Karpowicz: muszę pamiętać, że ja też jestem stąd

Ignacy Karpowicz (39 lat) znalazł się w gronie nominowanych do nagrody Gwarancje Kultury 2015 przyznawanej przez TVP Kultura. Jest laureatem literackiej nagrody Nike za powieść Ości w plebiscycie czytelników oraz Paszportu „Polityki” za Balladyny i romanse. Z reporterskim realizmem doprawionym ogromną wrażliwością portretuje współczesną wieś. Ludowi pisarze: Reymont, Kawalec, Myśliwski mają godnego następcę. Flanelowa koszula w kratę. Przysadzisty, brodaty, z wolna odmierza słowa. Otwiera jasne serce, w literaturze i w życiu wyrażając troskę o prostego człowieka. Wychował się we wsi Słuczanka (gmina Gródek, powiat białostocki).

 • „Wystarczająco obciążał dowód osobisty z rubryką miejsce urodzenia; takie jak Słuczanka budzi jednoznaczne podejrzenia”. O co podejrzewano Karpowicza?

– Tego nie wiem. Natomiast Igora, bohatera Sońki zacytowanej w pytaniu, podejrzewano o chłopskie korzenie, nadto „kacapskie”, czyli prawosławne. W Warszawie cała ta prawosławno-białoruska otoczka nie byłaby powodem do poczucia gorszości. Natomiast w Białymstoku antagonizmy prawosławno-katolickie, choć ostatnio osłabły, dawały o sobie znać. To mogło być problemem dla konkretnych ludzi.

• Prawosławny chłop Ignacy Gryka udaje katolickiego szlachcica Igora Grycowskiego. Odcinając się od korzeni, popada w pustkę – zatem wiejskość albo nihilizm?

– To był znak odcięcia się od korzeni, co otworzyło przed nim samym nowe perspektywy. Stał naprzeciwko Warszawy z czystą kartą, bez obciążeń. Tak to sobie myślał. A z czasem okazało się, że głupotą jest wyrzucenie iluś tam lat z życia. Zaszkodziło mu to w sensie twórczym i w rozwoju osobistym.

• „Ni pamrecie – powiedział, choć w to nie wierzył. Powiedział tak Ignacy, wyskrobany już ze wstydu, z wyparcia, z gorszości”. Wierzy mistrz, że przetrwa duch Jagiellońskiej Rzeczypospolitej? Inżynieria społeczna polityki historycznej PiS (i zapowiedzianej – kulturalnej), wspierana budżetem IPN, lepi homogenicznego nacjonal-katolickiego Polaka. „Ni pamrecie”?

– Wielokulturowość na Podlasiu jeszcze się trzyma. Od pewnego czasu środowisko białoruskie jest dużo bardziej świadome, lepiej wykształcone. Działają szkoły, klasy dwujęzyczne. Są inicjatywy, jak Willa Sokrata w Krynkach, założona przez świętej pamięci Sokrata Janowicza. Sporo dzieje się w sztuce, nie tylko kultywowane są ludowe przyśpiewki, potrzebne, popularne Basowiszcza, ale zdarzają się też akcje robione ze współczesnymi twórcami z Białorusi. Mam nadzieję, że to się będzie rozwijać, bo żal by było zaprzepaścić nasze bogactwo. Tak stało z naszymi Tatarami. Oni byli bardzo nieliczni. W Kruszynianach zostało bardzo niewiele rodzin. Wyjechali do Białegostoku czy innych miast, wtopili się w otoczenie. To jest już utracone, została turystyczna ciekawostka. A Litwini? Byłem niedawno w Sejnach. Wydaje się, że kultura litewska jest żywa. Mają różne problemy, wszyscy wiemy jakie są relacje polsko-litewskie. Żyją w nieprzyjaznym żywiole. Pomimo tego próbują coś robić, też wspólnie z Polakami.

Czytaj więcej na e-wydaniu zielonego sztandaru:http://wydawnictwoludowe.embuk.pl/pub/zielony-sztandar-zielony-sztandar-24-30-czerwca


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły