Miliardy omijają państwową kasę

Szara strefa stanowi 12,4 proc. naszego PKB. Jej wartości to 214 mld zł. Tyle pieniędzy nie zasila państwowej kasy. Straty tylko z samych podatków CIT i VAT wyniosły w 2014 r. 40,3 mld zł. Mogłyby wyrównać deficyt budżetu państwa.

Czym jest szara strefa? Najogólniej mówiąc to wszelka aktywność gospodarcza, która wymyka się kontroli podatkowej państwa. Zyskiem, czyli nieodprowadzonym podatkiem, dzielą się uczestnicy tych niezarejestrowanych transakcji. Oczywiście, pozostaje pytanie, jak ją mierzyć i szacować, i co można uznać za uszczuplenie dochodów należnych państwu. Czy jeżeli jeden właściciel ogródka zleci przystrzyżenie go, a w zamian da 3 kg gruszek, to już mamy do czynienia z szarą strefą? Rygorystyczni fiskaliści powiedzą, że tak. Jest to jednak sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Co innego, gdy wartość prac wykonanych przez sąsiada, na przykład wymiana pokrycia dachów, sięga kilku tysięcy złotych i nie zostaje nigdzie zgłoszona. To i tak mała skala, jeżeli wziąć pod uwagę, że nierzadko mamy do czynienia z firmami budowlanymi zatrudniającymi nielegalnie pracowników, niepłacącymi podatków i składek na ZUS. Wśród ekonomistów są dwie szkoły. Jedna każe tropić, zwalczać i podnosić kary. Zwolennicy drugiej twierdzą, że rozwój szarej strefy to odpowiedź na zbytnie zbiurokratyzowanie gospodarki. Nierzadko mitręga w urzędach odstrasza przedsiębiorców od płacenia podatków.

Nie bez znaczenia są tradycje lokalne. Legalnie podchodzący do wszystkich dziedzin życia Szwajcarzy czy Austriacy unikają nielegalnych praktyk i poziom szarej strefy szacowany jest tam na nieco ponad 7 proc. A już w zamożnych skądinąd Włoszech to aż 21 proc. Ogólnie rzecz biorąc północ Europy znacznie skrupulatniej płaci podatki niż południe. Bezrobocie i bieda sprzyjają rozwojowi gospodarki cienia. Ludzie, którzy szukają jakiegokolwiek zajęcia są gotowi pracować bez umowy i zabezpieczenia socjalnego. Zarabiają też na tyle mało, że nie mieliby z czego płacić podatków. Nie bez znaczenia jest też swojego rodzaju przyzwolenie społeczne, widoczne zwłaszcza w krajach postkomunistycznych. Być może jest to pozostałość nieformalnego obiegu gospodarczego, który funkcjonował tam obok skostniałych i niewydolnych firm państwowych, Często można usłyszeć, że w tych krajach nie widzi się niczego złego w oszukiwaniu państwa. Z drugiej jednak strony wrogie nastawienie służb podatkowych do przedsiębiorców tworzy atmosferę nieufności. Państwo to „oni”, ci, którzy chcą żerować na naszej pracy, więc trzeba zrobić wszystko, by ich przechytrzyć.

Karuzele podatkowe

Szara strefa występuje we wszystkich gospodarkach świata. Jej obroty w krajach UE szacuje się na 1,9 bln euro. Regułą jest, że im biedniejsze społeczeństwo, tym wyższy jest jej poziom. Według oceny prof. Fridricha Schneidera z University of Linz, który od dawna bada problematykę drugiego obiegu gospodarki, najwyższy jego poziom jest w Bułgarii – 31 proc. PKB i w Rumunii – 28 proc. W Polsce jest to 23,8 proc. PKB, co daje 335 mld zł rocznie strat dla budżetu. Z kolei Bank Światowy ocenia, że są one jeszcze wyższe – 450 mld zł. Te dane różnią są znacznie od oceny rodzimych ekonomistów. Według nich wielkość szarej strefy stanowi 12,4 proc. naszego dochodu narodowego, co oznacza, że w 2014 r. do budżetu państwa nie wpłynęło 214 mld zł. Są to ogromne pieniądze. Gdyby tylko wziąć pod uwagę same straty z tytułu niezapłaconych podatków CIT i VAT (40,3 mld zł), to swobodnie można by wyrównać nasz deficyt budżetu państwa (29 mld zł) i niemal zniknąłby deficyt całego sektora finansów publicznych. Do tych wyliczeń trzeba jeszcze dołożyć wyłudzenia podatku VAT. Praktyki te są prowadzone na ogromną skalę i zajmują się nimi wyspecjalizowane grupy przestępcze, dla których jest to wyjątkowo intratny interes. Zarabiają kokosy, a wykrycie procederu nie oznacza dotkliwych sankcji.

Polska luka w podatku VAT jest jedną z największych w Europie. W 2013 r. stanowiła 26,7 proc. całkowitej wartości zobowiązań. Co gorsze, udział tej luki stale rośnie. W 2010 r. do fiskusa nie trafiło 25 mld zł, a w 2015 r. już 50 mld zł. To pokazuje, jak dużą aktywność wykazują grupy przestępcze wyłudzające VAT. Walka z nimi jest trudna, bo po uszczelnieniu jakieś branży, szybko znajdują nową. Na masową skalę prowadziły przekręty w branży stalowej. Oferowały budowlańcom tanie, bo nie obciążone VAT-em, pręty stalowe. Legalna sprzedaż spadła niemal do zera. Te nieprawidłowości udało się wyeliminować, wprowadzając tzw. mechanizm odwróconego obciążenia VAT. Ostatnio ogromne zyski oszuści osiągają w handlu procesorami i dyskami. Wartość fikcyjnych dostaw części komputerowych z krajów UE do Polski szacuje się na 2,8 mld zł. Zaś fikcyjnych transakcji ich sprzedaży – na 440 mln zł. W tzw. karuzelach podatkowych uczestniczą firmy „krzak”, a bywa że nieświadome przekrętu legalnie działające przedsiębiorstwa.

Szczególnie wrażliwe na działania przestępców są branże: paliwowa, spirytusowa, tytoniowa, hazardowa. I to one są przede wszystkim penetrowane przez grupy przestępcze. Mimo zwiększenia akcyzy na wyroby tytoniowe, wpływy z niej maleją. Szara strefa w tej branży osiągnęła w 2015 r. taki rozmiar, że jedna czwarta wypalanych papierosów pochodzi z przemytu i nielegalnych fabryczek tych wyrobów. Sprzyjają temu znaczne różnice w ich opodatkowaniu w Polsce i w krajach sąsiednich. Szara strefa i wyłudzenia VAT na rynku paliw przekraczają 18,3 proc. Państwo traci na tym rocznie 4 mld zł. Straty budżetu na rynku spirytusowym wynoszą: 2,26 mld zł z akcyzy i 0,8 mld zł z VAT. Nierejestrowane spożycie alkoholu może stanowić nawet 1/3 tego rynku. W ostatnich latach na dużą skalę w tej branży sprowadzany jest skażony spirytus techniczny z Węgier. Odkażony trafia do nabywców. Uderza to w legalnie działających przedsiębiorców. Poza zasięgiem państwa działa rynek zakładów wzajemnych i gier hazardowych, których wartość ocenia się na 5,3 mld zł. Tylko 8 proc. operatorów posiada zezwolenie ministerstwa finansów. Potencjalnie państwo mogłoby ściągnąć z tego rynku w formie podatków co najmniej 300 mln zł. rocznie.

Milion osób pracuje na czarno

Szara strefa to nie tylko działające w podziemiu gospodarczym firmy, które nie obciążone podatkami, zyskują przewagę nad legalnie funkcjonującymi przedsiębiorstwami, czy grupy przestępcze wyłudzające VAT. To także pracujący na czarno. Według GUS w 2013 r. nierejestrowane zajęcie podjęło ponad milion osób. Głównie zajmują się pracami budowlano-remontowymi, zatrudniane są w rolnictwie, ogrodnictwie, handlu, gastronomii, świadczą usługi turystyczne, fryzjerskie, kosmetyczne, opiekuńcze i edukacyjne. Wartość tego segmentu rynku pracy ocenia się na 50 mld zł. Tyle traci nie tylko budżet państwa, ale też system ubezpieczeń społecznych, bo nie wpływają do niego składki. Dlaczego ludzie podejmują pracę na czarno? Z różnych powodów. Często nie mogą znaleźć legalnego zatrudnienia. Część dorabiają w ten sposób do renty lub emerytury. W ich przypadku nieodprowadzanie składek do ZUS nie ma znaczenia. Młodzi ludzie wyjaśniają, że emerytura jest dla nich czymś tak odległym, że wolą dziś zarobić więcej niż martwić się świadczeniem z ZUS, które będą pobierać z 40 lat. Nie tak rzadką praktyką jest otrzymywanie części wynagrodzenia legalnie, a części pod stołem. Takich osób może być nawet milion.

Trudna walka

Walka z szarą strefą jest trudna. Jej całkowite wyeliminowanie nie jest możliwe. Nie oznacza to, że nie należy podejmować działań zmniejszających skalę tego zjawiska. To, że miliardy złotych omijają kasę państwa, wskazuje na małą skuteczność państwa w ograniczaniu rozmiarów gospodarki cienia. Pogarsza się skuteczność poboru podatków, co jest dowodem, jak duże problemy mają służby skarbowe z egzekwowaniem należnych państwu pieniędzy. Zorganizowane grupy przestępcze, zbijające fortunę na wyłudzeniu podatku VAT, wykorzystują luki legislacyjne oraz niemoc organów ścigania i sądów. Sprawy w nich ciągną się latami, a kary są niewspółmiernie niskie. To nie zniechęca przestępców do aktywności. Na istnieniu szarej strefy traci nie tylko państwo. Poszkodowane są też legalnie działające przedsiębiorstwa. Koszty ich funkcjonowania są wyższe niż tych ukrytych w cieniu. Te, które nie płacą podatków i składek na ZUS, zyskują przewagę konkurencyjną nad tymi, które są nimi obciążone. Trudno w tej sytuacji mówić o równych zasadach konkurencji. Wielkość szarej strefy zależy do kondycji gospodarki. Jeśli koniunktura jest dobra, wiele firm wychodzi z podziemia, schodzi do niego, gdy sytuacja się pogarsza. Państwo ma sposoby ograniczania skali szarej strefy. Może chociażby upowszechnić stosowanie mechanizmu odwróconego VAT w obrocie elektroniką czy wyrobami ze stali. Większą skuteczność w działaniu muszą wykazywać służby skarbowe. W ograniczaniu zjawiska szarej strefy mogą pomóc płatności elektroniczne. We Włoszech wprowadzono obowiązek dokonywania płatności powyżej 1 tys. euro drogą elektroniczną. W Hiszpanii bezgotówkowy obrót dotyczy transakcji powyżej 2,5 tys. euro, w Grecji powyżej 1,5 tys. euro. Jednak przede wszystkim potrzebna są działania systemowe zarówno na poziomie krajowym jak i europejskim.

Teresa Hurkała


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Jesteśmy meblarską potęgą

    Już jesteśmy światowym liderem w produkcji i eksporcie mebli. Mamy szansę stać się numerem jeden w Europie. 90 proc. produkcji …

  • Nowe oblicze polskiej wsi

    W ostatnim ćwierćwieczu polska wieś zmieniła się bardziej niż reszta kraju. Nie tylko gospodarczo, ale też społecznie i kulturowo. Coraz …

  • Budżet pełen niewiadomych

    Teresa Hurkała Rząd wprowadził program 500 plus, ale nie obniżył podatków. Jednych zobowiązań dotrzymuje, innych nie. Twierdzi, że stać nas …