Niedopasowanie na rynku pracy


Pojawia się coraz więcej sygnałów o świadczących o poprawie na rynku pracy. Obecnie stopa bezrobocia wynosi 13 proc. i w ostatnim miesiącu zmniejszyła się o 0,1 proc. w porównaniu do lipca. Jeśli ten trend się utrzyma, liczba osób bez pracy powinna powoli spadać. W ciągu ostatniego półrocza pracę znalazło 252 tys. bezrobotnych, o 50 tys. więcej niż przed rokiem. Do urzędów pracy spływa więcej ofert zatrudnienia. W sierpniu pracodawcy zgłosili zapotrzebowanie na 74,4 tys. pracowników, o 10 tys. więcej niż w tym samym czasie zeszłego roku. Ożywienie widać w transporcie, przemyśle i w usługach. Jak dotąd nie ma go w budownictwie. Należy liczyć, że uruchomienie programów: „Mieszkanie dla Młodych”, Mieszkania na wynajem i Inwestycji Polskich wpłynie pozytywnie na ten istotny dla rynku pracy dział gospodarki. Gdy ruszą te programy, budownictwo powinno zacząć zatrudniać. A może dać pracę dużej grupie pracowników. I, co istotne, zwiększyć zatrudnienie osób bez kwalifikacji lub słabo wykwalifikowanych, a takich wśród bezrobotnych jest najwięcej. – Poprawa wskaźników makroekonomicznych, które pokazują, że wracamy na ścieżkę wzrostu, dają nadzieję, że najgorsze na rynku pracy mamy już za sobą. Co czwarta firma chce zatrudniać, a niemal co piąta zapowiada podwyżki wynagrodzeń. Będziemy ułatwiać pracodawcom przyjmowanie nowych ludzi. By utrzymać wzrostowy trend, potrzebne są kolejne pieniądze na aktywizację zatrudnienia. Będę przekonywał ministra finansów, by uruchomił 0,5 mld zł na ten cel. Przygotowana jest reforma funkcjonowania powiatowych urzędów pracy. Musi zmienić się system ich pracy, bo firmy oczekują wyszkolonych pracowników, gotowych do wykonywania określonych zadań – podkreśla Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Prognozy są dobre

Według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Randstad i TNS w ostatnim półroczu 39 proc. pracodawców zwiększyło zatrudnienie. Jest to istotna zmiana w porównaniu do poprzedniego badania, kiedy to zanotowano 27 proc. wzrost. W tym samym czasie redukcje miały miejsce w co piątej firmie i był to najniższy poziom deklarowanych zwolnień w tym roku. – W ciągu najbliższych 6 miesięcy nadal największa grupa przedsiębiorstw, bo prawie trzy na pięć, nie planuje żadnych zmian w poziomie zatrudnienia. Jednak zwiększenie liczby pracowników przewiduje co trzecie z nich. Kolejny już kwartał spada też odsetek pracodawców biorących pod uwagę redukcję personelu. Barometr perspektyw zatrudnienia na czwarty kwartał tego roku wyniósł plus cztery punkty, co jest najlepszym wynikiem od ponad roku – zauważa Kajetan Słonina, dyrektor zarządzający agencji Randstad. Aż 3/4 firm nie przewiduje wzrostu wynagrodzeń. Takie są deklaracje, ale praktyka pokazuje, że niemało z nich jakieś podwyżki daje. W ostatnim czasie zrobiło tak co trzecie przedsiębiorstwo. Najłatwiej o nie w przemyśle i w handlu. Mogą na nie liczyć przede wszystkim pracownicy na zachodzie kraju, gorzej to wygląda we wschodnich regionach. Badania pokazują poprawę nastrojów wśród przedsiębiorców. Świadczą o tym ich prognozy co do rozwoju sytuacji gospodarczej w kraju. Wprawdzie niemal połowa wskazuje na stagnację, ale co czwarty spodziewa się poprawy koniunktury. Aż trzykrotnie wzrosła liczba firm, które spodziewają się ożywienia. Recesję bierze pod uwagę tylko 12 proc. badanych, gdy w maju było ich niemal dwa razy więcej. Te dane są dobrą prognozą dla rynku pracy.

Co druga firma szuka pracowników

Ostatnie badania uwypukliły istotny problem, który dotyka rynek pracy. Mimo dużego bezrobocia pracodawcy mają coraz większe kłopoty ze znalezieniem pracowników o odpowiednich kompetencjach. Zetknęła się z tym co druga firma. W rezultacie co czwarta z nich zatrudniła mniejszą od pierwotnie zakładanej liczby pracowników. Jedna piąta wprawdzie przyjęta tyle osób, ile zamierzała, ale musiała obniżyć wymagania wobec nich. Dwóch pracodawców na stu nie znalazło potrzebnych im fachowców. Na rynku najbardziej poszukiwani są technicy i robotnicy wykwalifikowani (59 proc.), robotnicy wykonujący proste prace fizyczne (49 proc.) oraz specjaliści z wyższym wykształceniem (48 proc.). Dlaczego aż połowa pracodawców nie radzi sobie ze skompletowaniem załogi? Główną przyczyną jest niedopasowanie kompetencji osób poszukujących pracy do oczekiwań szefów firm. Wskazuje na to aż 66 proc. z nich. Drugim źródłem trudności jest oferowane przez nich niekonkurencyjne wynagrodzenie, a trzecim próby pozyskania kandydatów, o których ubiegają się i inne przedsiębiorstwa. Znaczenie ma też emigracja zarobkowa Polaków. Wielu fachowców woli zarabiać za granicą, bo tam mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia. Z problemem skompletowania personelu do dawana boryka się właściciel hotelu w Kotlinie Kłodzkiej. Bezrobocie jest tu wysokie, a chętnych do pracy brak. Praktyką jest, że po przepracowaniu kilku miesięcy, ludzie idą na bezrobocie. Bardziej kalkuje się im siedzenie na zasiłku niż chodzenie do pracy. Nie tak rzadko bywa, że interesuje ich zdobycie umiejętności wymaganych w hotelarstwie. Po przeszkoleniu, zwalniają się i wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii czy Irlandii. – Nie dam im takich poborów, jakie mogą dostać w hotelu w Londynie. Bez kłopotu znajdują tam pracę, bo dobrze ich u siebie wyszkoliłem – konstatuje hotelarz.

Bezrobotni szukają zajęcia

Rozmijanie się potencjalnych pracodawców z poszukującymi zatrudnienia pokazuje na niedopasowanie na rynku pracy. Firmy chcą zatrudniać, ale nie znajdują ludzi o odpowiednich kwalifikacjach. Z kolei dla bezrobotnych te wymagania są często nazbyt wygórowane. – Niby jak młody człowiek tuż po studiach ma już być super fachowcem. Przecież doświadczenie zawodowe zdobywa się latami. Dlaczego firmy nie chcą w niego inwestować? To się im na pewno opłaca – dziwi się Rafał Marzec, absolwent zarządzania od sześciu miesięcy poszukujący zatrudnienia. Tę nierównowagę na rynku pracy ma znieść reforma urzędów pracy, która ma wejść w życie z początkiem przyszłego roku. –Urzędy przestaną być miejscem głównie rejestracji osób bezrobotnych, a staną się prawdziwymi centrami pracy. Będzie to możliwe dzięki zwiększeniu liczby doradców zawodowych, rozliczaniu ich z efektów pracy, a także nowym instrumentem wsparcia. Liczę, że te zmiany ułatwią osobom bezrobotnym znalezienie pracy, a pracodawcom pozwolą taniej i szybciej zdobyć pożądanego przez nich pracownika – podkreśla minister Władysław Kosiniak-Kamysz. Utrzymywanie się rozbieżności między oczekiwaniami pracodawców a kwalifikacjami bezrobotnych może hamować wydajność pracy i ograniczać rozwój firm. W okresie bardzo umiarkowanego wzrostu gospodarczego to właśnie innowacyjność i efektywność działania przedsiębiorstw będą decydowały o sukcesie rynkowym, co przekłada się na kondycję całej gospodarki. Bezrobocie nie spadnie radykalnie, jeśli kandydaci do pracy nie będą odpowiadali na zapotrzebowanie pracodawców. Trwałe zmiany wymagają uruchomienia programów doradztwa zawodowego dla młodych ludzi oraz pomocy dla poszukujących pracy w przekwalifikowaniu i kształceniu ustawicznym.

Teresa Hurkała


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …