Barszcz Sosnowskiego to duże zagrożenie

W czerwcu w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich zmarła 67-letnia kobieta, która doznała poparzeń wywołanych przez barszcz Sosnowskiego. – Pacjentka trafiła do nas 8 czerwca ze szpitala w Jeleniej Górze. Miała oparzenia chemiczne wywołane przez barszcz Sosnowskiego. Mówiła, że przez kilka dni pracowała w ogrodzie. W szóstej dobie pobytu w szpitalu doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Udało się je przywrócić, ale po kilku dniach znów ustało – wyjaśniała wtedy okoliczności śmierci tej kobiety dr Justyna Glik, rzecznik prasowy Centrum Leczenia Oparzeń.

 

Barszcz Sosnowskiego (Heracleum Sosnowski) pochodzi z terenu Kaukazu. Jest znany od XVIII w., ale dokładnie opisany został dopiero w XX w. przez radziecką botaniczkę Idę Panowną Mandenową. Nazwa pochodzi od nazwiska rosyjskiego botanika, badacza flory Kaukazu Dmitrija Iwanowicza Sosnowskiego. Od lat 40. i 50. XX w. barszcz był wprowadzany w różnych krajach bloku wschodniego jako roślina pastewna. Trafił także do Polski, gdzie badania nad uprawą barszczu oraz możliwością jego wykorzystywania w żywieniu bydła były prowadzone w różnych ośrodkach i gospodarstwach rolnych do połowy lat 80. Chodzi tutaj głównie o Państwowe Gospodarstwa Rolne. Zwracano wtedy uwagę na jego zalety, jak: duża plenność, plonowanie, wieloletnia trwałość plantacji. Dodatkowo podkreślano wydajność miodową tego gatunku, która sięga 300 kg/ha. – Przede wszystkim roślina miała wydawać duże plony i stanowić dobra paszę dla zwierząt. W tym czasie nikt nie zwrócił uwagi, że to roślina inwazyjna, zupełnie obca w naszym ekosystemie. A zawsze gdy wprowadzamy nowy gatunek w nowe środowisko, to musimy to głęboko przemyśleć. Przypomnę chociażby sprowadzenie królika do Australii, gdzie rozmnożył się niesłychanie i stał się wielkim szkodnikiem. Tak też było z barszczem Sosnowskiego, który okazał się niezwykle problematycznym pomysłem. Coraz częściej pojawiały się oparzenia przewodu pokarmowego u karmionego barszczem bydła. Do tego dochodziły oparzenia pracowników, którzy zajmowali się obsługą zwierząt – mówi dyrektor Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego w Falentach dr hab. inż., prof. nadzw. Piotr Pasyniuk.

Czytaj więcej na e-wydaniu zielonego sztandaru:http://wydawnictwoludowe.embuk.pl/pub/zielony-sztandar-zielony-sztandar-19-25-sierpnia

 


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Wielkanocne rozważania o żywności

    Bezpieczeństwo żywnościowe Bezpieczeństwo żywnościowe jest złożonym zagadnieniem powiązanym ze zrównoważonym rozwojem rolnictwa, zdrowiem ludności, środowiskiem i handlem. Na globalne bezpieczeństwo …

  • Jaki będzie krajobraz społeczno-ekonomiczny po kolejnej bitwie z epidemią?

    dr Michał SobczakWydział Ekonomiczno-SocjologicznyUniwersytet Łódzki Gdy zostałem poproszony przez Redaktora Naczelnego o napisanie tekstu dotyczącego skutków kolejnego lockdownu, czy też …

  • Niewielu rolników ubezpiecza uprawy

    O wspieraniu środkami publicznymi systemu ubezpieczeń rolniczych System wspierania dopłatami z budżetu państwa ubezpieczeń rolniczych nadal jest mało skuteczny i …