Brakuje nam 2 mln dzieci!

Polki rodzą najmniej dzieci w Europie. Gorsza sytuacja jest tylko w Rumunii i na Węgrzech. By mówić o prostej zastępowalności pokoleń jedna kobieta powinna urodzić 2,1 dzieci. U nas ten wskaźnik wynosi zaledwie 1,3. Oznacza to, że będzie nas ubywać. Ocenia się, że do 2050 r. ludność naszego kraju zmniejszy się o 0,9 proc. Już teraz brakuje nam 2 mln dzieci.

O zapaści w demografii zaczęto u nas mówić dopiero podczas dyskusji o potrzebie wydłużenia wieku emerytalnego. Wcześniej rodzin z jedynakami nie uznawano za problem. Tak jakby nic złego się nie działo. A to właśnie demografia określa możliwości rozwoju kraju. Niski wskaźnik dzietności oznacza negatywne konsekwencje dla wielu sfer życia. Mniej ludzi, to mniej konsumentów, wytwórców, podatników i płatników składek emerytalnych. W rezultacie różne dziedziny społeczne i gospodarcze zamiast rozwijać się, zaczynają się kurczyć. Uderza to zwłaszcza w system ubezpieczeń społecznych. Jego podstawą jest to, że kolejne pokolenie jest liczniejsze od poprzedniego. Obecnie to najmłodsze jest o jedną trzecią mniej liczebne niż jego rodziców. Takiej relacji nie udźwignie system emerytalny. Z roku na rok przybywa bowiem emerytów, a ubywa ludzi w wieku produkcyjnym. Wskutek niskiej dzietności i migracji zarobkowej zaczynają wyludniać się całe obszary kraju. Na Chełmszczyźnie czy na Podlasiu w wielu wsiach mieszkają sami starzy ludzie. Młodzi wyjechali za pracą do miasta lub za granicę. Co gorsze, kryzys gospodarczy jeszcze spotęgował ruinę europejskiej demografii. Szacuje się, że od 2008 r. urodziło się w UE 200 tys. mniej dzieci. W większości krajów zanotowano spadek urodzin, największy na Łotwie, Węgrzech, w Rumunii, Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Czechach i w Polsce. U nas w porównaniu do roku, w którym wybuchł kryzys ekonomiczny, ten spadek wyniósł 6,3 proc. W tym czasie wskaźnik dzietności zmniejszył się z 1,4 do 1,3. Przyrost naturalny zwiększył się tylko w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i na Słowacji. Nawet we Francji, która łoży duże pieniądze na politykę prorodzinną wystąpił, choć niewielki, spadek urodzeń.

Baby boom na Wyspach

Dlaczego Polki nie chcą rodzić dzieci? Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Najważniejsza jest natury ekonomicznej. Brak pracy, mieszkań, niskie zarobki, umowy śmieciowe zniechęcają do decyzji o posiadaniu potomstwa. Trudno myśleć o tym, gdy sytuacja rodziny jest tak niepewna. Nawet te osoby, które dziś mają pracę, wiedzą, że jutro mogą ją stracić. – Oboje z mężem pracujemy na umowach śmieciowych. Jedna pensja idzie na wynajęcie mieszkania. Druga ledwo starcza na przeżycie od pierwszego do pierwszego. Rodzice nie są w stanie nam pomóc finansowo. A żaden bank nie da nam kredytu na mieszkanie. I jak tu myśleć o dziecku? – pyta Agnieszka Kołodziejska. Takie pytanie zadaje sobie tysiące młodych małżeństw. Nie każde ma bogatych rodziców, którzy kupią młodym mieszkanie i w razie potrzeby zaopiekują się dzieckiem. To, że ekonomia decyduje o potomstwie, pokazuje baby boom na Wyspach Brytyjskich. Tam Polki rodzą dzieci. Wiedzą bowiem, że nie oznacza to drastycznego pogorszenia ich sytuacji materialnej. Co więcej, mogą liczyć na pomoc państwa. Jeśli małżeństwo ma niskie dochody, ma szanse dostać mieszkanie komunalne. Należy się mu też zasiłek na dziecko. – Po rozwodzie z mężem przyjechałem z dwójką małych dzieci do Londynu. Jako osobie samotnie wychowującej dzieci przyznano mi lokal komunalny z trzema sypialniami, bo każde dziecko musi mieć swój pokój. Dostaję też zasiłki, bo jako kelnerka nie zarabiam dużo. Nie boję się, że wyrzucą mnie z roboty. Jeśli nawet, to szybko znajdę nową. Ostatecznie pójdę do opieki społecznej. Na pewno mi pomogą – wyjaśnia Marta Łaba.

Dziecko luksusem

W wielu krajach unijnych demografię ratują imigranci. To oni gwarantują dodatni przyrost naturalny we Francji, Wielkiej Brytanii czy w Irlandii. Znaczenie ma też polityka prorodzinna. Ma ona stworzyć system zachęt do posiadania potomstwa. We Francji od lat rodziny z dziećmi mogą liczyć na znaczące ulgi podatkowe. Podobnie jest w krajach skandynawskich, gdzie oprócz tej formy wsparcia rodziny spodziewające się dziecka dostają kompletną wyprawkę dla noworodka. U nas rodziny z dziećmi są bardziej obciążone, bo wychowanie dziecka jest naprawdę kosztowne. Jakby tego było mało, to one płacą większe podatki pośrednie. Więcej kupują, tym samym wnoszą większe opłaty z tytułu podatku VAT, który zasila kasę państwa. W polskich realiach dziecko jest luksusem. Ulgi podatkowe są niewielkie, a najuboższe rodziny nie mogą z nich skorzystać, bo nie zarabiają tyle, by mieć z czego ulgę odliczyć. Brakuje żłobków i miejsc w przedszkolach. Mniej niż 3 proc. dzieci uczęszcza do żłobków. O miejsce w nich jest szczególnie trudno. Poprawiła się sytuacja w przedszkolach. Już 60 proc. dzieci ma zapewnioną w nich opiekę, gdy kilka lat temu było to 47 proc. Jednak w porównaniu z innymi krajami wypadamy pod względem źle. We Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii czy w Norwegii do przedszkoli chodzi ponad 90 proc. trzylatków, gdy u nas tylko 54 proc. Wielu, szczególnie wiejskich, gmin nie stać na prowadzenie przedszkola. Ratunkiem mogą być placówki prywatne. Rząd zamierza zwiększyć dotacje dla nich ze 75 do 100 proc. Do 2016 r. wszystkie dzieci mają być objęte wychowaniem przedszkolnym. Zajmą się tym samorządy. Rząd zapewnia, że dostaną na to zadanie pieniądze. Władze lokalne obawiają się, że będą one niewystarczające. Koszty prowadzenia przedszkola gwałtownie rosną.

Polityka prorodzinna priorytetem rządu

Młode kobiety nie są szczególnie pożądane na rynku pracy. Zawsze przecież mogą sobie zrobić przerwę na dziecko. Choć prawo zapewnia im powrót na stanowisko pracy, to często jest to iluzją. Przy pierwszej nadarzającej się okazji mogą zostać zwolnione, bo jako matka z małym dzieckiem nie jest w pełni dyspozycyjna. Wprawdzie wychowanie dziecka jest tak obowiązkiem matki jak i ojca, to jednak tradycyjnie rolę tę przypisuje się kobiecie. Trudno jest przekonać mężczyzn do opieki nad dzieckiem. Z urlopów ojcowskich korzysta mniej niż co dziesiąty ojciec, z krótszego czasu pracy co 30, a z urlopu wychowawczego – co 80. uprawniony. Samo prawo, czyli wprowadzanie kolejnych przywilejów dla rodziców, nie oznacza, że będą oni się dzielić się opieką nad dzieckiem. Musi minąć jeszcze wiele lat, by zmieniła się postawa polskich mężczyzn. Należy mieć nadzieję, że młode Polki, w odróżnieniu od swoich matek, skuteczniej będą egzekwować należne im prawa i zmuszą swoich partnerów do wzięcia na swoje barki więcej obowiązków rodzinnych. Rząd cały czas zapewnia, że polityka prorodzinna jest dla niego priorytetem. Już zostały wydłużone urlopy macierzyńskie, dłuższe też będą urlopy wychowawcze. W tym roku rząd chce wprowadzić program wsparcia kobiet powracających po urlopie macierzyńskim do pracy. Zadba o miejsca w żłobkach i przedszkolach. Czy wszystko to zachęci Polki do rodzenia dzieci? W jakimś stopniu może i tak, ale to sytuacja ekonomiczna w kraju ma największy wpływ na decyzje młodych małżeństw. Jeśli nie będą miały zapewnionej stabilizacji życiowej, lepszy dostęp do przedszkola czy dłuższy urlop macierzyński, to za mało, by planować powiększenie rodziny.

Teresa Hurkała


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …