Czego Polska dziś naprawdę potrzebuje?

Rozmowa z Jarosławem KALINOWSKIM, przewodniczącym Rady Naczelnej PSL, eurodeputowanym:

• Po rozstrzygnięciach szczytu unijnego premier ogłosił, że odnieśliśmy zwycięstwo, opozycja mówi o klęsce. Jaka jest pana ocena tego, co ustalono w Brukseli?

– Jeśli weźmie się pod uwagę saldo, zestawi dotychczasowe 101 mld euro ze 106 mld euro, które udało się nam uzyskać, to trudno się dziwić premierowi, że mówi o sukcesie. Zwłaszcza, że Polska jest jedynym obok Słowacji krajem, który z tego okrojonego budżetu dostanie więcej niż do tej pory. Jednak jako ktoś kto zajmuje się obszarami wiejskimi, już o takim sukcesie nie mogę mówić. Gdy zastosować przeliczenie według cen stałych z 2011 r. i zestawić kończącą się perspektywę finansową z nową, to nie uda się ukryć, że na rolnictwo mamy o 720 mln euro mniej. Z kolei gdyby liczyć według cen bieżących, to łącznie w I i II filarze mamy wzrost o 3,4 mld euro. Dopłaty utrzymają się na poziomie obecnego roku, natomiast zdecydowany spadek odnotujemy w II filarze. Wydaje się jednak, że na ostateczne oceny jest jeszcze za wcześnie.

• Dlaczego?

Wiele bowiem  zależy od tego, jak zostaną zrealizowane koalicyjne ustalenia. Bardzo realne jest to w odniesieniu do dopłat. I tutaj dzięki przesunięciu środków powinniśmy osiągnąć średnią unijną. To jednak pochłonie 25 proc. funduszy II filaru, który i tak jest okrojony. Tymczasem II filar to motor procesów modernizacyjnych na polskiej wsi. Dzięki tym środkom nasi producenci sprostali zagranicznej konkurencji. Jeżeli dziś mówimy o sukcesie w eksporcie towarów rolno-spożywczych, to w znacznej mierze jest to efekt inwestowania tych właśnie pieniędzy.

• Wskazuje się na możliwość finansowania modernizacji wsi i rolnictwa funduszami z polityki spójności.

– Jeśli tak się stanie, a już przygotowywana jest umowa między ministerstwami rolnictwa i rozwoju regionalnego, to jest szansa na załatanie części ubytków w II filarze. Ale w ten sposób oczywiście nie wyrówna się wszystkiego. Jest natomiast możliwość sfinansowania części zadań, zasilanych do tej pory środkami z II filaru, przez budżet krajowy. Chodzi o programy rolno-środowiskowe i modernizacyjne. UE określiła, że w II filarze pieniądze unijne mogą pokryć do 75 proc. kosztów konkretnego projektu. Trzeba precyzyjnie obliczyć, jakie będą potrzeby zasilania programów modernizacyjnych z krajowego budżetu. Jeżeli chcemy utrzymać dotychczasowe tempo przemian w rolnictwie i jego najbliższym otoczeniu, musimy zrobić to szybko. W II połowie bieżącego roku propozycja wielkości współfinansowania programów z II filara WPR z budżetu krajowego musi być przedstawiona w Brukseli. Ta propozycja będzie obowiązywała przez 7 lat.

• Czy w rządzie jest sprzyjająca atmosfera do podjęcia decyzji o wprowadzeniu tego typu rozwiązań?

-W Kopenhadze, w 2002 r. wywalczyliśmy prawo wspierania dopłat bezpośrednich z krajowego budżetu i poszły na ten cel niemałe środki, chociaż sytuacja gospodarcza w kraju w momencie ujawnienia tzw. dziury Bauca, wcale nie była łatwa. Dlatego dziś podobnej wielkości środki powinny być skierowane na modernizację rolnictwa. Gwarantem tego kierunku działań jest PSL.

• Być może w naszej strategii negocjacyjnej polski rząd popełnił błąd, koncentrując się na obronie wielkości funduszy z polityki spójności, a walkę o budżet na rolnictwo zostawiając Francji?

– Polska miała szansę uzyskać około 70 mld euro z polityki spójności, a na politykę rolną 30 mld euro. Premier przyjął, że priorytetem będą fundusze na spójność, bo chodzi o ogromne zasilanie. Liczył na to, że Francja nie pozwoli na zmniejszenie budżetu na rolnictwo. I był to błąd, gdyż Francuzom zależało tylko na dopłatach, a II filar ich właściwie nie interesował. Dla nas ważne są zarówno dopłaty jak i środki na modernizację. W ciągu następnych 7 lat budżet na wspólną politykę rolną zmniejszy się o 40 mld euro. Ucierpiał głównie II filar, a my byliśmy jego największym beneficjentem.

• Nie irytuje pana troska Leszka Millera o to, że na wieś mniej pieniędzy spłynie. Czy to nie jest hipokryzja?

-Wielka hipokryzja. Doskonale pamiętam, co się działo w trakcie negocjacji akcesyjnych w Kopenhadze i mój spór z Leszkiem Millerem. Przecież to on przekonywał, że 25 proc. dopłaty polskim rolnikom wystarczą i nie ma powodu, by walczyć o więcej. Dopiero moja bezkompromisowa postawa w rządzie i twardy sprzeciw PSL oraz świadomość, że mieszkańcy wsi też biorą udział w referendum i mogą, niezadowoleni z ustaleń, zagłosować przeciw wstąpieniu Polski do UE, przekonał polityków SLD.  Stronnictwo od początku stało na stanowisku, że muszą być spełnione określone warunki, byśmy powiedzieli tak Unii. To, co mówi teraz Leszek Miller nie wynika z troski o wieś, lecz z kalkulacji politycznych.

• Ten rok będzie trudny dla Polski. Gospodarka wyraźnie hamuje, czego efektem jest bezprecedensowy skok bezrobocia. Tylko w styczniu pracę straciło ponad 100 tys. Polaków. Czy są jakieś szanse, by przeciwdziałać temu zjawisku?

-Nie można biernie przyglądać się wzrostowi bezrobocia. Rząd musi z nim walczyć. Dobrym pomysłem jest program „Inwestycje polskie”. Fundusze z niego pozwolą wypełnić lukę, która tworzy się między napływem unijnych środków pomiędzy obecną, a kolejną perspektywą finansową. Te 40 mld zł, które zostaną wpompowane w gospodarkę, da pewien oddech. Pomóc powinny uruchomione środki z Funduszu Pracy oraz poprawa efektywności działań urzędów pracy. Dużo zależy od tego, co będzie działo się gospodarce europejskiej. Ale nie możemy liczyć tylko na to, że nam będzie lepiej, gdy poprawi się koniunktura w Niemczech czy we Francji. Konieczne jest myślenie długofalowe. Niestety, przewagi konkurencyjne Polski powoli się wyczerpują. Jesteśmy już mniej atrakcyjni dla inwestorów. Musimy starać się poprawić tę konkurencyjność.

• Prawdziwym dramatem i marnotrawstwem społecznego kapitału jest bezrobocie młodych ludzi. Jeśli wyjadą z kraju, stracimy ich na zawsze. Jeżeli zostaną, zmarnują najlepsze lata swego życia. Jak im pomóc?  

-Powinniśmy wrócić do pomysłów sprzed lat dotyczących obniżenia kosztów pracy. Dla młodego pokolenia, dla tych, którzy rozpoczynają swą karierę  zawodową, trzeba stworzyć alternatywny system ubezpieczeniowo-podatkowy. Spowodowałoby to zmniejszenie kosztów pracy. Przyciągnęłoby to inwestorów. A to oni tworzą miejsca pracy. Ponadto z nowego unijnego budżetu duża część środków musi być wydana na poprawę stanu infrastruktury, co zachęciłoby inwestorów do lokowania swoich przedsięwzięć u nas.

• Z kryzysem gospodarczym Europa walczy głównie poprzez cięcia wydatków. Taka strategia hamuje gospodarkę. Czy nie należy zacząć ją pobudzać?

-Przypomnę, że Waldemar Pawlak zawsze powtarzał, iż nie tylko trzeba oszczędzać, ale też należy nauczyć się zarabiać. Nie wszyscy podzielają ten pogląd. Politycy po szczycie w Brukseli wyjechali zadowoleni. Doprowadzili do cięć w unijnym budżecie.  A oznacza to, że jest on mniej prorozwojowy. Unia mniej środków przeznaczy na innowacje, badania i naukę, przedsiębiorczość. To spowoduje, że pogorszy się jej konkurencyjność w świecie. Państwa patrzyły na budżet poprzez przepływy środków (ile wpłacają, a ile dostają), a nie na jego możliwości prorozwojowe. Z tego punktu widzenia unijny budżet nie jest sukcesem.

• Powinniśmy wchodzić do strefy euro? Jeśli tak, to kiedy i na jakich warunkach?

-Nasza gospodarka musi spełniać wymogi Traktatu z Maastricht, a więc określone przez niego kryteria finansowe. Czy i kiedy wejdziemy, musi być uzależnione od zimnej kalkulacji – czy to jest korzystne dla gospodarki. Precyzując – czy pozostanie poza strefą euro daje nam większe profity niż obecność w niej. To powinno być przedmiotem wnikliwej analizy, Jeśli wykaże, że to się nam opłaci, wchodzimy, jeśli nie, zachowujemy dotychczasowy status.

• Sondaże pokazują, że większość – 59 proc. – Polaków jest przeciwnych wejściu do strefy euro.

-Nie ma co się temu dziwić. To, że po wybuchu kryzysu nie byliśmy w strefie euro, w dużej mierze  uchroniło naszą gospodarkę przed poważnymi perturbacjami. Elastyczny kurs złotego dał nam przewagę w eksporcie. Jeszcze raz podkreślam – wejście do strefy euro musi być podyktowane rachunkiem ekonomicznym. Racje polityczne nie liczą się, bo ten krok nie oznacza, jak to niektórzy dowodzą, utraty suwerenności.

• Czy o przynależności do strefy euro powinni wypowiedzieć się wszyscy w referendum?

– O tym Polacy już się wypowiedzieli w referendum akcesyjnym.  Oczywiście, powinni poznać wszystkie argumenty za i przeciw  tej decyzji. Rząd musi społeczeństwo o tym poinformować.

• Po okresie „zabetonowania” polskiej sceny politycznej, przyszła pora na tworzenie koalicji – tak w centrum, jaki i na lewicy. Czy te inicjatywy mają szansę powodzenia i co mogą zmienić na naszej scenie politycznej?

-W porównaniu do naszych sąsiadów nasza scena polityczna jest ułomna. Lewica od wielu lat jest bardzo słaba i nie ma szansy być alternatywą dla prawicy i centroprawicy. Myślę, że inicjatywa Aleksandra Kwaśniewskiego jakąś szansę daje, ale daleka jeszcze droga do tego. Jeżeli były prezydent wróci do polityki, centrolewica może się odbudować. Gdy jego nazwisko będzie tylko szyldem, tak się nie stanie. My powinniśmy robić swoje i szukać sprzymierzeńców, którym zależy na rozwiązywaniu ważnych dla ludzi i Polski problemów. Nie da się ukryć, że PSL, jako partia centrowa, jest gwarantem stabilności politycznej w kraju.

• Czy nowy lider i nowy sposób kierowania Stronnictwem zmienił postrzeganie PSL przez wyborców?

-Na pewno Janusz Piechociński jest innym typem polityka i lidera niż był Waldemar Pawlak. Natomiast efekty innego sposobu kierowania Stronnictwem poznamy w najbliższych wyborach. Chciałbym, żeby spełnił się cel stawiany przez prezesa Piechocińskiego, czyli dwucyfrowy wynik w wyborach. Są na to szanse, ale aktywność samego lidera nie wystarczy. To musi być nasze wspólne działanie i wiara, że jest to możliwe. Zawsze podkreślam, że siłą PSL jest różnorodność. Ważna jest siła lidera, ale i współodpowiedzialność za partię każdego z nas, poczynając od NKW do struktur gminnych. To jest gwarancja naszego powodzenia i wzmocnienia pozycji.

• Czasy są ciężkie, ale koalicja trwa w kształcie uzgodnionym 5 lat temu. Jakie obecnie najpilniejsze zadania stoją przed ludowcami w rządzie?

-Nie bez powodu oprócz rolnictwa, z którym jesteśmy tradycyjnie kojarzeni, odpowiadamy też za gospodarkę, pracę i politykę społeczną. Dzisiejsze społeczeństwo i gospodarka są tak złożone, że działając w jednej dziedzinie, wpływa się na inne. Toteż partia, która ma ambicję oddziaływania na to, co dzieje się w  kraju, musi brać na siebie odpowiedzialność za rozwiązywanie problemów w różnych obszarach. Patrząc perspektywicznie, jednym z większych wyzwań, stojących przed naszym krajem, jest demografia. Młodzi nie mogą znaleźć pracy, nie zakładają rodzin, na świat nie przychodzą dzieci. Takie są skutki nie traktowania problemów demograficznych z należytą uwagą. Trzeba się nimi zająć, by Polaków nie ubywało w tempie jak do tej pory.

Przed Polską wciąż stoi zadanie wypełnienia europejskich zaleceń dotyczących energii odnawialnej. I tu istotne jest działanie kierowanych przez ludowców resortów. Obecnie większość OZE uzyskują u nas wielkie przedsiębiorstwa, gdy na przykład w Niemczech aż 80 proc. pochodzi z firm małych, rozproszonych po całym kraju, również na obszarach wiejskich. Dają one nie tylko prąd, ale także zatrudnienie, środki inwestycyjne, krótko  mówiąc – ożywiają kraj z dala od wielkich miast. Specjalnie mówię o bardzo konkretnych zadaniach, by podkreślić, że to właśnie one są  najważniejsze dla polityków., a nie prowadzona bezwzględna,  wyniszczająca i w gruncie rzeczy  jałowa dla kraju walka.

Teresa Hurkała  


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …