odpowiedzialności za państwo. Był państwowcem w najlepszym znaczeniu tego słowa – człowiekiem, który wiedział, że polityka jest służbą, a nie drogą do zdobywania wpływów za wszelką cenę.

Pamięć o Macieju Rataju nie jest wyłącznie obowiązkiem historycznym ani sprawą samych ludowców. To ważna lekcja dla współczesnych polityków i kolejnych pokoleń Polaków. Pokazuje, że można pozostać wiernym swoim wartościom, a jednocześnie budować porozumienie i brać odpowiedzialność za los całej Rzeczypospolitej.

Na zakończenie: gdyby miał Pan zostawić Polakom jedno przesłanie na najbliższe lata, jakie by ono było?

Polska potrzebuje dziś przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i wiary we własne możliwości. Mamy potencjał, aby być jednym z liderów Europy: gospodarczo, militarnie i społecznie. Warunek jest jeden – musimy budować wspólnotę, a nie kolejne podziały. Silne państwo nie rodzi się z politycznych awantur, lecz z odpowiedzialności, pracy i zaufania obywateli do własnego kraju. I właśnie taką Polskę chcemy współtworzyć.

 

Rozmawiał: Robert Matejuk

 

 

 

 

 


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły