Musimy mówić o naszych pomysłach

Rozmowa z Krzysztofem Hetmanem, wiceprezesem NKW PSL, prezesem ZW PSL w Lublinie, posłem do Parlamentu Europejskiego

ZIELONY SZTANDAR: W ciągu dwóch minionych lat Polska stała się regionalnym unijnym liderem, czy raczej jedną nogą jesteśmy już poza Unią Europejską? Która z tych tez wydaje się panu bliższa rzeczywistości?

KRZYSZTOF HETMAN: Z pewnością nie pierwsza. Liderem już byliśmy. Wiele lat pracy w budowaniu pozycji Polski w Europie i na świecie zostało zaprzepaszczone w ciągu ostatnich dwóch lat. Wydawało się, że na polskiej scenie politycznej istniał konsensus, co do naszej obecności w UE. Szanowały to wszystkie siły polityczne aż do ostatnich wyborów parlamentarnych. Dzisiejszy obóz rządzący zburzył to porozumienie. I nie dlatego, że ma inną wizję, bo z tym można by dyskutować. Natomiast wywołał on wojnę, zaznaczmy, z naszymi partnerami i przyjaciółmi w UE tylko ze względu na potrzeby cynicznej polityki wewnętrznej. Zrozumienie dla naszej obecności w UE jest na niskim poziomie w polskim społeczeństwie. Łatwo je skierować w drugą stronę. I PiS to robi każdego dnia. Na końcu okaże się, że to suweren chce wyjść z UE. A z suwerenem przecież się nie dyskutuje. Jest w tym i nasza wina. Od lat sprowadzaliśmy UE tylko do wymiaru środków finansowych, z których korzystamy od 2004 roku. Nie tłumaczyliśmy naszym rodakom o wiele ważniejszego wymiaru naszej obecności w UE. A tym jest bezpieczeństwo, nie tylko gospodarcze, ale także takie o którym marzyły pokolenia Polaków.

Dzięki twardym negocjacjom rządu z udziałem PSL i ludowcom w Parlamencie Europejskim, Polska uzyskała największy budżet na lata 2014-2020 spośród wszystkich państw członkowskich UE. Prawie 500 miliardów złotych! W jaki sposób osiągnięto ten ewidentny sukces?

Działając odwrotnie niż dzisiejszy obóz rządzący. Byliśmy partnerem w dyskusji, wiarygodnym i godnym zaufania. Przewidywalnym i mającym plan jak wykorzystać te pieniądze, aby były one wartością dodaną w naszym kraju. To była praca zespołowa, chociaż trzeba tutaj zaznaczyć, że bez zaangażowania naszych kolegów w Parlamencie Europejskim, Jarosława Kalinowskiego, Czesława Siekierskiego i Andrzeja Grzyba byłoby o wiele trudniej negocjować naszym koleżankom i kolegom reprezentującym ówczesny rząd w negocjacjach z KE. Należy tutaj także wymienić pana posła Jana Olbrychta, który odegrał niebagatelną rolę. Mógłbym wymienić jeszcze wiele nazwisk, ale należy także zwrócić uwagę na świetne przygotowanie merytoryczne i zaangażowanie w proces negocjacji naszych kolegów pełniących funkcje marszałków. To wszystko sprowadzało się do twardych negocjacji, a dyskusja była oparta wyłącznie o argumenty. Pozbawiona emocji i potrząsania szabelką. Jak ma to miejsce teraz w relacjach rządu PiS z UE.

Za kilka miesięcy rozpoczynają się negocjacje dotyczące budżetu UE po 2020 r. Jak pan uważa: uda się rządowi PiS wywalczyć większe pieniądze dla naszego kraju, czy Polsce grozi znacząca redukcja unijnego budżetu?

Jestem patriotą. I mimo że mam absolutnie krytyczny stosunek do dzisiejszego rządu to chciałbym, żeby udało się wynegocjować wsparcie przynajmniej na tym samym poziomie co w obecnym budżecie UE. W innym przypadku stracą na tym polscy rolnicy, przedsiębiorcy, samorządowcy, a co za tym idzie po prostu Polacy. Jak patrzę na fakty to mam wielkie obawy. Bo z jednej strony rząd w sposób absolutnie głupi i niepotrzebny skonfliktował się z naszymi partnerami, a z drugiej będziemy mieli do czynienia, prawdopodobnie, z mniejszym budżetem UE niż obecnie. Widzę np. po stronie Niemiec inicjatywę, aby ratować środki wspólnotowe m.in. na rzecz rolników. Nie widzę natomiast żadnych działań po stronie polskiego rządu. Tam, gdzie zaczyna się rozmowa o pieniądzach kończą się sentymenty. Nie wszyscy w UE byli zachwyceni tym, że Polska jest ich największym beneficjentem. Trzeba niezwykle mądrej polityki, aby uchronić nas przed czarnym scenariuszem po roku 2020. Ale mądrość niestety nie jest tym, czym kieruje się rząd PiS w relacjach z UE.

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz jest najbardziej zapracowanym i bez wątpienia najaktywniejszym liderem partyjnym w kraju w zakresie zgłaszanych inicjatyw społeczno-gospodarczych. Widać lidera. Mniej widać drużynę. Jak zaprząc wszystkich działaczy do wspólnej walki o najwyższą stawkę?

Sami muszą się zaprząc. Jeśli nie będzie woli i chęci to żadne odgórne pomysły ani prośby, a tym bardziej polecenia nie zdadzą egzaminu. Wszyscy widzą jak zasuwa Prezes, ale nie wszyscy rozumieją, że nawet On nie zrobi całej roboty za wszystkich. Przykład oczywiście musi iść z góry. Władysław Kosiniak-Kamysz ten przykład daje. Ale każdy z nas w tej sytuacji musi dać z siebie jeszcze więcej. Każdy w powinien sobie zrobić rachunek sumienia w tym zakresie i uderzyć się w pierś. I nie będę się oglądał na innych. To dotyczy także mnie. Ale zasadnicza jest tutaj wiara w możliwość osiągnięcia sukcesu. Tej wiary wielu koleżankom i kolegom jeszcze brakuje. Ale są też tacy, którzy pozytywnie oddziałują na środowisko ludowe i jestem przekonany, że ten entuzjazm będzie rósł.

Był pan szefem sztabu wyborczego podczas zwycięskiej dla ludowców kampanii samorządowej w 2014 r. Jaka jest recepta na sukces samorządowy PSL w tym roku, gdy są trudniejsze uwarunkowania?

Wtedy byłem zwolennikiem twardego kursu wobec PiS. Dzisiaj też jestem. Jednak uważam, że trzeba rozłożyć tym razem inaczej akcenty i na pierwszym miejscu trzeba stawiać przekaz dotyczący tego co chce zrobić PSL i mówienie o naszych autorskich pomysłach. Musimy mówić o nas, o PSL. Krytyka PiS powinna zejść na drugi plan. Nie możemy być antyPiS. Na krytyce niczego się nie zbuduje. PiS przez osiem lat nic innego nie robił tylko totalnie wszystko krytykował. Wszystkie wybory poprzegrywał. Raz dołożył kilka propozycji i wygrał. PSL ma program na wybory samorządowe na poziomie krajowym. Takie programy powinny mieć wszystkie organizacje wojewódzkie w zależności od specyfiki regionu. My w Lubelskim pierwsze punkty programu przedstawiliśmy już w roku 2017. I o tym chcą ludzie słuchać. O naszych propozycjach, a nie tylko krytykę PiS.

Kiedyś nazwał Pan Lubelszczyznę swoim domem. Jakie przed nią stoi największe wyzwanie w najbliższych latach?

Odwrócenie drenażu umysłów. To właśnie my mamy autorski program wsparcia dla gospodarki województwa lubelskiego, który pozwoli nie tylko na zatrzymanie Lubelaków, ale co także istotne, na powrót tych, którzy wyjechali stąd w ciągu kilkunastu ostatnich lat. Odkryliśmy pierwsze karty związane z propozycją przekazania działki za złotówkę i bezpłatnego projektu domu energooszczędnego osobom zainteresowanym powrotem lub osiedleniem się w Lubelskim. Zarówno ta działka, jak i projekt domu to tylko element szerszego pomysłu, który wychodzi na przeciw potrzebom przedsiębiorców, a mieszkańcom województwa zapewnia bezpieczeństwo niemalże w każdym wymiarze. Nie będę teraz wszystkich kart odkrywał. Mam nadzieję, że także redakcja Zielonego Sztandaru będzie z uwagą śledzić stopniowo ogłaszane przez nas propozycje dla mojego regionu. Zapewniam, że będzie warto.


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Polacy mają 2 biliony odłożonych pieniędzy

    Oszczędni śpią spokojnie Po raz pierwszy aktywa finansowe Polaków, czyli oszczędności, są wyższe niż roczny PKB kraju. Suma może robić …

  • 5 pytań o ubezpieczenie upraw na wiosnę

    Co trzeba wiedzieć, żeby zabezpieczyć uprawy skutecznie i nie przepłacić? Współczesne gospodarstwo rolne w niewielkim stopniu przypomina to sprzed lat, …

  • PSL w Powiecie Lubelskim

    Dobry gospodarz – aktywny samorząd Powiat lubelski to 16 gmin położonych wokół Lublina, największego po wschodniej stronie Wisły miasta wojewódzkiego. …