Ten budżet wspiera rozwój rolnictwa i obszarów wiejskich

Rozmowa z STANISŁAWEM KALEMBĄ, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi

• W Polsce wciąż żywa jest dyskusja na temat nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Jakie korzyści niesie on dla naszego kraju?

– Budżet przyjęty na szczycie UE to duże osiągnięcie dla całego kraju, ale też, w moim przekonaniu, na szczycie wygrała polska wieś i polskie rolnictwo. Przypomnę, że jeszcze niedawno stanowisko Komisji Europejskiej, nawet to optymistyczne, dawało nam około 210 euro dopłaty na  hektar, plus 1/3 różnicy między 90 proc. średniej unijnej, a tym co dany kraj wypłaca. Dla Polski oznaczało to maksimum około 10 euro, czyli nasi rolnicy dostawaliby średnio około 220 euro na 1 ha. Czyli o około 20 euro mniej, niż otrzymują obecnie. Dlatego trzeba było szukać rozwiązań, żeby te płatności nie były niższe, a do tego miały perspektywę wzrostu. Głównie z tego względu, że z pierwszego filaru płatności bezpośrednich korzysta około 1 mln 360 tys. gospodarstw. Udało mam się uzyskać ten cel. Zgodnie z nowym budżetem, średnie dopłaty bezpośrednie w 2014 roku będą na tym samym poziomie co obecnie, a w następnych latach będą sukcesywnie zwiększane, tak aby pod koniec nowej perspektywy finansowej osiągnąć średnią unijną, czyli ok. 250 euro na 1 ha. Z takim planem jechałem na szczyt i ten plan udało się osiągnąć.

• Jednak co z drugim filarem? Opozycja zarzuca, że w tej kwestii negocjacje zakończyły się naszą porażką, ponieważ część pieniędzy z niego zostało przesunięte to pierwszego filaru. Czy to oznacza, że zabraknie pieniędzy na inwestycje w obszarach wiejskich?

– Absolutnie nie. Pamiętajmy, że Polska ma największy fundusz spójności, który stanowi 23 proc. całego budżetu unijnego, co równa się 72,9 mld euro. Znacząca część tych pieniędzy zostanie zainwestowana właśnie w obszary wiejskie, które stanowią przecież ok. 93 proc. naszego kraju. Podczas szczytu wielokrotnie rozmawialiśmy na ten temat z panem premierem Donaldem Tuskiem i uznaliśmy, że ewentualny uszczerbek na zasobności drugiego filaru nadrobimy z pieniędzy z budżetu spójności. Nie jest też tajemnicą, że już przed szczytem współpracowaliśmy w tej kwestii z panią minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską. W ramach tzw. umowy partnerstwa, poczyniliśmy pewne uzgodnienia, mówiące o tym, że środki z funduszu spójności na obszarach wiejskich zostaną wykorzystane zwłaszcza na drogi lokalne, Internet szerokopasmowy i inne inwestycje infrastrukturalne.

Pozostaje jeszcze jeden instrument, z którego będziemy korzystali. Pieniądze które teraz z budżetu krajowego szły na pierwszy filar będą mogły uzupełniać filar drugi. Nie będą to łatwe środki, ale będą wsparciem dla modernizacji gospodarstw czy zakładów przetwórczych.

Dlatego uważam, że jeśli ktoś twierdzi, iż nowy budżet UE jest niekorzystny dla polskiej wsi, to nie bardzo wie o czym mówi.

Jest jeszcze jedna, bardzo dobra informacja przede wszystkim dla gmin. Otóż będą one mogły doliczyć VAT do kosztów unijnych programów. To pozwoli zaoszczędzić w skali kraju około 7 mld euro, które zostaną w budżetach gminnych i będą mogły być wykorzystane m.in. na kolejne projekty służące rozwojowi tych terenów.

• Zatem skąd te głosy krytyki ze strony opozycji?

– Z bezsilności. Moim zdaniem opozycja nie wierzyła, że można tyle uzyskać w negocjacjach dla Polski. Przed szczytem PiS głosiło, że warunkiem udanego szczytu jest uzyskanie w nowej perspektywie finansowej dopłat do hektara na średnim unijnym poziome. Myślę, że politycy tej partii uznali, że w dobie kryzysu nie jest to możliwe i po powrocie z Brukseli chcieli nas zapewne zaatakować za to, że się nie udało. Tym czasem, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej i mniejszego budżetu na WPR, my wywalczyliśmy środki o ok. 10 proc. wyższe. Pokrzyżowaliśmy w ten sposób plany opozycji, która już szykowała się do odtrąbienia porażki naszego rządu. Doskonale widać było to po twarzach polityków PiS, którzy w dzień po szczycie niechętnie przyznawali, że nowy budżet jest dla nas korzystny.

• Czemu dopłaty bezpośrednie są tak ważne?

– Bezpośrednio dotyczą one około 1 mln 360 tysięcy gospodarstw. To kilka milionów obywateli. Jednak pośrednio wpływają na całą naszą gospodarkę. Przecież rolnicy, którzy dostają te pieniądze, nie chowają ich do przysłowiowej skarpety. Kupują za nie środki do produkcji, nasiona, nawozy, paliwo, środków ochrony roślin. Przeprowadzają za nie inwestycje w budynki inwentarskie, budują i remontują domy. Ponad to kupują książki dzieciom do szkoły, ubranie, sprzęt domowy. Zatem napędzają niemal wszystkie gałęzie przemysłu w Polsce. Bez tych pieniędzy wiele firm upadłoby, a tysiące ludzi straciłoby miejsca pracy.

Jakie znaczenie na kształt budżetu miał kryzys światowy?

– Bardzo duże. Warto przypomnieć, że propozycja premiera Wielkiej Brytanii wygłoszona przez premiera Camerona była bardzo prosta – ciąć budżet o 200 miliardów, czyli zmniejszyć go o 1/5. Niemcy były bardziej powściągliwe, ale też mówiły o około 100 miliardach mniej. Ostatecznie cięcia sięgnęły około 50 mld euro. Należy jednak pamiętać, że w Unii mamy obecnie więcej państw, istnieje też inflacja. Zatem dla państw, które są biorcami środków unijnych, jest realnie znacznie mniej pieniędzy niż w obecnym budżecie. Na samą Wspólna Politykę Rolną nowy budżet jest mniejszy o ponad 40 mld euro. Mimo takiej sytuacji Polska będzie miała ten budżet wyższy o ok. 10 proc.. Dodając do siebie środki przyznane Polsce z pierwszego i drugo filaru i przeliczając je na jeden hektar – nasz kraj plasuje się na 5. miejscu w UE po Francji, Niemczech, Hiszpanii i Włoszech. To wskazuje, że jednak poprawiamy naszą pozycję i warunki konkurencyjności z innymi krajami UE.

• Czy to prawda, że był pan jedynym ministrem rolnictwa biorącym udział w negocjacjach?

– Tak, to prawda. Nawet niezależni obserwatorzy przyznawali, że nasza delegacja była najmocniejsza. W jej skład wchodził pan premier, minister finansów, byłem ja, był pan minister Arabski, był też główny negocjator, wiceminister spraw zagranicznych Piotr Serafin. Natomiast faktycznie z ministrów rolnictwa innych państw był tylko minister rolnictwa Irlandii, która sprawuje obecnie prezydencję. To tylko pokazuje jak duże znaczenie dla tego rządu mają sprawy rolnictwa, mocno wspierane przez PSL.

• Jak negocjacje wyglądały od kuchni?

– Przyznaję, że rozmowy na temat budżetu dla WPR na Radzie Ministrów były bardzo trudne, a często ostre. Po ostatnim posiedzeniu, po bardzo merytorycznej dyskusji doszliśmy jednak do wspólnego stanowiska. Zgodnie z nim, Polska będzie starać się uzupełnić jeszcze płatności bezpośrednie z możliwością dopłaty z budżetu własnego i z tym polecieliśmy do Brukseli. Już na miejscu współpraca w ekipie była bardzo dobra. Dzięki temu sprawnie mogliśmy reagować na zmieniającą się dynamicznie sytuację. Bardzo szybko rozsypał się kalendarz wszystkich spotkań i posiedzenia Rady, jaki wcześniej był ustalony. Stało się tak za sprawą nowych państw UE oraz Czech i Węgier. Były one niezadowolone z wcześniejszych ustaleń i w ostatniej chwili rzutem na taśmę chciały wprowadzić swoje poprawki. To był pierwszy szczyt, w czasie którego nikt nie opuszczał budynku Rady. Cały czas byliśmy w naszych pokojach w Przedstawicielstwie. Ja w trakcie tych około 40 godzin prawie nie spałem. Udało mi się jedynie trzy razy zdrzemnąć po 10-15 minut na krześle. Zresztą wszystkie delegacje tak robiły. Uznaliśmy ze sprawy są zbyt ważne, żeby pójść do hotelu na godzinę czy dwie i się przespać.

Był ze mną minister Andrzej Babuchowski, szef naszego Przedstawicielstwa w UE. Gdy tylko pojawiała się jakaś nowa propozycja, natychmiast wspólnie ją omawialiśmy i przeliczaliśmy, czy jest ona dla Polski korzystna.

Dzięki sprawnemu zespołowi MSZ, którym kierował pan minister Piotr Serafin, mieliśmy dostęp do potrzebnych informacji i analiz. Także w ministerstwie rolnictwa w Warszawie przez cały ten czas pracował zespół naszych analityków. Tym wszystkim ludziom należą się słowa uznania. To w dużej mierze dzięki nim możemy mówić o sukcesie.

• Sukces wynikający z wywalczenia dla Polski korzystnego budżetu, przyćmiewają ostatnio nagłaśniane przez zagraniczne media informacje dotyczące polskiej żywności. Skąd nagle wziął się taki atak na nasze produktu żywnościowe?

– Wynika to między innymi z bardzo dobrej renomy, marki naszej żywności i dynamiki handlu zagranicznego, a co za tym idzie dodatniego salda w handlu zagranicznym polską żywnością. Staliśmy się dużym konkurentem dla innych gospodarek. Gdzie pojawiają się ogromne pieniądze, tam też często pojawia się nieczysta gra.

Już dzisiaj możemy powiedzieć, że tak jak za 2011 rok nadwyżka w handlu żywnością wynosiła 2,6 mld euro, tak rok 2012 przekroczyła 4,1 mld euro. Proszę zwrócić uwagę jaki to jest skok. Polska żywność nie tylko doskonale sobie radzi na rynku 500 mln konsumentów UE, ale również podbija rynki i stoły naszych wschodnich sąsiadów. Do tych państw mamy ok. 30 proc. wzrost eksportu. Nasza żywność walczy też o klientów dalekowschodnich, takich jak Chiny, Japonia, Korea, czy państwa arabskie. Widać, że zrobiliśmy w tej dziedzinie ogromy postęp. To jest zasługa rolników, przetwórców, firm handlująco-eksportujących. Dlatego wiele osób przygląda się bardzo mocno polskiej żywności. Niestety, wielu nie potrafi sprostać naszej konkurencji i puszczają im nerwy. Dlatego zachowania niektórych państw czy ministrów są poniżej standardów unijnych. Proszę zwrócić uwagę, że bez udokumentowania zarzuca się nam działania niezgodne z prawem. Rozmawiałem na ten temat z ministrem rolnictwa Irlandii. Zwróciłem mu uwagę, że to nie są standardy zachowania, które my możemy akceptować. Najpierw powinien zostać nawiązany kontakt z służbami weterynaryjnym, podane informacje do unijnego systemu wczesnego ostrzegania, a nie w pierwszej kolejności zwracanie się do mediów i rzucanie oskarżenia wobec innego państwa. Przyjął te argumenty. Wygląda na to, że standardy weterynaryjne są u nas na wysokim poziomie. My umożliwiliśmy przyjazd służb z Irlandii, żeby mogły przeprowadzić kontrole w naszych zakładach. Natomiast kiedy nasze służby chciały pojechać i przyjrzeć się zakwestionowanym partiom towaru, sprawdzić metki, pobrać próbki, to zgody na to nie było. To rodzi pewne podejrzenia. Dopiero po mojej interwencji u ministra rolnictwa Irlandii nasi specjaliści zostali dopuszczeni do badań. Obecnie sprawa zatacza coraz większe, międzynarodowe kręgi, w którymi Polska nie ma nic wspólnego.

Tylko proszę zobaczyć, najpierw podanie niesprawdzonych informacji do publicznej wiadomości, a później trudno już pewne rzeczy odkręcić.

Drugi bardzo ciekawy przypadek zdarzył się w Danii. Pani minister rolnictwa tego kraju wyraziła złą opinię o polskiej żywności bez żadnych dowodów. Miało to miejsce wtedy, kiedy sieć duńska chciała wprowadzić polską żywność do swoich sklepów. Oczywiście, szybko na to zareagowaliśmy. Pani minister przeprosiła, ale nieprawdziwe informacje już zostały przekazane i to przez bardzo ważnego polityka.

Na wszystkie tego typu ataki reagujemy bardzo ostro i niewykluczone, że będziemy też żądać od takich państw wysokich odszkodowań. Bo marka jest wartością i jej nadszarpnięcie przynosi przeliczalne na pieniądze straty. Polska żywność jest już marką samą w sobie i to dobrą marką, zyskującą uznanie na całym świecie. Ze swojej strony zapewniam, że będziemy robić wszystko, aby rozwijała się równie dynamicznie jak teraz.

 

Robert Matejuk

Marcin Zieliński


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …