Likwidacja finansowania partii z budżetu państwa może zagrozić demokracji

Propozycja PO ma doraźny cel

Adam Jarubas, wiceprezes PSL, marszałek woj. świętokrzyskiego:

– Musimy mieć świadomość, że deklaracje o zlikwidowaniu finansowania partii z budżetu mają charakter polityczny. Padają na podatny grunt, bo Polacy są coraz bardziej zniesmaczeni polityką. Dyskutując o zmianach, należy przywołać argumenty, które legły u podstawy tworzenia obecnie funkcjonującego systemu, czyli przede wszystkim potrzebę większej transparentności przepływów finansowych. Został ustalony pewien konsensus i choć w obecnym systemie może znaleźć jakieś mankamenty, to wydatki partyjne są poddane społecznej kontroli. Ludzie wiedzą, na co idą partie przeznaczają publiczne pieniądze. Zlikwidowanie obecnego systemu otworzyłoby pole do niejasnych, korupcyjnych powiązań polityki z biznesem. Nie jest to dobre rozwiązanie, abstrahując od tego, że propozycja Platformy Obywatelskiej ma doraźny cel. Partii, która w ostatnich latach, dzięki pokaźnym  subwencjom, mogła zbudować mocne zaplecze finansowe. Należy się domyślać, że w nowych realiach miałaby możliwość sięgania do prywatnych pieniędzy. Nie zawaham się powiedzieć, że jest to trochę cyniczna rozgrywka. Premier ma świadomość, że na proponowanych przez niego zmianach, skorzystałoby jego ugrupowanie, zaś inne już nie. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, w jaki sposób partie dysponują budżetowymi środkami. Mogła się poczuć zdegustowana, że wydawane są one na alkohol, ubrania czy wynajęcie boiska sportowego, a nie na fundusz ekspercki, z którego powinny być finansowane różne opracowania czy analizy, wskazujące, jak poprawić jakość polskiej polityki czy wzmocnić relacje polityków z wyborcami.

 

Styk polityki z biznesem rodzi podejrzenia

Stanisław Brzózka, członek Rady Naczelnej PSL:

– System jest dobry, a dwanaście lat jego funkcjonowania pokazały, że sprawdza się. Bezsprzecznie jego atutem jest to, że jest jawny. To, w jaki sposób partie gospodarują publicznymi pieniędzmi, można sprawdzić w Państwowej Komisji Wyborczej. Stąd znane są wydatki czynione przez poszczególne ugrupowania. To zapobiega korupcji i niejasnym powiązaniom z biznesem i wpływowymi grupami. Nowe regulacje już tego by nie zapewniały. Platforma chce, by partie utrzymywały się ze składek, darowizn i, co jest nie do przyjęcia, z prowadzenia działalności gospodarczej. Ma ona być ograniczona do działalności wydawniczej, marketingowej i podnajmu powierzchni biurowej. Zawsze jednak styk polityki z biznesem rodzi podejrzenia, że może dochodzić do nieczystych sytuacji, a mówiąc wprost – do różnego typu nadużyć. Sfera działalności partii politycznych jest zupełnie inna – powinny służyć Polsce i społeczeństwu, a nie zajmować się zarabianiem pieniędzy. W mojej ocenie proponowane przez Platformę rozwiązania nie mają szansy na akceptację Sejmu. Większość partii jest im przeciwna. Zagłosują za nimi posłowie PO i być może Ruchu Palikota. Do niedawna sojusznikiem była Solidarna Polska, ale teraz zastanawia się, czy poprzeć projekt PO. Posłowie tej partii źle oceniają to, że partie mogłyby prowadzić działalność gospodarczą. To pokazuje, że może zbraknąć głosów do przyjęcia tej ustawy.

 

Ważne jest źródło finansowania

Andrzej Kosiniak-Kamysz, prezes małopolskiej organizacji PSL:

– Uważam, że przejrzystsze jest finansowanie partii z budżetu niż z innych źródeł. Zrozumiałe, że muszą one mieć środki na prowadzenie swojej działalności, ale skąd one pochodzą jest istotne. Chodzi o to, by uniknąć podejrzenia, że konta partyjne zasilają tacy darczyńcy, którzy mogą oczekiwać oddźwięczenia się za wsparcie. A takie zagrożenie należy brać pod uwagę. Przypomnę, że subwencje budżetowe zostały okrojone z powodu trudnej sytuacji finansowej państwa. Jednak nie znajduję uzasadnienia, by całkowicie odjeść od tej formy współfinansowania partii. Same środki ze składek członkowskich są niewystarczające. Oczywiście, obecnie obowiązujący system nie jest doskonały i można dyskutować o wprowadzeniu pewnych jego modyfikacji, które bardziej niż teraz określałyby, na co konkretnie wolno wydawać budżetowe pieniądze. Tak, by partie dokładnie wiedziały, jakie płatności, regulowane z subwencji budżetowej, są dopuszczalne, a jakich nie należy realizować. Nie dochodziłoby wówczas do takich sytuacji, jak teraz, gdy płacono za zakupy win, ubrań czy za ochronę prezesa. Zrozumiałe, że zostało to źle przyjęte przez opinię publiczną. Zanim ustawa przygotowana prze PO trafi pod sejmowe glosowanie, będzie czas na dyskusję o proponowanych w niej rozwiązaniach. Mam nadzieję, ż nowe regulacje nie zostaną przyjęte.

 

Nie poprzemy ustawy PO

Jan Bury, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PSL:

– Na dowód, że obecny system finansowania sprawdza się, świadczy to, że partie, które z niego korzystają oceniają go pozytywnie. Jedynie Solidarna Polsk chce jego zniesienia, co jest zrozumiałe, gdyż nie dostaje subwencji. Przywracanie systemu sprzed 12 lat jest nieporozumieniem. Twórcy obecnych regulacji chcieli transparentności i jawności finansów partyjnych. Okazało się jednak, że niektóre ugrupowania mają za dużo pieniędzy, bo stać je na luksusowe wydatki czy wyasygnowanie ponad 1 mln zł rocznie na ochronę prezesa. Przypomnę, że Waldemar Pawlak w ogóle z niej zrezygnował, choć mu się jako wicepremierowi należała. Jeździł do pracy pociągiem, co pokazuje, że Polska jest bezpiecznym krajem. Jeśli PO i PiS dostają za duże subwencje, to obniżmy je im na przykład o połowę. Będą wówczas miały środki nie na zbytki, lecz na bieżące funkcjonowanie. Mniejsze i średnie ugrupowania dysponują takimi subwencjami (5-6 ml zł), które tak naprawdę wystarczają na przeżycie. Na pewno PSL nie poprze projektu ustawy likwidującego finansowanie partii z budżetu. Zobaczymy, jakie będzie stanowisko innych ugrupowań. Przypomnę, że ten projekt wraca do systemu, który już był. Partie gospodarowały wówczas środkami pochodzącymi ze składek, darowizn i z prowadzenia działalności gospodarczej. Jaki jest więc sens wracać do tego, tylko z tego powodu, że media upubliczniły nieprawidłowości w wydatkach dwóch partii.

 

Partie nie powinny zarabiać

Marek Sawicki, poseł, członek RN PSL:

– Obecny system jest zdecydowanie lepszy od tego, który proponuje premier Donald Tusk. Przypomnę, że został wypracowany po 10 latach demokracji. Ekipy postsolidarnościowe budowały go w kontrze do starszych ugrupowań, w tym PSL, likwidując możliwość prowadzenia działalności gospodarczej jak i możliwość korzystania ze zgromadzonego przez dziesięciolecia majątku. Dziś, po 12 latach funkcjonowania obecnego systemu, ta sama ekipa mówi, że trzeba z niego zrezygnować. Duże partie były tak hojnie zasilane, że udało się Platformie zgromadzić 60 mln zł. Być może zechce zainwestować je w nieruchomości i podnajmować je, a więc prowadzić działalność gospodarczą. Stąd w projekcie rozwiązanie, które stwarza taką możliwość. Po raz kolejny pokazana jest więc tzw. moralność Kalego. Wcześniej innym nie wolno było zarabiać (i tu padały argumenty o niestosowności tego procederu), a nam teraz wolno. Jeśli obowiązujący system ma jakieś mankamenty, należy je usunąć. Na przykład, gdy nie wystarczą sprawozdania kwartalne, to można wprowadzić miesięczne lub księgowość on-line. Obraz wydatków partyjnych byłyby wówczas pełny i każdy mógłby go poznać. Niech wyborcy oceniają zasadność wydatków. Czy nowa ustawa zyska akceptację posłów? Trudno wyrokować, wszak w demokracji wszystko jest możliwe. PSL musi dużo rozmawiać, szukać stronników, którzy nie widzą potrzeby zmiany tego, co się sprawdza. Z pewnością ta dyskusja nie będzie łatwa.

 

To są populistyczne działania

Jarosław Kalinowski, eurodeputowany:

– Model obecny jest sprawdzony, zresztą nie tylko u nas. W większości krajów unijnych funkcjonuje podobny system finansowania partii politycznych. Działania premiera, który forsuje nowe rozwiązania, są czysto populistyczne. Trochę z nimi jest tak, jak ze złodziejaszkiem, który ukradł komuś portfel na ulicy i krzyczy: łapać złodzieja. Przecie to wino i ubrania kupował Donald Tusk, a nie kto inny. Partie muszą być w jakiś sposób finansowane, bo, jak powiedział premier Churchill, w demokracji nikt nic lepszego nie wymyślił. Wiadomo, kto najbardziej byłyby poszkodowany nowymi regulacjami. Przecież nie PO, lecz przede wszystkim średnie i małe ugrupowania. Nie jest tajemnicą, w jakiej sytuacji jest PSL. Przed 2001 r. mieliśmy majątek i nic od państwa nie chcieliśmy. Kazano nam się go pozbyć, bo za konieczne uznano wprowadzenie nowych rozwiązań, argumentując, że dotychczasowe są niezdrowe i korupcyjne. Dziś okazuje, że do poprzedniego systemu nie ma już zastrzeżeń. Mam nadzieję , że wyborcy na propozycję premiera Tuska się już nie nabiorą. Jaki będzie los ustawy PO w Sejmie? Zależy to od stanowiska posłów Ruchu Palikota i Solidarnej Polski. Dziś wiadomo tylko, że zagłosuje za nią Platforma Obywatelska.

 

Nie burzyć systemu

Genowefa Tokarska, poseł PSL:

– Nie widzę lepszego sposobu wsparcia partii politycznych niż finansowanie jej działalności z budżetu. Jest to czyste, legalne, czytelne. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by zwiększyć kontrole wydatkowania środków pochodzących z subwencji. To, że dwie partie nie rozliczały się z wydatków prawidłowo, nie jest powodem do likwidowania całego systemu i zastępowania go innym. Nie wyobrażam sobie innego niż teraz modelu zasilania partii. Wpłaty prywatnych osób zawsze obarczone są podejrzeniem o korupcję. Ktoś, kto daje pieniądze, może oczekiwać odwdzięczenia się. Groźba tego typu nacisków jest bardzo realna. A politycy mają dbać o interes wyborców, a nie swoich donatorów. Zamiast burzyć to, co się sprawdza, lepiej jest uściślić zasady wydawania środków przez partie. By nie było takich sytuacji, że z ich kont idą publiczne pieniądze na używki czy garnitury lub suknie żony premiera. Nie znajduję uzasadnienia, jak chce tego projekt PO, by partie mogły prowadzić działalność gospodarczą. Nie taka jest ich rola. Polityka rządzi się swoimi prawami i nie  powinna być łączona z biznesem. Moim zdaniem dyskusja o modelu finansowania partii byłaby bardziej merytoryczna, gdyby nie odbywała się teraz – po ujawnieniu nieprawidłowości w wydawaniu pieniędzy podatników.

 

Demokrację kreują wyborcy

Janusz Piechociński, prezes PSL, wicepremier, minister gospodarki:

– Powrót do starego pomysłu, że demokrację w Polsce będą kreować ci, którzy płacą na wybory, a mnie ci, którzy na nie chodzą, jest niebezpieczne. Choć, oczywiście, model budżetowy musi być bardziej transparentny i czytelny. Patologiczne jest natomiast wykorzystanie pieniędzy w niektórych formacjach, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma roku wyborczego. Nie chodzi tylko o wydawanie budżetowych środków na cygara i garnitury, ale przede wszystkim o opłacanie ciągłych sondaży, które mają zachęcać nas do tego, by polityka wokół nich się kręciła. Należy wyciągać wnioski i zadać sobie pytanie, dlaczego tak dużo pieniędzy idzie na niemal codzienne sondaże czy analizy. Chyba po to, by ich wyniki dziennikarze, politolodzy i socjolodzy mogli nieustannie komentować. Nie znajduję powodu do rezygnowania z obecnego systemu współfinansowania partii. Podobne są w innych krajach unijnych i jakoś nigdzie nie próbuje się ich likwidować. To samo mówi za siebie. Natomiast potrzebny jest umiar i racjonalność w dysponowaniu publicznym groszem.

Teresa Hurkała


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …