Dlaczego Polacy wolą małe sklepiki?

Wszyscy dążymy do tego, żeby mieć więcej i lepiej. I jest to naturalne. Większy samochód, większe mieszkanie, „większe” konto, lepszy komputer czy komórkę itd. Ale czy zawsze wybieramy wszystko co większe? I czy to „większe” jest lepsze?

Według danych firmy badawczej Nielsen, która zajmuje się badaniem tego co kupujemy, wybór „większego” nie zawsze idzie w parze z jakością i różnorodnością zakupów.

Według ich badań wynika, iż aż co trzeci Polak mięso, wędliny i drób kupuje w małych sklepach firmowych lub bezpośrednio w sklepikach przy masarniach. Zapytaliśmy w kilku sklepach firmowych dlaczego tak się dzieje… – Zamawiamy od producenta tyle mięsa, ile nam „schodzi” – mówi pani Marzena z jednego z podwarszawskich mięsnych sklepów firmowych. – Niestety, tak jest, że czasami (szczególnie po południu) towaru nam po prostu brakuje. Jednak klientów to nie zraża – zapewnia. Dodaje również, że wystarczy sobie zamówić dany gatunek mięsa, aby po pracy można było go odebrać ze sklepu. – Górujemy nad marketami może nie tyle ceną, bo zdarza się, że u nas jest nieco drożej, ale na pewno świeżością i jakością towaru – przekonuje.

Więc istnieje jeszcze sektor w handlu dający szansę i nadzieję na rozwój lokalnych kupców i rodzimych producentów dobrej, polskiej żywności oraz na skuteczne konkurowanie z zagranicznym kapitałem sieciowym.

Wiele osób znalazło swój mały „smal biznes” za pośrednictwem Urzędu Pracy. Wystarczy mieć pomysł, miejsce i „wstrzelić się” w realia danej miejscowości. – Potwierdzam to. Ja tak zrobiłem to udało się – cieszy się Wojciech Jarzewski z podwrocławskiej miejscowości. – Do mnie ludzie nie przyjeżdżają jedynie po świątecznego karpia, ale i po inne smaczne ryby przez cały rok. A klientów mam wielu – i to z Wrocławia, z okolic, a nawet z Legnicy! A to wszystko przez firmę, którą mam od niecałego roku! – dodaje z dumą.

Innego zdania jest pan Krzysztof z Tucholi. – Ja wolę pojechać nawet do Bydgoszczy czy do Torunia do wielkiego marketu, bo kupię tam wszystko, za jednym zamachem i to na tydzień lub dwa – tłumaczy. – Pracuję i nie mam czasu na „rozdrabnianie” zakupów, a poza tym w dużych marketach jest wiele promocji, a u nas? Nie, tego nie ma – przekonuje.

Jednak nie tylko mięso kupujemy w mniejszych sklepikach. Ponad 29 procent klientów w małych, osiedlowych lub specjalistycznych sklepikach kupuje też ryby. Powodem tego jest to, że mają zawsze świeży towar. – Niestety, wędzonej tuszy z makreli dzisiaj nie mamy. Będzie w czwartek – informuje sprzedawczyni sklepiku rybnego. – Musimy mieć wszystko zawsze świeże i w miarę niskiej cenie. Wtedy do nas ludzie przychodzą. Ufają nam i cenią nasz towar. Stąd możemy całkiem dobrze funkcjonować. Świeżość i jakość to nasza dewiza – dodaje.

Na taką opinię wskazują również badania rynku. Polacy mają dobre rozeznanie zakupowe i wspierają swoim wyborem istnienie lokalnych piekarni, sklepów mięsnych, rybnych i warzywnych oraz targowisk, gdzie można nabyć wysokiej jakości żywność często wprost od producenta.

Co ciekawe, gdy statystyczny Europejczyk deklaruje wybór supermarketu na miejsce zakupu świeżej żywności, polski konsument wskazuje, iż najczęściej wybiera sklep „specjalistyczny” ( tj. masarnie, piekarnie itd.).

Jednak „statystyczny” Europejczyk zdecydowanie opowiada się za zakupami ryb i mięsa w supermarkecie, a sklepy specjalistyczne wybiera mniej niż 1/5 klientów wynika z badań Nielsena.

Ale francuz polskiego pochodzenia na postawione pytanie czy kupować w „małym” czy w „dużym” odpowiada błyskawicznie: „W małym”. Jednak szybko dodaje – Wiele osób nie stać na zakup w lokalnych sklepikach – mówi Mariusz Sapota z Orleanu (Francja). – Poza tym mamy tutaj wygodę, bo kupuję wszystko i za jednym „zamachem”.

A gdzie kupić dobre ciasto czy chleb? – Po południu pójdę do prywatnej piekarni. Tam, jak wcześniej zamówię – to dostanę. Dobre, świeże, pachnące. Fakt. Mógłbym kupić w markecie, ale to nie to samo – przyznaje Sapota – I tu przykład: w markecie mogę kupić bagietki za 50 eurocentów. Ale ja wolę te za 1,45 euro i mieć je na dłużej, bo dłużej zachowują świeżość i są pyszne…

Nie inaczej zachowują się klienci w Polsce. Ponad 30 procent z nich po pieczywo udaje się do piekarni lub lokalnych sklepów, które zamawiają – często jeszcze ciepłe pieczywo – do swoich sklepów…

Jako, że niemal 45 procent wydatków w gospodarstwie domowym stanowią wydatki na żywność próbujemy kupić to co najlepsze, a nie koniecznie najtańsze. Stąd też kupujemy mniej żywności w dużych marketach, a więcej w sklepach osiedlowych.

– Prowadzę ten warzywniak już od ponad dziesięciu lat. Mam stałych klientów, którzy u mnie kupują. Nie są to oczywiście jakieś finansowe „kokosy”, ale cieszę się, że do mnie wracają – mówi Janusz Mizerski z Głuchołaz. – Ja tu zawsze kupuję i będę kupowała – deklaruje pani Jezierska, klientka warzywniaka. Po pierwsze taniej, a po drugie zdrowiej. A jak coś jest nie tak, np. marchewka nieco „zwiędnięta”, to właściciel obniża mi cenę – mówi z dumą. – Ja wiem, że on ma wszystko ze swojej „plantacji” i nie pryskane pescytadami itd., a więc są świeże i zdrowe, nie to co w marketach, zmarznięte, „opryskane” i do niczego. Ładnie wyglądają na półkach, ale już w domu to nie – dodaje.

Wojciech Andrzej Szydłowski


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …