Umowy śmieciowe zalewają rynek pracy

Dzięki elastycznym formom zatrudnienia setki tysięcy ludzi w ogóle może pracować i zarabiać. To niewątpliwa korzyć jaką niesie ze sobą umowa śmieciowa. Jednak nieuregulowanie tej kwestii może pociągnąć za sobą w przyszłości niewyobrażalne konsekwencje socjale.

Pracodawcy tłumaczą niezmiennie, że ograniczenie umów śmieciowych spowoduje redukcję miejsc pracy. Stary refren brzmi: „lepsza taka praca niż żadna”. Jakby na potwierdzenie tej tezy statystyki rzeczywiście mówią, iż wraz ze wzrostem liczby umów śmieciowych zwiększa się zatrudnienie. To znaczy, gdyby nie te umowy, bezrobocie byłoby dziś na poziomie 15 proc.

Rozciągliwe słowo elastyczność

Tomasz Szpilkowski, przewodniczący Sekcji Agencji Pracy Tymczasowej w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia twierdzi, że należy oddzielić umowy oszukujące pracowników od legalnych, elastycznych form zatrudnienia. Jego zdaniem umowy, które nie respektują prawa do urlopu, zwolnienia w razie choroby, są po prostu łamaniem prawa. – Nie ma złych umów, są tylko niewłaściwe sposoby ich zawierania – mówi Szpilkowski.- Przede wszystkim ludzie powinni wiedzieć, na co się decydują, jaki rodzaj umowy podpisują i jakie konsekwencje się z tym wiążą. Najgorsza sytuacja jest wtedy, kiedy pracownik umawia się z pracodawcą na jakieś warunki, a po miesiącu dostaje umowę, w której napisane jest coś zupełnie innego. Po czym dostaje wynagrodzenie, które nie jest odzwierciedleniem ani tej pierwszej rozmowy, ani spisanej umowy – dodaje. Według Szpilkowskiego takich praktyk jest coraz więcej bowiem wraz ze wzrostem bezrobocia ludzie są coraz bardziej bezradni, a pracodawcy coraz bardziej bezczelni.

Szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda  twierdzi, że elastyczność zamieniła się w patologię. Dlatego wysyła zalecenia do liderów związkowych organizacji regionalnych by nie angażowali się w projekty (np. finansowane przez UE), które promują elastyczne formy zatrudnienia.

Niekończący się staż

Wg raportu Komisji Europejskiej dotyczącego zatrudnienia w roku 2011 Polska jest krajem, gdzie sytuacja zatrudnionych jest najbardziej dramatyczna w Europie. Na umowach czasowych pracuje dziś 27 proc. wszystkich zatrudnionych. To najwięcej w całej Unii. Według autorów raportu sytuacja aż 40 proc. czasowo zatrudnionych nie poprawiła się w ciągu ostatnich 4 lat. Czyli, ci ludzie stoją w miejscu. Ciekawe dane przynosi też ów raport na temat samozatrudnionych. Aż 28 proc. z nich żyje w biedzie. Dla porównania – tylko 8 proc. pracowników zatrudnionych na etacie cierpi biedę. Jeszcze bardziej wstrząsające dane dotyczą sytuacji tzw. working poor, czyli „biednych pracujących”. Raport Komisji Europejskiej pokazuje, że ponad 2 mln. Polaków nie może wyżyć z pensji.

Według Ministerstwa Finansów pracujących na umowę o dzieło i umowę-zlecenie było w ub. roku w Polsce ok. 800 tys. osób. Zaś rządowy raport „Młodzi 2011” mówi, że aż 60 proc. osób młodych (oczywiście tych pracujących), ma czasową formę zatrudnienia. 85 proc. młodych do 24 roku życia pracuje na umowach czasowych. Na czas określony zatrudniona jest też jedna piąta czterdziestolatków. Raport mówi o „balansowaniu pracownika w roli nieustannie stażującego”.

Zanim związki wyprowadzą ludzi na ulicę…

Dziś zarówno pracodawcy jak i związkowcy tęsknym wzrokiem spoglądają w kierunku państwa. To rząd, ich zdaniem, powinien coś postanowić. Rząd nie może nakazać pracodawcom stosowania takich czy innych umów, ale ma oczywiście wpływ na kształt prawa pracy. Dlatego zapowiada, że przedstawi propozycje zmian w kodeksie pracy. Pierwsi dowiedzą się o nich partnerzy z Komisji Trójstronnej. Pracodawcy chcą uproszczenia przepisów dotyczących czasu pracy i jego rozliczania. Zaś związkowcy chcą ograniczenia liczby pracowników zatrudnionych na umowach śmieciowych. Chcą także ukrócenia procederu, kiedy to pracownik jest przerzucany między różnymi Agencjami Pracy Tymczasowej i po drodze traci możliwość uzyskania stałej umowy (trzecia umowa czasowa z definicji staje się umowa stałą).

Czy Komisja Trójstronna zajmie się sprawą umów śmieciowych zanim związki zawodowe wyprowadzą ludzi na ulicę? Dziś już nawet z kół rządowych dobiegają głosy, że dobrze byłoby oskładkować np. umowy o dzieło. Troska o człowieka? Po prostu budżet miałby z tego o 1 mld zł więcej. Rząd widzi także, że biedny, śmieciowy pracownik to mniejsze wpływy do kasy państwa, mniejsze składki i podatki (także VAT). Władza dojrzewa do decyzji, że coś z tym trzeba zrobić.

Magdalena Foland


Zamów prenumeratę: zielonysztandar.com.pl/prenumerata
Cały tekst dostępny w wersji papierowej tygodnika Zielony Sztandar lub na platformach sprzedaży online



Podobne artykuły

  • Nieznana historia największego protestu przeciwko komunistom w Płocku

    Niewiele osób pamięta dziś, że Płock stał się areną jednego z największych sprzeciwów wobec komunistycznego terroru i represji powojennych. Był …

  • Czas Witosa

    To były upalne sierpniowe dni 1920 roku. W powietrzu czuć było atmosferę strachu i przeświadczenia co do zbliżającego się wkrótce …

  • Opinogóra stawia na PSL

    Piotr Czyżyk popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe został nowym wójtem gminy Opinogóra. Pokonał w drugiej turze Annę Koral z PiS. …