PSL i PJN stawiają na dialog

Polska jest podzielona jak nigdy dotąd. Zamiast dyskusji mamy w polityce wymianę oskarżeń. Wszyscy mówią, nikt nie słucha. Każdy głos obozu przeciwnego jest traktowany jako atak. Poznajemy w pełni złowrogi sens określenia „polskie piekiełko”.

Wyjście jest jedno: uznanie, że ci, z którymi się nie zgadzamy, też mogą mieć coś ważnego do powiedzenia i trzeba tego przynajmniej wysłuchać. Taka myśl przyświecała organizatorom debaty między politykami PSL i PJN na tematy europejskie. Pozycja Polski w Unii Europejskiej zależy od naszej aktywności i wspólnej obrony naszych interesów przez wszystkie znaczące siły polityczne. Potrzebne jest wypracowanie wspólnego stanowiska ponad podziałami partyjnymi. Tego wymaga dobro kraju, gdyż decyzje, które zapadają obecnie, przesadzą o kształcie Europy na dłuższy czas. Kryzys wymusił bowiem przyspieszenie pewnych tendencji integracyjnych, a zarazem wzmocnił narodowe egoizmy. Dziś można usłyszeć, że ten, kto nie nadąża, jest sam sobie winien, a Europa nie może czekać na maruderów. Jest to złamanie zasady solidarności, która legła u fundamentów zjednoczonej Europy. Jeśli nie przeciwstawimy się temu dziś, to niezależnie kto za kilkanaście lat będzie rządził nad Wisłą, nasz kraj znajdzie się na peryferiach Wspólnoty. Uczestnicy debaty zgadzali się, że o Unii nie wolno myśleć ani sceptycznie, ani entuzjastycznie, lecz pragmatycznie. Politycy podkreślali, że mimo trudności, jakie przeżywa dziś Unia, ostatnie lata są dla Polski najlepsze. Gigantyczne zasilanie unijnymi środkami pozwoliło nam dokonać skoku cywilizacyjnego. Zagrożeniem jest spadek konkurencyjności Europy na globalnym rynku. Stąd konieczne jest budowanie jej przewag, jakim jest innowacyjna gospodarka oparta na wiedzy. Ważne jest też pobudzanie przedsiębiorczości, bo to małe i średnie firmy tworzą gros dochodu narodowego i dają najtrwalsze miejsc pracy. A tych tak bardzo dziś potrzebują młodzi Europejczycy. Wyzwania, jakie stawia przed Unią globalizacja i kryzys ekonomiczny, wymagają odpowiedzi. Polska w tej dyskusji musi uczestniczyć.

Nasz głos będzie słyszalny w Europie, jeżeli wypracujemy jednolite stanowisko ponadpartyjnymi podziałami. Platformą do takich dyskusji jest Centrum dla Polaków. Na pierwszym spotkaniu polityków PSL i PJN debatowano o tym, co wyznaczy miejsce Polski w Unii Europejskiej i jakie działania należy podjąć, byśmy mieli w niej mocną pozycję.

Od kilku lat polskie życie publiczne coraz bardziej przypomina rozmowy niesłyszących: każdy mówi co ma do powiedzenia, nie zwracając uwagi na słowa innych. Konflikt między największymi ugrupowaniami jest tak głęboki, że trudno liczyć na dialog między nimi. Zwłaszcza PiS, rozdające cenzurki prawdziwych Polaków, ma skłonność do wyłączania oponentów ze wspólnoty narodowej. Pora uświadomić sobie, że to jest droga donikąd. Niezależnie od tego, jakie będą wyniki przyszłych wyborów, to ci, którzy demonstrują pod Pałacem Prezydenckim i ci, którzy wypowiadają się o nich lekceważąco, wciąż będą mieszkać nad Wisłą. Jeśli jednak nie mamy stać się chorym człowiekiem Europy, jeśli chcemy coś w niej znaczyć, to musimy najpierw zacząć rozmawiać z sobą. Chodzi o wspólne zastanowienie się nad sprawami najważniejszymi dla narodu. Ludzie, którzy myślą tak samo nie muszą z sobą dyskutować. Natomiast w prezentacji różnych poglądów może ukształtować się coś, co będzie twórczym wkładem Polaków w przyszłość Europy. Spotkanie polityków PSL: Janusza Piechocińskiego, Jarosława Kalinowskiego, Andrzeja Grzyba i polityków PJN: Pawła Kowala, Marka Migalskiego, Pawła Poncyliusza było pierwszą debatą o ważnych zagadnieniach. Hasłem tej debaty było: „Impuls dla Europy. Mniej regulacji, więcej konkurencyjności”.

Unia dwóch prędkości

-Szukamy dzisiaj wspólnej, ponadpartyjnej odpowiedzi na wyzwania, jakie stawia przed nami globalizacja i kryzys ekonomiczny. Nie ma czasu do stracenia, ponieważ tempo zmian w świecie jest ogromne, a kryzys jeszcze je przyspieszył. Nowy kształt Wspólnoty budowany jest każdego dnia. Niestety, mamy skłonność do niedostrzegania tych zjawisk w Europie. Myślimy  o niej wtedy, kiedy zagrożone są przeznaczone dla nas środki z unijnego budżetu. A trzeba nieustannie śledzić wydarzenia i na nie reagować – powiedział Janusz Piechociński. Wicepremier zaznaczył, że mamy prawo współtworzyć te procesy, ale jest to tylko szansa. Jeśli pozostaniemy bierni, rozstrzygnięcia zapadną bez naszego udziału. Żeby przedstawić europejskim partnerom nasze koncepcje, musimy najpierw na gruncie krajowym wypracować wspólne stanowisko. Zdaniem Pawła Kowala powinniśmy zastanowić się nad tymi posunięciami, których należy dokonać w ciągu najbliższych 7 lat. Może być to bowiem okres tworzenia się Unii dwóch prędkości. Powstaną nowe instytucje, nowe ramy prawne, dotyczące na przykład kontroli budżetów państw członkowskich. Z całą pewnością jądrem Wspólnoty stanie się strefa euro, ale my sami musimy zdecydować, czy do niej wchodzimy. Eurodeputowany podkreślił, że to kapitał społeczny, przedsiębiorczość i innowacyjność wyznaczają dziś przewagę konkurencyjną we współczesnym świecie. Dlatego wydając unijne fundusze, trzeba to mieć na uwadze. Przykład Hiszpanii, w której zbudowano lotniska świecące obecnie pustkami i autostrady, na których utrzymanie brakuje pieniędzy, ostrzega przed lokowaniem gros tych środków w infrastrukturę.

Społeczeństwo europejskie przechodzi na emeryturę

Janusz Piechociński zaznaczył, że w proces decydowania o kierunkach inwestycji powinno być w pełni włączone całe społeczeństwo. Jest złudzeniem, że rząd najlepiej wie o wszystkim i znajdzie lekarstwo na każdą bolączkę. Ludzie znają swoje potrzeby i należy im stworzyć możliwości ich artykułowania. Marek Migalski zwrócił uwagę na to, że wciąż nie wiadomo, kto będzie miał największy wpływ na decyzje podejmowane przez Unię. Czy technokraci, czy też przedstawiciele społeczeństw w Parlamencie Europejskim? Niezbędne jest zwiększenie demokratycznej kontroli, ale do tego eurodeputowani muszą mieć silniejszą legitymację. Trudno zaś o nią, jeżeli zainteresowanie wyborami jest nikłe, a frekwencja kształtuje się na poziomie 23 proc. W Polsce o UE mówi się euroentuzjastycznie, albo eurosceptycznie. A powinniśmy oceniać ją pragmatycznie. – Mimo trudności, jakie przeżywa dziś Unia, ostatnie lata są dla naszego kraju najlepszymi. Zagrożeniem jest spadek konkurencyjności Europy na globalnym rynku. Społeczeństwo europejskie przechodzi na emeryturę, w ciągu najbliższych lat liczba czynnych zawodowo osób zmniejszy się o 14 mln. W Polsce do 2020 r. przy 2 proc. wzroście PKB deficyt ubezpieczeń społecznych sięgnie 100 mld zł. To pokazuje, że konieczne są zmiany w systemie emerytalnym. Trzeba też zastanowić się, jak ochronić młode pokolenie przed podwyżkami podatków– powiedział Jarosław Kalinowski.

Budowanie przewag konkurencyjnych

Zdaniem Pawła Poncyliusza Unia musi wrócić do źródeł. Strategia Lizbońska miała zwiększyć konkurencyjność Europy w świecie. To się nie udało. Konkurencję tak z Europą jak i USA wygrywają Chiny, Indie, Brazylia czy Indonezja. Unia słusznie stawia na innowacyjność swoich gospodarek, lecz nie mniej ważna jest przedsiębiorczość. To małe i średnie firmy tworzą gros dochodu narodowego. Mogłyby jeszcze więcej, ale należy uwolnić je od barier administracyjnych i nadmiaru regulacji. Siła gospodarki nie opiera się na wielkich koncernach, lecz na upowszechnieniu przedsiębiorczości – stwierdził Andrzej Grzyb. 20 mln małych firm funkcjonuje w Europie i to one dają najtrwalsze miejsca pracy. Nie emigrują jak koncerny tam, gdzie jest taniej. Jeśli nie odbudujemy w Unii 5 mln miejsc pracy właśnie w sektorze MSP, to kryzysu nie pokonamy – dodał eurodeputowany. Janusz Piechociński zwrócił uwagę, że państwo nie powinno wszystkiego brać na siebie, ale musi kreować aktywne społeczeństwo. Bez mobilizacji sił społecznych, bezrobocie wśród młodych ludzi będzie jeszcze rosło. Do niedawna atutem Polski były niskie koszty pracy, niskie podatki oraz tania energia. Te przewagi już słabną, stąd konieczne jest postawienie na kapitał ludzki i wskazanie priorytetów rozwojowych. Jednym z nich może być branża IT, której obroty gwałtownie rosną. Szansą na tworzenie nowych miejsc pracy jest inwestowanie w odnawialne źródła energii – zauważył Jarosław Kalinowski. W Niemczech OZE dały już 200 tys. miejsc pracy, a za 10 lat o tyle samo więcej. W Polsce w odnawialną energię inwestują głównie duże przedsiębiorstwa, a powinniśmy pójść śladem zachodniego sąsiada i postawić na rozproszone jej źródła. To ważne, bo przegrywa się konkurencję bez taniej energii.

Interes Polski jest wspólny

Mankamentem polskiej nauki jest to, że funkcjonuje ona w oderwaniu od gospodarki. To się musi zmienić, gdyż w obecnym świecie to wiedza i nowe technologie budują potencjał gospodarczy kraju – podkreślił Janusz Piechociński. Zbyt niskie są w u nas nakłady na naukę – tylko 0,4 proc. PKB. Jednak sami naukowcy nie dość skutecznie sięgają po unijne środki. Na 3 tys. projektów badawczych tylko 12 polskich zespołów zdobyło dofinansowanie. W konkursie dla studentów spośród 536 grantów tylko jeden przypadł studentowi z Polski – zwrócił uwagę Marek Migalski. Ogromne środki, która Polska dostała na lata 2014-2020 muszą być jak najlepiej wykorzystane, zwłaszcza, że może to być ostatnie tak duże zasilanie unijnymi funduszami. – Zainwestujmy w klasę średnią – apelował Paweł Kowal. To nam się wszystkim opłaca. Trzeba znaleźć sposób, jak to zrobić. Zdaniem Pawła Poncyliusza musimy wyznaczyć na czym nam najbardziej zależy, jakie są nasze priorytety. Niemcy pilnują swoich interesów w przemyśle chemicznym i farmaceutycznym, Francja dba o energetykę atomową i rolnictwo. My też tak musimy działać. – Powinniśmy więcej środków przeznaczać na rozwój i poprawę konkurencyjności naszej gospodarki, ale też odbudowywać kapitał społecznego zaufania, który jest u nas zatrważająco niski. Nie da się skutecznie działać bez zaufania do wspólnika w firmie, do partnerów z innych przedsiębiorstw. Politycy nie mogą  zapominać, że służą ludziom Zaspokajanie ich potrzeb powinno być najważniejsze w ich działaniach – stwierdził Janusz Piechociński. O kluczowych dla kraju kwestiach należy dyskutować merytorycznie, a nie politycznie. I mimo różnic, rozmawiać ze wszystkimi siłami politycznymi. Interes Polski jest przecież wspólny.

Teresa Hurkała

Fot. Wiesław Sumiński


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …