Spółdzielczy lepszy od komercyjnego

Banki spółdzielcze mogą być alternatywą dla sektora komercyjnego. Ich mocne strony to lepsza znajomość klienta, szybszy proces decyzyjny i większa elastyczność. Ale banki spółdzielcze nie mogą poprzestać na tradycyjnych klientach. Muszą sięgać cały czas po nowych.

Banki spółdzielcze mają w garści niezaprzeczalne atuty: lojalnych klientów i pozytywny wizerunek. Ale, by przetrwać na rynku muszą przygotować się dobrze do coraz trudniejszej konkurencji. Nie możemy zapominać o tym, że coraz więcej banków łakomie spogląda na tzw. Polskę powiatową. To chociażby BGŻ czy Bank Pocztowy, który ubankowienie tego segmentu wpisał sobie nawet do strategii. W przypadku Baku Pocztowego ciągle istnieje możliwość jego przejęcia przez PKO BP, który także w tzw. Polsce powiatowej ma silną pozycję. To wszystko powoduje, że banki spółdzielcze muszą skuteczniej walczyć o klienta, przedstawiając mu coraz ciekawszą i atrakcyjniejszą ofertę. Dlatego też banki spółdzielcze stają się coraz bardziej otwarte na nowe, innowacyjne pomysły. Często jednak za tym nie podąża skuteczny marketing i reklama. Dlatego w świadomości wielu osób bank spółdzielczy to tradycyjna placówka, owszem posiadająca liczne atuty, ale do nich z pewnością nie zaliczają się nowe technologie. Nic bardziej mylnego. Wśród banków spółdzielczych jest grono w pełni nowoczesnych instytucji. To w sektorze spółdzielczym po raz pierwszy w Polsce pojawiły się bankomaty biometryczne. Wprowadził je z dużym sukcesem Podkarpacki Bank Spółdzielczy w Sanoku. Ten sam bank wprowadził także wpłatomat do bilonu, którego nie oferują banki komercyjne! Wiele banków pozwala zdalnie zakładać lokaty, a zdecydowana większość oferuje bankowość internetową. A to przekłada się na wzrost liczby klientów, którzy mogą liczyć w takich sytuacjach na kompleksową i rzetelną obsługę. Niestety część najmniejszych banków ma pewne zapóźnienia technologicznie. No cóż, to ta grupa decyduje o negatywnym wizerunku całości. Bankom tym zarzuca się także wąską ofertę produktową. Oferują tylko klasyczne instrumenty finansowe: konta, karty, kredyty i lokaty. Nie uświadczy się tu zaawansowanych produktów inwestycyjnych czy polisolokat. A uboga oferta oznacza mniej klientów. To bardzo proste przełożenie, które jest także jedną z przyczyn słabości najmniejszych banków spółdzielczych. Zdaniem samych spółdzielców po części jest to wina dużej regionalizacji tego typu bankowości, czyli prowadzenie biznesu tylko na niewielkim obszarze.

Czy regionalizm to wada?

Dla jednych regionalizm to wada, dla innych jednak zaleta. Badania pokazały bowiem, że dla wielu osób, aktualnych i potencjalnych klientów taki sposób działania cechuje duża znajomość rynku lokalnego i swoich klientów. Dla wielu to właśnie jest największym atutem bankowości spółdzielczej. To tak zwana relacyjność z prawdziwego zdarzenia, o jakiej mogą tylko pomarzyć duże banki komercyjne. Prezesi i pracownicy małych banków często znają swych klientów osobiście i podejmując decyzje, nie opierają się wyłącznie na suchej dokumentacji. Proces decyzyjny jest szybszy, elastyczniejszy i mniej skomplikowany. I taka relacyjność procentuje. Z przeprowadzonego niedawno badania wśród klientów banków spółdzielczych wynika, że aż 54 proc. ankietowanych poleciłoby swój bank znajomym, a jedynie 26 proc. zdecydowanie odradzałoby banki spółdzielcze. Pytania zadano także klientom banków uniwersalnych. Wskaźnik Net Promoter Score (różnica między pozytywnymi a negatywnymi opiniami) lepszy od spółdzielców miały tylko Alior Bank i Inteligo!

W stronę dużych miast

Większość banków spółdzielczych to instytucje małe, działające na niewielkim obszarze, które kierują swoją ofertę do mieszkańców lokalnych społeczności. Ale są też takie, które mają zasięg ogólnopolski. Rośnie także liczba banków, które decydują się wchodzić z swoją oferta do dużych miast. Nic w tym dziwnego. Wiele banków spółdzielczych może pochwalić się nowymi technologiami i bogatą ofertą, która nie tylko nie ustępuje bankom komercyjnym, ale zdarza się, że jest od nich nowocześniejsza i bogatsza. Gros banków spółdzielczych, bowiem już od szeregu lat działa według hasła: „Działaj lokalnie – myśl globalnie”. Dlatego z takim powodzeniem wchodzą na ulice wielkich miast. Za przykład mogą posłużyć NeoBank, Hexa Bank, Esbank czy PBS Bank. Służyć temu zjawisku może także proces konsolidacji i zacieśniania współpracy między poszczególnymi bankami spółdzielczymi. Razem można więcej! To o tyle szczególne, że na banki spółdzielcze w najbliższym czasie czekają też poważne zagrożenia. Jakie? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Wszystko rozbija się o pieniądze

Najczęściej wskazywaną słabą stroną banków spółdzielczych jest niski kapitał. To efekt tego, że większość z nich to małe instytucje. Wszystkie działają też wyłącznie w oparciu o polski kapitał, bez wsparcia zagranicznych inwestorów. Niskie kapitały mogą wkrótce stać się dla nich poważnym problemem. Chodzi tutaj o obsługę systemów zabezpieczeń, które wprowadzają polskie banki spółdzielcze zgodnie z zaleceniami unijne dyrektywy CRDIV/CRR, która podnosi wymogi kapitałowe i płynnościowe dla banków. Rosnące obciążenia powoduję, że część najmniejszych banków może czekać nawet i najgorsze. Dlatego najbliższe lata będą, więc dla banków spółdzielczych przełomowe. Będą musiały sprostać nowym wymogom kapitałowym, bronić własnych regionów przed bankami uniwersalnymi i agresywniej walczyć o klienta wielkomiejskiego. Ta batalia nie będzie jednak tania. Czy stać na nią najmniejszych?

Dorota Olech


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Gospodarka