Rząd nie spełnia obietnic wyborczych

Oszukali Polaków pustymi obietnicami? Dużo na to wskazuje. Minęło już ponad 50 dni od zaprzysiężenia rządu premier Beaty Szydło, a jej ministrowie więcej energii wkładają w wymigiwanie się od obietnic PiS składanych podczas kampanii wyborczej niż w próbę ich spełnienia. Wszystko przemawia za tym, że mamy do czynienia z największym szwindlem wyborczym od 25 lat.

500 złotych na dziecko, wcześniejsze emerytury, darmowe leki dla emerytów, podwyższenie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie stawki VAT – to tylko część z obietnic składanych przez kandydatów do Sejmu z list PiS-u. Nic więc dziwnego, że wyborcy żądają ich spełnienia. Tymczasem, zgodnie z tym co mówili przedstawiciele PSL oraz innych ugrupowań, polskiego budżetu nie stać na tak duże obciążenia. Dlatego PiS próbuje mataczyć i wmawiać wyborcom, że co prawda oni obiecywali, ale zupełnie co innego niż osoby oddające na nich głos słyszały.

Prima aprilis, czyli 500 złotych na dziecko

Pierwotnie 500 zł na dziecko mieli dostawać wszyscy rodzice. Jednak nawet w PiS, w partii która ze wszystkich polskich ugrupowań najsłabiej zna się na gospodarce, szybko policzono, że jest to szaleństwo. Dlatego wprowadzono poprawkę, która z 500-złotowej dotacji wyłącza pierworodne dzieci. Beata Szydło chce, by pierwsze zapomogi zostały wypłacone w prima aprilis, bo wygląda na to, że z całej propozycji wychodzi jeden wielki żart.
Działacze PiS w swej kreatywności wpadli na pomysł, jak zrobić z drugiego dziecka w rodzinie pierworodne, na które pieniądze się nie należą. Gdy pierwsze dziecko kończy 18 lat, a w rodzinie urodzi się kolejne, liczone jest ona jako pierwsze.
Ponadto rząd nie przygotował jeszcze żadnych regulacji prawnych czy standardów realizacji, przez co nie można stworzyć zapisów w budżetach samorządowych. Według samorządów, przez bałagan w Warszawie, z którym nie może sobie poradzić rząd Szydło, pierwsze zapomogi mogą zostać wypłacone nie 1 kwietnia, ale dopiero w lipcu. Na tym jednak nie koniec. Działacze PiS apelują do wszystkich tych, którzy czują się bogaci, aby zapomogi nie pobierali. Najprawdopodobniej przeraża ich fakt, że cały program będzie kosztował podatników około 18 miliardów złotych.

Emerytury i emeryci

W kampanii wyborczej PiS zarzekał się, że jak tylko dojdzie do władzy, to obniży wiek emerytalny – kobietom do 60 lat, a mężczyznom do 65 lat. PiS władzę zdobył i w tej sprawie zamilkł. Mało tego – gdy PSL chciało wprowadzić ustawę, która zagwarantowałaby emeryturę po 40 latach opłacania składek, posłowie PiS wbrew wcześniejszym obietnicom nie poparli jej.
Podobnie sprawa ma się z bezpłatnymi lekami dla emerytów. Dostaną je tylko ci, którym udało się dożyć do 75. roku życia. Młodsi emeryci muszą płacić.
Jednak nawet ci po 75. roku życia nie mogą być pewni, że PiS dotrzyma danego im słowa. Na zrealizowanie nawet tak okrojonego programu potrzeba jest 460 milionów złotych. Tymczasem w budżecie przewidziano na ten cel zaledwie 125 milionów złotych. Jakie leki będą za to zagwarantowane, nie wiadomo. Oby nie były to tylko witamina C i jakieś ziółka.

Podwyższenie kwoty wolnej od podatku

Obecnie podatku nie płacimy od zarobionych trzech tysięcy złotych rocznie. PiS w kampanii krzyczał, że to skandal i zaoferował, że podniesie tę kwotę do ośmiu tysięcy. To przyniesie straty dla budżetu państwa w wysokości 20 miliardów złotych. Więcej niż program 500 złotych na dziecko. Dodatkowo stracą na tym samorządy. Do ich budżetów wpłynie mniej pieniędzy, a rząd PiS nie zamierza tej straty pokryć ze środków centralnych. Dlatego wicepremier Mateusz Morawicki, nie chcąc wywrócić polskich finansów proponuje, aby kwotę wolną od podatku podnosić stopniowo. Dalej idzie minister finansów Paweł Szałamacha, który chce, aby zmiana dotyczyła tylko najuboższych. Obaj pośrednio przyznają, że propozycja PiS w kampanii była czystym populizmem, na który Polski nie stać.

Niższy VAT

Trzeba przyznać, że jest już ustawa zapowiadająca obniżenie podstawowej stawki VAT z 23 do 22 proc. od 2017 roku. Jednak w rządzie już pojawiają się głosy, by tego nie robić. Dlatego wyższy VAT może zostać. Wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądało wykonanie budżetu w 2016 roku. Mówił o tym kilka dni temu wicepremier Piotr Gliński. Obniżenie VAT, zaledwie o 1 proc, oznacza mniejsze wpływy do budżetu o około 7-8 miliardów złotych. Już niebawem przekonamy się co wartę są obietnice PiS w tym zakresie. PSL chce zaproponować ustawę zmniejszającą podatek VAT od żywność z 5 proc. na 3 proc. Będzie niezwykle interesującym obserwować, jak w tej sprawie zachowa się większość z PiS-u.

Marcin Zieliński


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …