10 lat po Kopenhadze

Obecne negocjacje perspektywy finansowej 2014-2020 zbiegają się z 10 rocznicą negocjacji w Kopenhadze, określających warunki członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Byłem wtedy wicepremierem i ministrem rolnictwa i nie jest przesadnym stwierdzenie, że najtrudniejszym obszarem negocjacji było właśnie rolnictwo.

Dziś jestem posłem w Parlamencie Europejskim i także uczestniczę w negocjacjach, ale nie w ujęciu rządowym, lecz na szczeblu PE. Chcę przypomnieć, że Traktat Lizboński dał PE prawo współdecydowania również o perspektywach finansowych.

Jadąc w grudniu 2002 roku do Kopenhagi nie mieliśmy doświadczenia europejskiego. Były istotne różnice w koalicji SLD-PSL co do priorytetów negocjacyjnych. Koalicjant często po cichu, poza nami, prowadził negocjacje, zbyt szybko zgadzając się na propozycje drugiej strony. Zdarzało się też, że pomijano lub próbowano pomijać w dyskusjach naszego negocjatora ds. rolnych, wiceministra Jerzego Plewę. W resorcie rolnictwa mieliśmy pełną świadomość wagi i trudności obszaru rolnego. Nie przywiązywał do tego znaczenia nasz koalicjant, uważając, że najważniejsze jest wejście do Unii Europejskiej, a mniej znaczące są warunki przystąpienia, tym bardziej w rolnictwie. Znamiennym jest fakt, że na tydzień przed wyjazdem do Kopenhagi, na posiedzeniu rządu, które miało określić mandat negocjacyjny, pomimo mojego sprzeciwu premier Leszek Miller skonkludował, że do Kopenhagi „jedziemy bez rolnictwa”. Dopiero formalne zgłoszenie zdania odrębnego i groźba wyjścia z koalicji doprowadziła do zmiany decyzji przez premiera i rząd. Jak widać prowadziłem negocjacje właściwie na trzech frontach: w ramach koalicji, w rozmowach z UE, i wreszcie z moimi kolegami z PSL.

Gdy teraz to analizuję, to widzę, że największe zrozumienie dla tej trudnej problematyki było w Brukseli, i to u komisarzy: ds. rozszerzenia Güntera Verheugena i ds. rolnictwa Franza Fischlera. To właśnie Komisarz Verheugen poparł moje stanowisko odnośnie okresów przejściowych na zakup polskiej ziemi, czym zaskoczony był premier Miller przysłuchujący się naszym rozmowom. Ówczesny premier rządu duńskiego Anders Fogh Rasmussen, który kierował negocjacjami na szczycie ze strony unijnej, na początku nie dopuszczał do dyskusji zwiększenia kwot mlecznych, ale kiedy zobaczył moją determinację, zapytał swoich duńskich doradców o co chodzi, i po wysłuchaniu ich opinii zarekomendował zwiększenie kwot mlecznych, które miały obowiązywać tylko do 2007 roku. Zaproponowane dopłaty bezpośrednie w wysokości 25 proc. były nie do przyjęcia, choć Pan Prezydent Kwaśniewski mówił, że 25 proc. to więcej niż 0 proc., premier Miller, że nikt inny dopłat nie otrzymuje, a wpływowy w tym czasie polityk Jan Rokita mówił, że jesteśmy „agroszantażystami”. Inne ugrupowania nie wykazywały większej aktywności w tym zakresie. Myślę tu o PiS i PO, a Samoobrona uważała, że im gorsze warunki, tym politycznie lepiej dla nich.

Nie mogłem się zgodzić na dopłaty w wysokości 25 proc., stąd zaproponowałem przesunięcie środków z drugiego filaru i uzupełnienie dopłat z budżetu krajowego. To nam dało szansę na osiągnięcie w pierwszym roku dopłat w wysokości 55%. W tym trudnym okresie negocjacyjnym w Kopenhadze, pomimo początkowych różnic, później otrzymałem wsparcie i zrozumienie, bo koledzy widzieli moją determinację i chyba byli zaskoczeni zrozumieniem ze strony premiera Rasmussena i komisarza  Verheugena. Chcę w tym miejscu zacytować fragment wywiadu z Andersem Rasmussenem, premierem Danii z tego okresu (Rzeczpospolita, 19. 12. 2002), który na pytanie: Od kiedy miał pan świadomość, że unijna propozycja będzie trudna do przełknięcia dla kandydatów? odpowiedział – „Od zaproponowania przez Komisję Europejską 25-procentowych dopłat…”

Znane są publicznie relacje premiera Leszka Millera z bardzo emocjonującego, finalnego momentu negocjacji dotyczącego kwot mlecznych. Premier wspomina telefoniczną rozmowę z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim i żartobliwe sugestie, by może Witos zadzwonił do Kalinowskiego i przekonał go do ustępstw, bo prezydentowi to się nie udało. Wielokrotnie w tym czasie konsultowałem się telefonicznie z Czesławem Siekierskim, który z pozycji sekretarza stanu w ministerstwie rolnictwa w negocjacjach rolnych odgrywał kluczowa rolę. W najtrudniejszym momencie minister Siekierski powiedział mi – „nie odpuszczaj, podziękują ci za to”.

A teraz kilka komentarzy osobistych. Swój wyjazd do Kopenhagi uważałem za oczywisty, choć dopiero na spotkaniu byłych premierów RP zorganizowanym przez premiera Millera, premier Mazowiecki zapytał o skład delegacji i wyraził wielkie zdziwienie, że nie ma w niej wicepremiera Kalinowskiego, odpowiedzialnego za najtrudniejszy obszar negocjacyjny i lidera partii koalicyjnej. Mój poprzednik, były premier Waldemar Pawlak, w przededniu wyjazdu do Kopenhagi uczestniczył w spotkaniu, na które zaprosiłem również innych kolegów z PSL. Jeśli dobrze pamiętam, mówił o zasadności naszego wejścia do Unii, bo przecież on, jako premier składał wniosek o członkostwo, ale powiedział również znaczące dla mnie słowa „ciężar wejścia musisz wziąć na siebie”. Inna sytuacja – mój tata był bardzo sceptyczny do wejścia Polski do Unii, ale w dniu wyjazdu do Kopenhagi powiedział mi: „powinniśmy wejść do Unii, bo oni lepiej potrafią rządzić i to nam pomoże”.

Pragnę podkreślić wyjątkowo dobrze przygotowane zespoły problemowe w ministerstwie rolnictwa i szereg instytucji z otoczenia rolnictwa: doradców, agencje, inspekcje, instytuty naukowe. Zespoły analityczne skupione były w Fundacji Pomocy dla Rolnictwa FAPA, która wykorzystywała środki unijne na przygotowanie Polski do integracji. Nie wymienię zapewne wszystkich, ale chcę wspomnieć Jerzego Plewę, głównego negocjatora w obszarze rolnictwa, Władysława Piskorza, Zofię Krzyżanowską, Marię Zwolińską, wielu świetnych dyrektorów i szefów zespołów. To był naprawdę dobrze przygotowany, duży zespół. Nic więc dziwnego, że wszyscy byli zaskoczeni przygotowaniem do negocjacji, a najbardziej tym, że to rolnicy należą do tych, którzy najlepiej wykorzystują środki unijne i dobrze się przygotowali do spełniania wysokich standardów jakościowych, które obowiązują w UE.

Dziś z perspektywy 10 lat należy stwierdzić, że w obszarze rolnym uzyskaliśmy rozstrzygnięcia, które pozwoliły polskiemu rolnictwu sprostać konkurencji i dokonać olbrzymich zmian modernizacyjnych. Choć krytycznie oceniam premiera Leszka Millera i Jego współpracowników, to jednak przyznaję, że w kluczowych momentach negocjacji wytrzymywał napięcie i finalnie podejmował słuszne decyzje. Wyrażam również pogląd, że dzisiaj w tych trudnych czasach kryzysu, zadłużenia państw europejskich, negocjacje dotyczące wysokości środków finansowych i warunków dla Polski nie są łatwiejsze niż 10 lat temu w Kopenhadze. Sądzę jednak, że w kolejnych siedmiu latach środki z budżetu UE będą jednym z motorów rozwoju Polski, dotyczy to również polskiej wsi i rolnictwa.

Jarosław Kalinowski,

poseł do Parlamentu Europejskiego,

wicepremier, minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi w latach 2001-2003


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Wielkanocne rozważania o żywności

    Bezpieczeństwo żywnościowe Bezpieczeństwo żywnościowe jest złożonym zagadnieniem powiązanym ze zrównoważonym rozwojem rolnictwa, zdrowiem ludności, środowiskiem i handlem. Na globalne bezpieczeństwo …

  • Jaki będzie krajobraz społeczno-ekonomiczny po kolejnej bitwie z epidemią?

    dr Michał SobczakWydział Ekonomiczno-SocjologicznyUniwersytet Łódzki Gdy zostałem poproszony przez Redaktora Naczelnego o napisanie tekstu dotyczącego skutków kolejnego lockdownu, czy też …

  • Niewielu rolników ubezpiecza uprawy

    O wspieraniu środkami publicznymi systemu ubezpieczeń rolniczych System wspierania dopłatami z budżetu państwa ubezpieczeń rolniczych nadal jest mało skuteczny i …