Polityka musi służyć gospodarce

Rozmowa z Januszem Piechocińskim, wicepremierem, ministrem gospodarki

• W pierwszym kwartale zamiast wzrostu PKB o 0,7 proc. odnotowaliśmy wzrost o zaledwie 0,4 proc. Wygląda na to, koniec kryzysu jest odleglejszy, niż jeszcze niedawno przewidywano i to w skali całego kontynentu. Czy politycy zdają sobie sprawę z tego, że zwykli ludzie mają coraz mniej cierpliwości, a zarazem oczekują od nich lekarstwa na tę sytuację,

– Nie ma co ukrywać, rzeczywiście żyjemy obecnie w czasach kryzysu i niepewności. Sześć kwartałów bez wzrostu unijnej gospodarki robi swoje. A zjawisko, które dotyka cały kontynent, musi mieć wpływ także na sytuację w Polsce. Zdajemy teraz test z dojrzałości politycznej i społecznej, bo niezwykle łatwo wykorzystać nastroje frustracji. Rozpocząć walkę polityczną i załatwianie zadawnionych porachunków personalnych. Można skupiać uwagę społeczeństwa na widowiskowych przemarszach i akcjach. A nuż ktoś uwierzy, że od strajków przybędzie miejsc pracy. Wciąż odwraca się uwagę od spraw najważniejszych, a skupia na roszadach personalnych, głosowaniach nad wotum nieufności dla kolejnych ministrów i rozważaniach, jakie będą wyniki wyborów w 2015 r. To kreowanie swojego rodzaju rzeczywistości zastępczej. Podczas, gdy zwykli ludzie oczekują od polityków czegoś zupełnie innego. Chcą skutecznych działań ułatwiających życie, stymulujących rozwój gospodarczy, łagodzących nierówności.

• Elity polityczne mogą podołać tym zadaniom?

– Musimy mieć świadomość, że nie tylko na członkach rządu i parlamentarzystach spoczywa los kraju. Nawet ciesząca się 100 proc. poparciem ekipa złożona z bezpartyjnych fachowców sama nie rozwiąże wszystkich problemów. Potrzebna jest aktywność instytucji, organizacji pozarządowych, samorządów, przedsiębiorców i związków zawodowych. I musi to być aktywność nastawiona nie na konfrontację, ale na wspólne poszukiwanie najlepszych rozwiązań. Nie doceniamy wciąż, jak ważny jest społeczny kapitał współdziałania.

• Czy pana apele o ogólnospołeczną debatę o gospodarce znajdują zrozumienie wśród polityków innych ugrupowań politycznych?

– O potrzebie takiej debaty mówiłem już pięć miesięcy temu, kiedy wchodziłem do rządu. Apelowałem, by określić priorytety rozwojowe, wskazać najbardziej opłacalne kierunki inwestowania unijnych pieniędzy, tak by w sposób trwały pobudziły one naszą przedsiębiorczość. Chciałem, byśmy zastanawiali się, jak gromadzić niezbędny wkład własny. Dzisiaj w PSL przechodzimy do kolejnych działań. Na mój wniosek Rada Naczelna przyjęła uchwałę zobowiązującą ludowców do zwołania w trybie pilnym w gminach, powiatach i województwach sesji poświeconych przedsiębiorczości. Trzeba przyjrzeć się dokładnie, jaki na danym terenie funkcjonuje przemysł, jakie są firmy, jakie mają potrzeby, co mogą dla nich zrobić samorządy, jak funkcjonuje oświata czy przygotowuje młodych ludzi do pracy w specjalnościach potrzebnych na rynku. Ponadto, jak działają urzędy pracy i różne typy inspekcje obsługujące przedsiębiorców. Trzeba wszystkich mobilizować do większego wysiłku. Tym bardziej, że kryzys w Europie, a spowolnienie w Polsce, jest w największej mierze kryzysem postaw. Należy też robić rachunek sumienia, na ile politycy mają odwagę podejmować trudne decyzje dotyczące najważniejszych kwestii, na ile instytucje służą obywatelom, zwiększają zaufanie do administracji i służb publicznych, rozstrzygając kwestie sporne i łagodząc napięcia, a kiedy działalność tych instytucji jest dysfunkcyjna i buduje mur nieufności obywateli do państwa.

• Można powiedzieć, że mamy kryzys niejako na własne życzenie. Przedsiębiorcy nie inwestują, choć mają na to własne środki. Ludzie ograniczyli zakupy i konsumpcja wewnętrzna nie pobudza już wzrostu gospodarczego.

– To jest właśnie jeden z objawów okresu niepewności, o którym już mówiłem. Jeżeli z parlamentu czy rządu płyną sygnały o zajmowaniu się naczelnych organów państwa kwestiami drugorzędnymi, to ta niepewność jutra wcale nie maleje. Wprost przeciwnie. Przypomnę jeszcze raz, że dla inwestorów zagranicznych najważniejszym kryterium przy podejmowaniu decyzji o wejściu na dany rynek nie jest jego chłonność czy niskie podatki, ale przewidywalność procesów politycznych i społecznych w tym kraju. To czynnik, który waży na decyzjach aż w 86 proc. Także krajowi przedsiębiorcy w sytuacji, którą uznają za niepewną, nie chcą podejmować ryzyka towarzyszącego inwestycjom. Przekazywany przez media obraz życia politycznego wcale ich nie uspokaja. Mamy do czynienia z ciągiem mniejszych lub większych sensacji lub skandali, odpowiednich dla tabloidów.

• Jak to zmienić?

– Trzeba przedstawić przedsiębiorcom ofertę aktywności państwa w obszarach gospodarki. Dotrzeć do nich bezpośrednio. Oni powinni zobaczyć szanse i dokonać wysiłku, by je wykorzystać. Takim obszarem jest między innymi współdziałanie nauki i biznesu. U nas wciąż jeszcze zbyt słabe. A jeśli gospodarka ma być innowacyjna, jeśli chcemy wchodzić na światowe rynki z nowymi produktami i technologiami, to nie dokonamy tego, powielając cudze. Musimy dysponować własnym zapleczem badawczym, nastawionym na praktyczne, możliwe do zastosowania w firmach rozwiązania. Wysiłku także muszą dokonać pracownicy instytucji z otoczenia gospodarki, by ułatwiać funkcjonowanie firm, a nie mnożyć biurokratyczne bariery. Stąd czwarta ustawa deregulacyjna, zmiany na granicach. Są też już pewne osiągnięcia. Po pół roku pracy w ministerstwie mógłbym wskazać ściągnięte do Polski zagraniczne firmy, dające tak potrzebne dziś miejsca pracy. Istotne są także inwestycje polskiego kapitału. Ważne jest zapewnienie korzystnych warunków w Specjalnych Strefach Ekonomicznych i  wspieranie innowacyjności. Na różne przedsięwzięcia związane z przedsiębiorczością mamy pieniądze. Do dyspozycji jest około 6 mld złotych z różnych źródeł – unijnych i krajowych. Chcę, by mechanizmom pomocy ze strony państwa przyjrzała się średnia i drobna przedsiębiorczość, bo ta duża ma już dobre rozeznanie. To będą nowe impulsy gospodarczego pobudzenia.

• Co w najbliższym czasie może być motorem napędowym naszej gospodarki?

– Eksport. Widzieliśmy to w zeszłym roku i podobnie jest w obecnym. Największą dynamikę obrotów odnotowujemy w kontaktach z krajami pozaeuropejskimi. Okazało się, że trafnie wytypowaliśmy w ubiegłym roku rynki dla nas perspektywiczne: Kanadę, Meksyk, Brazylię, Kazachstan, Algierię, Emiraty Arabskie, Turcję. Stąd też nasze zainteresowanie Afryką. Szukamy rynków, gdzie można ulokować nasze produkty, wiarygodnych i wypłacalnych partnerów handlowych. Co istotne, w obrotach z krajami spoza Europy mamy nadwyżkę w obrotach handlowych. A to wszystko przekłada się na miejsca pracy w Polsce. Podam bardzo prosty przykład – gdyby zrezygnować z eksportu drobiu, to produkcję trzeba by było ograniczyć o jedną trzecią. A to oznaczałoby wymierne straty dla producentów, handlowców oraz dla państwa. Polityka musi jak nigdy dotąd służyć gospodarce.

Teresa Hurkała         


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …