Rolnika portret własny

Dobrze prosperują, czy ledwie wiążą koniec z końcem? Biznesmeni czy pensjonariusze Unii Europejskiej? Jacy są polscy rolnicy 2013 r.? W mediach, w internecie i w wypowiedziach polityków jest mnóstwo sprzecznych sądów. Im mniej ktoś zna złożoną sytuację wsi, tym bardziej kategorycznie się wypowiada.

Uprzedzenia wobec wsi są ciągle żywe. Przybierają coraz to nową postać. Byli już kułacy, po nich równie złowrodzy badylarze. Teraz powszechny jest obraz leniwego rolnika, który nie płaci jakoby podatków, żeruje na innych podatnikach, korzystając z KRUS, a przede wszystkim, co najgorsze, przejada unijne dotacje. I dlaczego to właśnie rolnicy dostają unijne pieniądze, oburzają się na internauci na forach dyskusyjnych. 75 tys. zł wpływa na konto młodego rolnika, który założy rodzinę na tzw. łatwiejszy start w życie. Dlaczego ani grosza nie otrzymuje młody robotnik, nauczyciel czy pielęgniarka – pyta jeden z internautów. – Ja też bym chciał dostać taką gotówkę za nic – dodaje. Wielu publicystów z poważnych tytułów twierdzi z całym przekonaniem, że płatności obszarowe konserwują tylko archaiczną strukturę agrarną i są barierą w dążeniu do modernizacji wsi. Wskazują na tysiące drobnych gospodarstw, które nie produkują na rynek, a tylko spełniają funkcję socjalną. Jakoś nie chcą zauważyć, że bez nich drastycznie wzrosłoby bezrobocie, zwiększyłoby się obciążenia budżetu państwa. Woleliby zastąpić je gospodarstwami obszarniczymi. Dla wyznawców tych poglądów niewygodne jest tylko jedno – gigantyczny sukces polskiego eksportu rolno-spożywczego. Skoro lokujemy za granicą towary wartości 17 mld euro rocznie, to ktoś je musiał wyprodukować. A jeśli jest tak duży popyt na polską żywność, to musi być ona dobrej jakości. Zasmakowali w niej nie tylko Europejczycy, jej walory doceniają też Azjaci i Arabowie. Również polscy imigranci zostają przy polskich produktach. A przecież ledwie 10 lat temu wielu twierdziło, że polskie rolnictwo nie ma przyszłości i upieranie się przy jego ochronie podczas negocjacji akcesyjnych było niemal przestępstwem. Dowodzono, że tańszą i lepszą żywność sprowadzimy sobie z Francji, Niemiec czy Holandii. Dzisiaj nie przypomina się tych tez, a przecież szermowała nimi zarówno liberalna prawica, jak i będąca wtedy u władzy lewica.

Inwestują, a nie przejadają?

Kim są ludzie, którzy sprawili, że Polska jest postrzegana w Unii jako ekspansywny gracz, zagrożenie dla producentów rolnych w wielu krajach? To rolnicy gospodarujący z reguły na areałach powyżej 15 ha, produkujący na rynek, unowocześniający swoje gospodarstwa. Według GUS wszyscy rolnicy zainwestowali w 2011 roku 4,3 mld zł. Ponad 1,6 mld zł wydali na modernizację budynków gospodarskich oraz na zakup maszyn, urządzeń i narzędzi. W tym czasie kupili około 20 tys. ciągników. Nie jest więc prawdą, jak widzą to miastowi, że wieś przejadła miliardy euro, o czym mają świadczyć luksusowe auta w garażach rolników. Gdzie tak jest, internauta, którego bogactwo wsi kłuje w oczy, nie raczył powiedzieć. Z badania przeprowadzonego przez firmę Martin&Jacob na zlecenie banku BGŻ wyłania się obraz polskiego rolnika, który nie może podobać się „znawcom” wsi. Badanie to wykonano na przełomie 2012 i 2013 roku na reprezentatywnej grupie 1000 gospodarstw o powierzchni powyżej 15 hektarów. Na tej podstawie sporządzono profil polskiego rolnika. Jest nim czterdziestolatek, coraz lepiej wykształcony, który decyzje biznesowe podejmuje wspólnie z żoną. Połowa z nich ma co najmniej średnie wykształcenie, a 70 proc. gospodarstw zarządzanych jest przez stosunkowo młodych ludzi. Przykładają dużą wagę do kształcenia swoich dzieci, które wybierają głównie szkoły i studia rolnicze. Należy rozumieć, że przygotowują się do przejęcia gospodarstwa po rodzicach. Powinien więc ominąć nas problem braku następców, który jest dotkliwy na zachodzie Europy. Młodzi właściciele gospodarstw są otwarci na zmiany w sposobie prowadzenia biznesu i na wszelkie nowinki techniczne. Są zainteresowani podwyższaniem swoich kwalifikacji, chętnie więc biorą udział w różnego typu szkoleniach. Czytają prasę rolniczą, oglądają telewizyjne programy rolnicze, wiedzę czerpią też z internetu i jest to dla nich bardzo powszechne medium. Jeszcze w 2008 r. z internetu korzystało 52 proc. rolników, teraz już 82 proc. Komputer stał się dla nich narzędziem pracy. W nim poszukują informacji o możliwościach pozyskiwania unijnych środków i śledzą notowania cen artykułów rolnych.

W gospodarstwie jak w firmie

Wbrew stereotypom rolnicy nie narzekają na swoją sytuację i pozytywnie patrzą w przyszłość. Pieniądze przeznaczają na prowadzenie gospodarstwa rolnego oraz na życie codzienne. Około 60 proc. ankietowanych deklaruje, że miesięczne dochody netto mieszczą się w przedziale od 2 do 8 tys. Tylko 13 proc. z nich przyznaje, że na czysto ma zaledwie 2 tys. zł. Niewiele mniej – 9 proc. – uzyskuje miesięcznie powyżej 8 tys. zł. Znamienne, że co piąty badany nie chciał podać swoich zarobków, choć gwarantowano mu anonimowość. Wolą nie ujawniać swoich dochodów, bo a nuż ta informacja jakoś zostanie wykorzystana. Rolnicy posiadają konta w banku, coraz więcej z nich korzysta z kart płatniczych. Od banku oczekują porad dotyczących funduszy unijnych, rozwoju rynków rolnych, cen produktów oraz informacji o ubezpieczeniach. Chcą, by instrumenty finansowe oferowane przez bank wspierały rozwój gospodarstwa. – Analizy prowadzone od 5 lat wspólnie z Martin&Jacob pomagają nam nie tylko w zrozumieniu potrzeb i oczekiwać klientów, ale przede wszystkim dostosowaniu się do dynamicznie zmieniającego się rynku rolnego – przekonuje Witold Okarma, wiceprezes zarządu BGŻ. Badania pokazuje, że rolnicy śledzą trendy na rynku, na którym działają. Wysuwają z nich wnioski dla swojego gospodarstwa. Starają się dostosować do jego wymogów, by poprawić rentowność produkcji. Bolą ich opinie, że manna sama leci im z nieba, a Unię traktują jak dojną krowę. Reagują, gdy na forum dyskusyjnym ktoś zarzuca im, że nieustannie jęczą, jak to im źle, a o swoje przywileje potrafią walczyć, bo jak wszyscy chłopi są pazerni. – W gospodarstwie jest podobnie jak we własnej firmie. Jeśli chcesz się rozwijać, musisz inwestować i każdą złotówkę oglądać dwa razy. Jeśli ktoś uważa, że to łatwe, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbował tego miodu. Niech za marne pieniądze kupi dom (wiele pustych jest do wzięcia) oraz ziemie i zacznie gospodarować. I niech robi te kokosy – zachęca Adam Buczek, właściciel 30 ha gospodarstwa.

Stereotypy i uprzedzenia

Ciekawe, że wypowiedzi rolników na forach internetowych są merytoryczne i wyważone. Natomiast ci, którym się wydaje, że wiedzą wszystko o rolnictwie i wsi, potrafią tylko dawać upust zawiści i niechęci. To prawdziwy przegląd antywiejskich fobii, a zarazem przygnębiający materiał dla kogoś, kto bada polskie kompleksy i przesądy. Rolnikom zarzuca się wszystko: żerowanie na dopłatach, KRUS, lenistwo, pazerność, pijaństwo itp. Z krytyką opartą na jakichś prawdziwych danych nie ma to nic wspólnego. – Wtedy, gdy ludzie masowo zaczną uciekać z miast na wieś, oznaczać to będzie, że żyje się na niej lepiej. Tak się dotąd nie dzieje. Łatwo odpowiedzieć, dlaczego – zauważa jeden z rolników na forum internetowym. Parytet dochodów między miastem a wsią jest cały czas niekorzystny dla rolników. Zarabiają oni 65 proc. tego, ile pozyskują z pracy zatrudnieni w mieście.

Teresa Hurkała


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …