Smog zabija po cichu

smog WarszawaOddychamy najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w Europie. Dopuszczalne normy pyłu i rakotwórczego benzo(a)pirenu przekroczone są kilkakrotnie. W najgorsze dni tej zimy wskaźniki te były o 2000 proc. wyższe niż pozwalają na to normy. Spośród 20 najbardziej zatrutych miast w UE aż 16 znajduje się Polsce.

Słowo smog weszło do słownika dopiero 100 lat temu. W 1905 r. Anglicy połączyli smoke, czyli dym, z fog, czyli mgłą, by opisać to, co działo się w ich mieście. Przy bezwietrznej, zimnej pogodzie dym z setek tysięcy węglowych palenisk nie unosił się, lecz łączył z drobinami mgły i wisiał nad miastem. To zjawisko powtarzało się każdej zimy. W 1952 r. w grudniu miało wyjątkowo dramatyczny przebieg. Zmarło wtedy ponad 12 tys. osób, przede wszystkim na powikłania chorób oskrzeli. Jeżeli więc dziś minister zdrowia mówi, że smog jest faktem medialnym o mniejszej szkodliwości niż palenie papierosów, to powinien zajrzeć do brytyjskich statystyk. Przez wiele lat wydawało się, że w Polsce na tego typu zjawisko narażone są wyłącznie miasta położone w kotlinach – Kraków, Nowy Sącz, Zakopane czy Żywiec. Tegoroczna zima pokazuje, że zagrożenie jest o wiele powszechniejsze.

W grupie tej znajduje się też wietrzna zwykle w chłodnej połowie roku Warszawa. Wystarczyło kilka bezwietrznych i mroźnych dni na początku stycznia, by wskaźniki zanieczyszczenia powietrza wielokrotnie przekroczyły normy. W miastach wokół stolicy – Legionowie, Pruszkowie, Otwocku, Wilanowie – stężenie pyłów było o 2000 proc. wyższe niż dopuszczają to normy. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta. Przeważa tam zabudowa jednorodzinna ze starymi lokalnymi instalacjami centralnego ogrzewania. W Krakowie winne są również zwykłe piece kaflowe i kuchnie, których wciąż jest dużo w starych kamienicach. Lokatorzy, oszczędzając, palą węglem gorszego gatunku, bo jest dużo tańszy. Nierzadkie są przypadki spalania w piecach odpadów. Rocznie kopalnie sprzedają indywidualnym odbiorcom 800 tys. ton miału i odpadów węglowych. Wystarczy spojrzeć na komin, by wiedzieć, czym się w domu pali. Gęsty dym o żółtawym zabarwieniu wskazuje na najgorsze, nierzadko zasiarczone gatunki węgla. Do pieców wrzuca się plastykowe butelki czy porąbane, lakierowane meble. Powstały w ten sposób dym jest wysoce toksyczny. Z uwagi na to, że kominy znajdują się kilka, kilkanaście metrów nad ziemią, dym w warunkach pogody wyżowej i zalegania czapy lodowatego powietrza, nie ma szansy się wzbić tylko ściele się przy ziemi.

Teresa Hurkała


Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar

Zamów prenumeratę: http://zielonysztandar.com.pl/prenumerata/


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Jesteśmy meblarską potęgą

    Już jesteśmy światowym liderem w produkcji i eksporcie mebli. Mamy szansę stać się numerem jeden w Europie. 90 proc. produkcji …

  • Nowe oblicze polskiej wsi

    W ostatnim ćwierćwieczu polska wieś zmieniła się bardziej niż reszta kraju. Nie tylko gospodarczo, ale też społecznie i kulturowo. Coraz …

  • Budżet pełen niewiadomych

    Teresa Hurkała Rząd wprowadził program 500 plus, ale nie obniżył podatków. Jednych zobowiązań dotrzymuje, innych nie. Twierdzi, że stać nas …