Niezłomne – odszukane w pamięci

Gdy dziś biorę do rąk znane mi od lat książki o tematyce partyzanckiej z czasów okupacji, które opisują także udział wiejskich kobiet w ruchu oporu uświadamiam sobie, że tych opisów jest niewiele. A najlepsze z nich zostały napisane przez kobiety, które w tej walce odznaczyły się godnym najwyższego szacunku udziałem. Mam tu na myśli Marii Jędrzejec Twierdzą nam będzie każdy próg (LSW 1968) oraz Genowefy Cergowskiej Matki partyzantów (LSW 1974).

Kombatantki z Batalionów Chłopskich pamiętały i chciały utrwalić na kartach historii narodowej czyny swych znanych bezpośrednio, bądź z opowiadań innych współbojowniczek niezłomnych kobiet ruchu oporu. Kobiet niekoniecznie walczących z bronią w ręku, ale nie mniej odważnych i bohaterskich w czynach pomocnych w walce mężów, synów, córek czy krewniaków ,przyjaciół i znajomych. Z świadomością ryzyka śmierci, męczeństwa, utraty rodziny. Te czyny nie powinny pozostać nieznane wnukom i prawnukom. Pamięć o nich ma duże znaczenie wychowawcze i społeczne, wskazuje bowiem czym jest patriotyzm i godność narodowa nie w słowach i hasłach tylko, lecz odważnych czynach. A ponadto przypomina, że dwa słowa wielkie, nadużywane niestety czasami przez demagogów, MATKA POLKA, mają głęboki sens historyczny i emocjonalny. Dlatego warto ogłosić i zorganizować Dni Pamięci Wiejskich Kobiet-Niezłomnych Polski Podziemnej 1939-1945.To nie tylko oddanie należnego hołdu tym nieznanym bohaterkom, lecz także być może zainteresowanie tymi nieznanymi tragediami tych kobiet pisarzy, artystów, historyków, filmowców? Brakuje nowego piśmiennictwa na te tematy.

Nie chodzi mi o pretensje pod adresem naszej historiografii czy sztuki, lecz o trudny do zaakceptowania przechył w stronę sensacji i prywatnego życia w piśmiennictwie czasów naszej spłyconej komercyjnością kultury masowej. W tej aurze zapomina się o tradycjach społecznego działania w środowiskach wiejskich i małomiasteczkowych wydobywających się z zapóźnienia cywilizacyjnego ,co oczywiście dziś jest historią, choć do pożądanej nowoczesności na wsi i w miasteczkach jeszcze nam daleko. Może warto tu przypomnieć, że autorka Twierdzą nam będzie każdy próg Maria Jędrzejec (ur.1915r. w rodzinie chłopskiej koło Przeworska), wiciarka i słuchaczka Ignacego Solarza w Wiejskim Uniwersytecie Orkanowymna Gackiej Górce, była w czasie okupacji łączniczką „Rocha” Podokręgu Rzeszów. A następnie była komendantką drużyn sanitarnych BCH w obwodzie Tomaszów Lubelski. Po wojnie pracowała m. in. na Uniwersytecie Ludowym w Brusie koło Łodzi. Warto też przypomnieć, że autorka książki Matki partyzantów Genowefa Cergowska (ur. 1917 r. w rodzinie chłopskiej na Lubelszczyznie), także wiciarka i słuchaczka Ignacego Solarza w WUO na Gackiej Górce w czasie okupacji była przewodniczącą Ludowego Związku Kobiet Okręgu Lubelskiego i członkiem komendy BCH tego Okręgu. A po wojnie w latach 50. była więziona przez UB. Po zwolnieniu pracowała w spółdzielczości i pisała artykuły o gospodarce i wychowaniu do prasy ludowej. Stalinowski reżim lat 50. prześladował wszystkich ludowców otwarcie broniących niezależności swego ruchu od komunistycznej dyktatury.

Gdy przeglądam istniejącą na te tematy literaturę dochodzę do wniosku o piętrzącej się obecnie dysproporcji między opisami konspiracji miejskiej i jej bohaterów a konspiracji wiejskiej i z małych miasteczek. W przypadku kobiet widać to jeszcze wyraźniej. A przecież przykładów nie brakuje i wstępnie są one w kronikach a także w małonakładowych lokalnych gazetkach i wydawnictwach opisane. Mamy tu bardzo znamienne, dramatyczne i tragiczne przypadki. Ich wspólnym mianownikiem jest odwaga w niesieniu pomocy i umożliwieniu ratunku, ukrycia się, ucieczki w niebezpieczeństwie, zorganizowania obrony, wyżywienia, opatrzenia ran, wyzdrowienia w ukryciu. A w ostateczności nawet zasłonięcia własną piersią narażonych na śmierć dzieci. Ile w tych czynach było odwagi, zdecydowania na wszystko w imię ochrony najbliższych, ile lęku o życie nie tyle własne, ile najbliższych. To dziś trudno sobie wyobrazić ,trudno odtworzyć, trudno opisać. Bohaterstwo w swoich szczególnych śmiertelnych realizacjach przybiera niesłychanie wymowne, symboliczne znaczenie.

Helena Płotnicka ur. 1902 r. w rodzinie chłopskiej na Śląsku, po wyjściu za mąż znalazła się na gospodarstwie pod Oświęcimiem. Tam podczas okupacji samorzutnie pomagała w żywieniu więźniów obozu koncentracyjnego własnymi produktami. Następnie została łączniczką między więźniami a oddziałem specjalnym BCh niosącym im pomoc. Przerzucała grypsy ,raporty, żywność, pomagała w ucieczce. Niestety, w 1943 roku wpadła w ręce gestapo wraz z córką pomagającą jej w tej ryzykownej działalności. Tam z córką w obozie oświęcimskim była torturowana w okrutny sposób.

Dzieje Anny Szalbut (ur. w 1906 r. w rodzinie chłopskiej w Wiśle koło Cieszyna) przebiegały podobną drogą walki z oświęcimskim okrucieństwem hitleryzmu i gehenną tortur z rąk zwalczanych oprawców. Anna Szolbut od 1941 roku była członkiem działającego w okolicach obozu oświęcimskiego oddziału specjalnego BCh, konspiracyjnie organizującego pomoc więźniom, z którym współpracowała również Helena Płotnicka. Dostarczała ona więźniom obozu wyprowadzanym poza jego mury do różnych robót z narażaniem życia szczepionki przeciw tyfusowi, czerwonce, różne szczepionki, opatrunki, lekarstwa. Ułatwiała także Ślązakom, ściganym przez gestapo, ucieczki do generalnego Gubernatorstwa. Zagrożona wskutek tej działalności aresztowaniem uciekła do Warszawy, gdzie została łączniczką Komendy Głównej BCh. W czasie pełnienia tej służby została aresztowana i podczas próby ucieczki zastrzelona i po śmierci przewieziona do oświęcimskiego krematorium i tam spalona. W ten sposób gestapowcy dopilnowali swojej zemsty.

Cena śmierci jest przez kobiety płacona często za ochronę w różnych skrajnych sytuacjach swoich najbliższych a nierzadko i dalszych osób. Te wszystkie angażujące się w działalność konspiracyjną kobiety brały pod uwagę i wiedziały, że muszą się z tym liczyć w każdym dniu okupacji. Ale czasem nie przygotowane do tego podejmowały takie groźne decyzje ochrony ściganych, zagrożonych ,narażonych na śmierć przez rozstrzelanie nawet nieznanych sobie osób.

Takie były te czasy. Byłoby czymś bardzo wymownym zbadanie, nawet szacunkowe, ile kobiet w ogóle, w tym wiejskich, oddało życie ratując w czasie okupacji najbliższe sobie czy nawet bliżej nieznane osoby. Zofia Kowalik-Popiołek (ur. 1886 r. koło Puław w rodzinie chłopskiej) razem z córkami przed wojną współpracowała z ruchem wiciarskim, w czasie okupacji z SL „Roch” i BCh użyczając dom na działalność partyzancką. W czasie najazdu gestapo na wieś, osłaniając ucieczkę córki i zięcia przed aresztowaniem, zginęła na progu własnego domu. Ten próg był swego rodzaju twierdzą…

Wiktoria Fijałkowska (ur. 1889 koło Mławy w rodzinie chłopskiej) należała do SL „Roch” i BCh i działała pod pseudonimem MATKA. W jej domu umieszczono kwaterę Komendy BCh Podokręgu „Wkra” i punkt nasłuchu radiowego. A w stodole schron dla ściganych przez gestapo osób. W czasie najazdu na wieś w 1944 r. przez gestapo MATKA niezwykle odważnie uratowała ukrytych przywódców lokalnego BCh. Aresztowana z 3 córkami i synem mimo tortur nie wskazała na kryjówkę partyzantów i została z dziećmi zamordowana. Jej ocalony syn żołnierz BCh, opisał ten czyn matki z rodziną w książce „Pod kryptonimem” Wkra (LSW. 1968).

Co działo się w sercu i umyśle Ireny Piskorskiej (ur. 1925 r, w rodzinie inteligenckiej w Hrubieszowie) w czasie walk partyzanckich w czerwcu 1944 r. w Puszczy Solskiej, gdzie zdziesiątkowani przez Niemców partyzanci pozostawili rannego dowódcę plutonu Zenona Plechanowskiego. Ona nie uciekła z nimi, lecz została przy rannym, który nadal walczył strzelając do nacierających wrogów. Czy wierzyła w zwycięstwo? Może go kochała? Przewidując niewolę i tortury gestapowskich przesłuchań plutonowy zastrzelił ją i siebie. Tragiczny koniec, straszliwa decyzja, ale bez poddania się i skazania na tortury.

dział się w sercu i umyśle Adeli Grzebisz (ur. 1914 w rodzinie chłopskiej koło Siedlec), działającej od 1939 r. w konspiracji BCh oraz Ludowego Związku Kobiet, gdy w ósmym miesiącu ciąży u kresu okupacji w czerwcu 1944 roku gestapo otoczyło jej dom w poszukiwaniu jej męża, znanego żołnierza BCh. Z żądaniem wydania męża poddana została torturom, a z powodu milczenia wrzucona żywcem do podpalonej prze oprawców stodoły. Miała 30 lat, życie przed sobą. Nadzieję na narodzenie dziecka i wyzwolenie od okupanta.

Mogłabym tu przytoczyć dziesiątki innych przykładów, które zawsze, bądź o których słyszałam opowieści innych osób, lub czytałam w wiarygodnych źródłach, szerzej nie spopularyzowanych i nieznanych. Dlatego uważam, że zorganizowanie na początku konferencji popularno-naukowej na ten temat i apel do opinii publicznej i środowisk kulturotwórczych w zajęcie się tą problematyką, pamięci o tych niezłomnych bohaterkach, są bardzo potrzebne. Czas ucieka. Ostatni świadkowie tych czynów naszych dziadków i pradziadków odchodzą z tego świata. A ta karta naszych dziejów domaga się zapisu i godnej pamięci w polskiej tradycji narodowej.

Zofia Kaczor-Jędrzyczka

Prezes Fundacji

Polskich Uniwersytetów Ludowych

Fot. Archiwum MHPRL


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …